"Trwa akcja odstraszania bobrów niszczących umocnienia wałów przeciwpowodziowych. Petard używają żołnierze na całej długości umocnień od Czarnej Strugi po śląskie wrota" - przekazał w środę 25 września na Facebooku urząd miejski Otyń (pod Zieloną Górą, woj. lubuskie). We wtorek urząd tłumaczył, że bobry "naruszają konstrukcję zarówno wałów, jak i dodatkowych zabezpieczeń wykonanych na bazie worków z piaskiem".
Na wpis urzędu miejskiego Otyń zareagowało stowarzyszenie "Nasz Bóbr", które poprosiło o zdjęcia przedstawiające miejsca, w których bobry rozkopują wały i niszczą umocnienia oraz o wskazanie dokładnej lokalizacji. "Według Google Maps wał jest oddalony od Odry na znaczną odległość, więc według naszej wiedzy bobry nie mogłyby budować w nim nor" - czytamy.
Stowarzyszenie przekazało w czwartek, że "medialna i polityczna nagonka na bobry trwa". Przypomniano, że bobry są gatunkiem częściowo chronionym, co oznacza, że potrzeba prawnego zezwolenia na działania przeciwko nim. "Wystąpiliśmy do Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) o udostępnienie nam derogacji (czyli uchyleń/odstępstw od obowiązującego prawa, które chroni bobry)" - wyjaśniło we wpisie na Facebooku.
Nie ma naszej zgody na wydawanie irracjonalnych wyroków ani na zaniedbania, jakich dopuszczają się RDOŚ-ie przeciwko bobrom! Zwłaszcza teraz kiedy trwa 'polowanie na bobry' rozpętane przez Donalda Tuska i jego pseudoekspertów
- pisze stowarzyszenie "Nasz Bóbr".
W kolejnym wpisie wyjaśniono, że wały, które przed powodzią były daleko od wody, nie mogły być zasiedlane przez bobry. Zwierzęta kopią nory wyłącznie tam, gdzie ziemia styka się z wodą.
Premier Donald Tusk podczas sztabu kryzysowego w Głogowie zapowiadał walkę z bobrami. - Wasze sugestie nie są pierwsze, że trzeba szybkich zmian, jeśli chodzi o obecność bobrów na wałach. Myśmy w 2010 roku podejmowali decyzje, ekolodzy byli wnerwieni, ale są priorytety. Czasami trzeba wybierać między miłością do zwierząt a bezpieczeństwem miast, wsi i stabilnością wałów - mówił szef rządu.
Wypowiedź premiera komentował dla Gazeta.pl doktor nauk biologicznych i badacz bobrów dr Andrzej Czech. "Twierdzenia premiera o przypisywaniu bobrom roli w powodziach przy tak wielkich opadach są piramidalną bzdurą wymyśloną na gorąco" - oceniał nasz rozmówca. "Nie tylko w Polsce bobry występują, a chyba tylko w Polsce szef rządu może wypowiadać takie bzdury. Podejrzewam, że stoi za nim lobby łowieckie, które chętnie podejmie się 'zadania związanego z redukcją bobrów', podobnie jak było to w przypadku dzików" - podkreślał ekspert.