W sobotnim sztabie kryzysowym w Głogowie wzięli udział premier Donald Tusk, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak, samorządowcy oraz przedstawiciele straży pożarnej i policji. Sztab został przeniesiony z Wrocławia i omawiano na nim m.in. kwestię bezpieczeństwa wałów przeciwpowodziowych.
- Wasze sugestie nie są pierwsze, że trzeba szybkich zmian, jeśli chodzi o obecność bobrów na wałach. Myśmy w 2010 roku podejmowali decyzje, ekolodzy byli wnerwieni, ale są priorytety. Czasami trzeba wybierać między miłością do zwierząt a bezpieczeństwem miast, wsi i stabilnością wałów - skomentował szef rządu podczas sztabu kryzysowego.
Donald Tusk podkreślił, że sprawdzone zostaną konkretne przepisy i dopuszczone będą przy tym wszelkie działania pozostające w granicach prawa. - W ramach tych przepisów róbcie wszystko, co do was należy, ja będę bronił tych decyzji. Wały są dzisiaj absolutnym priorytetem - dodał premier.
"Twierdzenia premiera o przypisywaniu bobrom roli w powodziach przy tak wielkich opadach są piramidalną bzdurą wymyśloną na gorąco" - skomentował dla Gazeta.pl dr Andrzej Czech, doktor nauk biologicznych i badacz bobrów. "Nie tylko w Polsce bobry występują, a chyba tylko w Polsce szef rządu może wypowiadać takie bzdury. Podejrzewam, że stoi za nim lobby łowieckie, które chętnie podejmie się 'zadania związanego z redukcją bobrów', podobnie jak było to w przypadku dzików" - dodał ekspert.
Zdaniem doktora Czecha wały powinny być na bieżąco konserwowane zgodnie z określonymi wytycznymi. "Po drugie ich zabezpieczenie przed kopaniem przez bobry, lisy, borsuki, karczowniki i jakiekolwiek inne zwierzęta jest banalnie proste i tanie. Wystarczy wkopywać metalowe siatki, co jest powszechnie stosowane w wielu krajach na świecie" - opisał badacz.
"W przypadku zorganizowanego zabijania bobrów poniesiemy niepowetowane straty środowiskowe wynikające z redukcji naturalnej retencji wody i zapobiegania suszy, zwiększenia zagrożenia powodzią, spadku bioróżnorodności oraz naruszenia prawa krajowego i międzynarodowego, nie wspominając o nieskuteczności tych działań" - podkreślił dr Andrzej Czech. Badacz przypomniał, że bobry odgrywają "kolosalną, a niedocenianą rolę w gromadzeniu ponad 200 milionów m3 wody w najbardziej newralgicznych miejscach w Polsce". "Pozbycie się tego sojusznika w trakcie kryzysu klimatycznego będzie totalnym idiotyzmem" - podsumował ekspert.