Organizacja ekologiczna Arnika alarmuje, że przedsiębiorstwo państwowe Povodí Odry rozpoczęło prace na chronionym odcinku rzeki Olzy. Modyfikacja biegu rzeki może spowodować szkody ekologiczne m.in. zniszczenie siedlisk gatunków chronionych. Prace odbywają się pomiędzy granicą państwową z Polską a czeskim miastem Jabłonków.
Koryto rzeki jest pogłębiane, a brzegi wzmacniane żwirem i kamieniem. Olza była jedną z rzek, która wylała podczas wrześniowej powodzi. To jeden z powodów, przez który zajęto się rzeką. Ekolodzy alarmują jednak, że działania, które podjęto, w żaden sposób nie zwiększają przepustowości potoku, a powodują szkody ekologiczne. Ponadto mają zwiększać ryzyko poważnych szkód w przypadku kolejnych powodzi. Usuwając naturalne piaszczyste wzniesienia, zwiększa się prędkość i destrukcyjność przepływu.
Jan Hradecký, kierownik Katedry Geografii Fizycznej i Geoekologii Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Ostrawskiego uważa prace nad rzeką za "całkowicie błędny pomysł".
Jednym z pozytywów powodzi jest możliwość renaturyzacji ekosystemów rzecznych
- tłumaczy.
Rzeka powróciła do swojej naturalnej dynamiki. Część poziomów wody, dawniej stanowiących bariery migracyjne dla chronionych gatunków ryb, się udrożniła, a kluczowe dla ekosystemu przybrzeże zostało przywrócone bez zagrażania pobliskim zabudowaniom.
- Potencjał renaturyzacji nie tylko został wdeptany w ziemię, ale koryto rzeki otrzymało kolejny impuls do degradacji. Zjawisko "głodnej wody", powodujące brak osadów, będzie prowadzić wraz z redukcją podłoża erozyjnego do pogłębienia rzeki. Dla rzek karpackich jest to często droga do całkowitej dewastacji. Właściwe gospodarowanie rzekami powinno łączyć ochronę przeciwpowodziową i wspieranie funkcji ekologicznych ekosystemów rzecznych. Tutaj zaprzeczono niemal wszystkiemu, co współczesna nauka wie o rzekach - wyjaśnia Jan Hradecký.
Z powodu prac na rzece zagrożone są m.in. populacje minoga, kumaka górskiego oraz żmii zwyczajnej. Od ekologów z organizacji Arnika dowiedzieliśmy się, że na całym zamieszaniu może ucierpieć także polska przyroda. Ostrzegają, że prace mogą wpłynąć negatywnie na populację zaskrońca rybołowa (Natrix tessellata).
- Zniszczenie kanału jest dla niego fatalne w skutkach, ponieważ do wygrzewania się na brzegu potrzebuje nagrzanych basenów w zakolach wolniej płynącej wody, przy urozmaiconej morfologii kanału. Preferuje przybrzeżną roślinność jako schronienie. Jest zagrożony też dlatego, że potrzebuje naturalnych, "zachwaszczonych" przepływów, w których jest mnóstwo ryb, stanowiących podstawę jego zdobyczy. Potrzebuje roślinności przybrzeżnej, ponieważ wygrzewa się blisko wody i lubi być chroniony - tłumaczy nam Lubosz Pawłowic.
Uspokaja jednak, że z informacji, które ma organizacja, nie wynika, żeby strona polska pogłębiała lub modyfikowała rzekę w sposób inwazyjny. Co innego strona czeska. Arnika złożyła nawet wniosek o wszczęcie śledztwa, w którym żąda natychmiastowego zaprzestania tej działalności, ponownej oceny działalności dorzecza Odry i wprowadzenia środków naprawczych. "W niektórych miejscach doszło już do nieodwracalnych zniszczeń, ale na innych odcinkach nadal możliwe jest zatrzymanie niszczycielskich ingerencji" - alarmują.
O komentarz zwróciliśmy się również do przedsiębiorstwa Povodí Odry, ale nie dostaliśmy odpowiedzi przed publikacją artykułu. Zapytaliśmy m.in. o to dlaczego podjęto prace na rzece i czy rzeczywiście zagrażają one przyrodzie.