- Co rusz albo Ministerstwo Klimatu, albo Lasy Państwowe wychodzą i ogłaszają jakiś "sukces". Ale w rzeczywistości chcą przekonać, że herbata robi się słodsza od mieszania. Bo po roku brak nie tylko konkretów, ale nawet podstaw, żeby je wypracować - uważa Antoni Kostka z organizacji Centrum Strategii Środowiskowych. Strona społeczna miała duże oczekiwania po obietnicach koalicją rządzącej. Teraz coraz częściej nadzieje zastępują rozczarowania.
Zmiany w kierownictwie Lasów Państwowych (LP) oraz moratorium na wycinkę w 10 cennych lasów w Polsce były jednymi z pierwszych decyzji, jakie podjęło nowe kierownictwo Ministerstwa Klimatu niespełna rok temu. Przez pierwsze 12 miesięcy sporo działo się wokół ochrony lasów - ale strona społeczna ma wątpliwości, ile rzeczywiście się wydarzyło.
Marta Jagusztyn z inicjatywy Lasy i Obywatele mówi o "pogłębiającym się chaosie" wokół lasów. Wspomina, że Ministerstwo Klimatu ma swoje pomysły i propozycje a dyrekcja Lasów Państwowych - swoje, często odmienne. Do tego część leśników nie zgadza się ani z jednymi, ani z drugimi - ostatnio protestowali w Warszawie. I to mimo tego, że według Jagusztyn pomysły kierownictwa LP to w rzeczywistości "minimalne zmiany" dla gospodarki leśnej, a nie realna ochrona 20 procent lasów.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaczęło kilka procesów, które mają doprowadzić do spełnienia celu ochrony 20 procent lasów, zapisanego w umowie koalicyjnej. Wokół dużych miast wyznaczane są lasy społeczne; osobną kategorią są lasy chronione ze względu na wartości przyrodnicze. Rozmowy na wysokim szczeblu odbywają się w ramach tak zwanej Ogólnopolskiej Narady o Lasach (ONL).
Pod koniec listopada, a drugim takim spotkaniu, i ministerstwo, i dyrekcja Lasów Państwowych przedstawiły swoje koncepcje dojścia do celu ochrony (prawie) 1/5 lasów. Leśnicy poinformowali, że w ramach swojej propozycji "wskazują 7,9 proc. drzewostanów całkowicie wyłączone z pozyskania drewna", oraz "pracują" na dodatkowymi 9,1 procentami "do zmodyfikowania działań gospodarczych". W sumie 17 procent, zostawiając pole do decyzji o kolejnych 3.
- Ta imponująca pula to efekt pracy leśników, którzy na pierwszym spotkaniu w ramach Ogólnopolskiej Narady o Lasach usłyszeli oczekiwania społeczne i wykorzystując swoją wiedzę, z troską o przyrodę opracowali to perspektywiczne i realne rozwiązanie - powiedział dyrektor generalny LP Witold Koss.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach, a na prezentacji pokazano tylko ogólną mapę. Gdy lasy udostępniły szczegóły na swoim portalu, okazało się, że niektóre z propozycji co najmniej budzą wątpliwości.
Na udostępnionej przez Lasy Państwowe mapie łatwo dostrzec, że wiele z obszarów, które leśnicy proponują do wyłączenia z wycinki to miejsca, gdzie dziś i tak nie pozyskuje się drewna. Antoni Kostka pokazuje to na przykładzie Pogórza Przemyskiego, gdzie wyłączenia (zaznaczone na zielono) to już istniejące rezerwaty, oraz bardzo niewielkie fragmenty (np. wzdłuż potoków, gdzie nie powinno się prowadzić wycinki).
Tuż obok zaproponowano "modyfikację" gospodarki leśnej (kolor pomarańczowy) na terenie Połoninek Arłamowskich, gdzie rosną nie drzewa, a murawy.
To niejedyne miejsce, gdzie gospodarka leśna ma być zmodyfikowana lub wstrzymana, chociaż wcale nie rosną tam drzewa. Na mapie można znaleźć na przykład objęte propozycją "modyfikacji" wycinek jeziora.
Lasy Państwowe tłumaczą w odpowiedzi na nasze pytania, że takie miejsca - fachowo "nieleśne siedliska przyrodnicze" - stanowią margines, bo tylko 30 tys. ha spośród zaproponowanych ponad 1,2 mln ha. Znalazły się w propozycji, bo są "mocno powiązane" z lasem i "wskazują, że Lasy Państwowe dbają o naszą przyrodę w ujęciu ekosystemowym".
Ale na tym nie koniec. Na północ od Poznania rzuca się w oczy duży obszar wyłączeń i modyfikacji leśnej. Ale okazuje się, że to... teren poligonu wojskowego w Biedrusku. A obszary "wyłączone" z gospodarki leśnej to głównie place do ćwiczeń rozjeżdżone przez ciężki sprzęt. Tam, gdzie na poligonie rosną drzewa - nie ma wyłączeń z wycinki, a jedynie "modyfikacje".
Wiele z propozycji to bardzo małe fragmenty lasów - w tym takie, gdzie i tak nie planowano wycinki drzew. Na przykład - jak w jednym z nadleśnictw w Wielkopolsce - kępy drzew, pozostawiane na znacznie większym obszarze, który został już wycięty całkowocie (pozostawianie takich małych fragmentów w wyciętej części lasu - rębni - to standardowa praktyka).
W propozycji są oczywiście nie tylko takie małe fragmenty czy obszary, gdzie nie rosną drzewa. Obejmuje na przykład prawie całą Puszczę Białowieską. Ale nie ma innych cennych lasów, jak te z moratorium lub miejsca, które mogłoby być rezerwatami przyrody. Według strony społecznej nie jest to rzeczywiste wzmocnienie ochrony lasów. - Wygląda, jakby stał za tym pomysł: "po całej Polsce zbieramy skrawki, aż uzbiera się kilka procent". To nie ma nic wspólnego z ochroną lasów, ich usług ekosystemowych - mówi Marta Jagusztyn i ocenia to jako "kompromitujące".
- Dyrektor Witold Koss powiedział, że "Lasy Państwowe wskazują 7,9 proc. drzewostanów objętych całkowitą ochroną". Ale nie powiedział, ile z nich jest już teraz chronione. A to przecież kluczowe, bo jeśli na zdecydowanej większość już teraz nie ma pozyskania drewna, to żadna rewolucja - uważa Antoni Kostka. Dodaje, że podobnie było przy konsultacjach moratorium, gdy "nadleśnictwa proponowały, żeby zamiast cennych lasów objąć nim małowartościowe, przy działkach budowlanych". - Czasem wygląda to jak gra w trzy karty: teoretycznie grasz, ale zawsze przegrywasz - ocenia Kostka.
Zapytaliśmy dyrekcję Lasów o konkrety, jeśli chodzi o nowe obszary, które byłyby wyłączone z pozyskania drewna. Rzeczniczka prasowa Anna Choszcz-Sendrowska informuje, że wyznaczanie tych obszarów było "oddolnym procesem". Leśnicy "zbadali 820 tysięcy wydzieleń ("działek" leśnych -red.) i wskazali, kierując się potrzebami lasu najcenniejsze przyrodniczo tereny, które trzeba chronić".
Jak LP komentują umieszczenie w propozycji miejsc, gdzie już dziś nie pozyskują drewna? "wskazujemy od samego początku procesu narady o lasach, że jako leśnicy obejmowaliśmy ochroną przyrody lasy i inne zbiorowiska roślinne od dawna" - pisze rzeczniczka. Chociaż dyrekcja lasów nie ma "szczegółowej analizy", to szacuje, że "między 3-5 procent było objęte ochroną przyrody już wcześniej, a pozostała część należy do nowych powierzchni". Te nowe to między innymi tworzone rezerwaty, mokradła na których części dotychczas pozyskiwano drewno, oraz cenne obszary wskazane przez nadleśnictwa.
Jeśli chodzi drugą kategorię, czyli "modyfikacje" gospodarki, są to obszary uwzględniające "nowe podejście" do zarządzania lasem. Jak tłumaczy rzeczniczka, LP już wcześniej zaczęły zmieniać swoje praktyki ze względu na zmianę klimatu i jej wpływ na las (niektórym gatunkom drzew grożą coraz bardziej niekorzystne warunki). Dlatego z jednej strony leśnicy chcą wzmacniać ochronę przyrody na "stabilnych" obszarach, a z drugiej - sprawdzać, które lasy są narażone na skutki suszy, choroby, a nawet zamieranie, i dostosowywać działania do tych zagrożeń.
Lasy Państwowe nie mają jednak jednego wyjaśnienia, na czym dokładnie będzie polegać modyfikacja gospodarki proponowana dla 9,1 proc. lasów - bo konieczne jest "indywidualne podejście" zależnie m.in. od stanu środowiska czy typu ekosystemu. Dyrekcja informowała też, że zrealizowanie ich propozycji oznacza koszt rzędu 900 mln zł, szacowany jako "wartość wycofania z rynku 3,050 mln m3 drewna". Jednak w odpowiedzi na nasze pytania dowiadujemy się, że ta liczba "wskazuje tylko na potencjalne roczne pozyskanie drewna, które byłoby możliwe, gdyby pierwsza grupa była użytkowana". Jest więc czyto hipotetyczna, bo dotyczy drewna w obszarach, w których w żadnym wypadku wycinek nie będzie.
Czy w takim razie przez rok doszło do realnej, korzystnej zmiany jeśli chodzi o ochronę lasów? Strona społeczna przyznaje, że przede wszystkim teraz jej głos nie jest zupełnie ignorowany, jak było za poprzedniej władzy. - Spotykamy się, rozmawiamy w dobrej atmosferze i w szerokim gronie: leśnicy, naukowcy, organizacje pozarządowe - mówi Kostka.
Ale mimo zapewnień o dobrej woli, deklaracjach dialogu, organizacje pozarządowe mówią o trudnościach na przykład z otrzymywaniem danych. - O informacje o planach pozyskania drewna staramy się czasem wiele tygodni. A gdy już je dostajemy i wskazujemy, że zaplanowali cięcia w cennym lesie, to słyszymy, że już nic nie da się zrobić, bo zakończono przetargi na prace leśne. A kiedy je zakończono? Gdy my czekaliśmy na te dane - opowiada Kostka. Jego zdaniem "leśnicy chcą iść w stronę ekologii, ale swoim tempem":
Są gotowi zmieniać sposoby pozyskania drewna i to im się chwali. Ale to powinno dziać się na dużej części lasów. A w tych najcenniejszych musimy mieć nie drobne modyfikacje, a wyłączenia z gospodarki. Tyle że słowa "wyłączenia" Lasy Państwowe boją się jak ognia.
Anna Choszcz-Sendrowska zwraca uwagę, że na ochronę lasów "należy patrzeć całościowo". A więc biorąc pod uwagę "stan zdrowotny i stabilności lasów, adaptację lasów do zmiany klimatu". "Nie można pomijać aspektów dostarczania drewna, które z jednej strony daje pracę wielu Polkom i Polakom, a z drugiej pozwala użytkować ten odnawialny surowiec w meblach lub konstrukcjach domów" - pisze rzeczniczka.
Kostka przyczyn wielu problemów upatruje się w braku wyznaczenia przez Ministerstwo Klimatu konkretnych oczekiwań i definicji na samym początku. Także Lasy Państwowe mówił o tym, że brak konkretnych definicji i wytycznych znacznie utrudniał dyskusje o wyznaczaniu lasów społecznych wokół dużych miast.
- W umowie koalicyjnej napisano, że "20 procent najcenniejszych obszarów leśnych zostanie wyłączone z wycinki". Po roku od wyborów nie wiemy, czy ma się to stać w ciągu dwóch lat, czy siedmiu; nie wiadomo, jak rozumieć "wyłączenie z wycinki" - tylko ograniczenie, czy zupełne zatrzymanie pozyskania drewna; nie sprecyzowano do dziś, czy chodzi o 20 procent Lasów Państwowych, czy włączają się w to inne lasy publiczne, parki narodowe - wymienia Kostka. Zadaliśmy te pytania Ministerstwu Klimatu. Do momentu publikacji nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Kostka, podobnie jak wiele osób zaangażowanych np. w wyznaczanie lasów społecznych, mówi o nierównowadze między organizacjami pozarządowymi a leśnikami. Jedni i drudzy rozmawiają ze sobą w ramach Narady o Lasach lub w zespołach ds. lasów społecznych. Ale dla leśników to część ich pracy, a dla wielu działaczy - działalność pro bono. - Czasem musimy wziąć urlop, czasem trzeba dojechać na własny koszt z drugiego końca Polski - mówi Kostka. Choć te problemy mogą wydawać się drobne, to wpływają na równowagę sił w całym procesie.
Choć strona społeczna nie zamierza się poddawać, to w rozmowach słychać narastającą frustrację. Między innymi dlatego, że rzeczywistość rozbiega się z deklaracjami. W swoim expose Donald Tusk mówił, że "las to nie gospodarka drewnem, to święty zasób narodowy". Zdaniem Marty Jagusztyn to premier jest winny temu, że obietnice nie są w pełni spełniane, bo nie działa na rzecz rozwiązania sporu wokół ochrony lasów. - Lasy Państwowe czują się silne, bo de facto są poza kontrolą. Ministerstwo Klimatu robi dobrą minę do złej gry. I nic za bardzo się nie zmienia - mówi i dodaje, że coraz bardziej traci zaufanie do leśników. Jej zdaniem LP działają przede wszystkim w obronie pozyskania surowca, podczas gdy zgodnie z ustawą o lasach to tylko jedno z ich zadań - obok ochrony przyrody, zachowania lasów ze względu na ich wpływ na klimat oraz zasoby wodne.