Kulik cienkodzioby, nietoperz z Mikronezji. Te gatunki uznano za wymarłe w 2024 roku

Już nikt nigdy nie zobaczy w locie kulika cienkodziobego. Choć ten niezbyt duży ptak potrafił przebyć tysiące kilometrów na szlaku migracji, to nie wytrzymał presji człowieka. I został jednym z gatunków, których wymarcie potwierdzono w 2024 roku. Ubiegły rok był też czasem opisania nowych gatunków, z których niektóre... od razu uznano za zagrożone.
Leopardus pardinoides
fot. Klaus Rudloff / CC BY-SA 4.0

Przełom roku to czas podsumowań i od lat publikujemy w tym czasie ponure zestawienie - listę niektórych gatunków uznanych w ostatnim czasie za wymarłe. W tym roku uzupełnimy ją o element optymistyczny - kilka "nowych", wspaniałych zwierząt i roślin, które poznaliśmy w 2024 roku. Jednak i one nie są wolne od zagrożeń ze strony człowieka. 

Zobacz wideo Kołodziejczak o branży hodowlanej: Mamy do czynienia z patologią

Tych zwierząt nie ma już na Ziemi

Kulik cienkodzioby wyglądem nie różnił się za bardzo od swojego znacznie liczniejszego kuzyna, kulika wielkiego. Odróżniała go przede wszystkim biała plama pod ogonem, widoczna w locie. Jednak charakterystyczna była jego spektakularna trasa migracji. Po godach i rozrodzie na stepach Kazachstanu, ptaki leciały nad Europą Środkową i Bałkanami, Morzem Śródziemnym, aż do Maroka, gdzie spędzały zimę. 

Gdy przestano je widywać w typowych zimowiskach w Maroku, stało się jasne, że ptaki są krytycznie zagrożone wymarciem. Ostatnie potwierdzone zaobserwowanie kulika miało miejsce w 1995 roku. Od tego czasu poszukiwano ich i sprawdzano doniesienia o możliwej obserwacji, ale żadne nie zostało potwierdzone. W ubiegłym roku naukowcy uznali, że gatunek należy oficjalnie uznać za wymarły.

Do wyginięcia kulika przyczyniły się polowania w trakcie ich migracji nad Europą, a także intensyfikacja rolnictwa w Związku Radzieckim. Zamiana stepów na pola uprawne zniszczyła wiele z ich siedlisk. 

Kulik cienkodzioby
Kulik cienkodziobyfot. Huub Veldhuijzen van Zanten/Naturalis Biodiversity Center/CC BY-SA 3.0

Rudawka guamska, kuzynka nieco większego nietoperza z wyspy Guam w Mikronezji, była nazywana także "latającym lisem" ze względu na kształt pyszczka i sierść. Ledwo udało nam się poznać tego ssaka, zanim człowiek doprowadził do jego wyginięcia. Ostatniego osobnika złapano w latach 60. Od tego czasu nie miało miejsce żadne potwierdzone zaobserwowanie, aż wreszcie oficjalnie wpisano rudawkę guamską na listę wymarłych gatunków. 

Za wymarłe uznano też inne zwierzę z wyspy Guam - jeden z dwóch podgatunków niewielkiego ptaka, szlarnika pacyficznego. Drugi podgatunek, szlarnik białokantarowy z północnych Marianów Północnych, jest bliski uznania za gatunek zagrożony. Przyczyną wymarcia może być przypadkowe wprowadzenie przez człowieka na wyspę nowego gatunku węża. To pokazuje, jak duże zagrożenie mogą nieść gatunki inwazyjne - szczególnie w przypadku niewielkich ekosystemów jak wyspa. 

W ubiegłym roku uznano za wymarłego ślimaka z gatunku partula langfordi. To kolejny wyspiarski gatunek, tym razem pochodzący z Marianów Północnych na Pacyfiku. Innym gatunkiem niedawno uznanym za wymarły jest partula dentifera, ślimak z wyspy Raiatea w Polinezji Francuskiej.

Co z oczu, to z serca?

Choć informacje o wymarciu kolejnych gatunków mogą wzbudzać współczucie, smutek lub złość, to te emocje nie trwają długo - potwierdza badanie opisywane przez portal earth.com. Irlandzcy naukowcy przeanalizowali ponad 100 tysięcy wpisów w mediach społecznościowych na temat bardziej i mniej znanych wymarłych gatunków. 

Okazało się, że wiadomość o oficjalnym wpisaniu na listę wymarłych powoduje skok zainteresowania i wpisów z tonem smutki, nawet żałoby - ale po nim następuje równie szybki spadek postów na ten temat. Zainteresowanie nie "wymiera" tak szybko na Wikipedii (także analizowanej przez badaczy), gdzie użytkownicy czytali artykuły na temat wymarłych zwierząt na długo po tym, jak ogłoszono smutną wiadomość. 

Naukowcy liczą, że wiedza z badania może przydać się w wysiłkach na rzecz zwiększenia świadomości zagrożenia wymieraniem oraz ochrony przyrody. Jedno i drugie jest potrzebne, bo działania człowieka mogą prowadzić do wyginięcia gatunków, zanim nawet zdołamy je poznać. 

"Nowe" gatunki

Taki czarny scenariusz był niebezpiecznie bliski w przypadku nowo odkrytego gatunku storczyka z Madagaskaru. S. impraedicta wyróżnia się bardzo długą - mającą ponad 30 cm - rurką, która stanowi część kwiatostanu. Zapylana jest przez ćmy wyposażone w niezwykle długie języki. Po raz pierwszy zauważono ten storczyk w 2009 roku, ale dopiero w 2024 gatunek został formalnie opisany. 

 

Już teraz naukowcy ostrzegają, że jest ona zagrożona działalnością człowieka. Przede wszystkim ze względu na projekty wydobywcze, które wiążą się z wycinką drzew, na których żyje storczyk. Gdyby nie jej odkrycie, niewykluczone, że gatunek zostałby zniszczony, zanim w ogóle go poznaliśmy. Naukowcy obawiają się też pozyskiwania samych kwiatów przez ludzi, dlatego nie ujawniają, gdzie dokładnie je znaleźli - opisuje NPR.

W 2024 "odkryto" - dla człowieka, bo oczywiście same gatunki istnieją od dawna - i opisano także nowe gatunki zwierząt. Wśród nich był leopardus pardinoides, nowy gatunek ocelota - dzikiego, cętkowanego kota. Oceloty są znane od dawna, jednak gdy 15 lat temu brazylijski biolog Tadeu de Oliveira otrzymał maila ze zdjęciami kota wykonanymi w Andach, zauważył spore różnice między nim a dwoma znanymi dotychczas gatunkami ocelotów, w tym ich podgatunkami. Międzynarodowy zespół ponad 40 naukowców podjął się badania tego kota i w ubiegłym roku opisano go jako nowy gatunek. Różni się od innych ocelotów zarówno pod względem genetycznym, jak i zasięgiem występowania - leopardus pardinoides żyje nie na sawannach i lasach wybrzeża, a w górach Ameryki Południowej i Środkowej. 

Leopardus pardinoides
Leopardus pardinoidesfot. Klaus Rudloff / CC BY-SA 4.0

Jednak podobnie jak w przypadku innych ocelotów, jego zasięg to najwyżej połowa tego, co dawniej. Wiele z nich już uznaje się za zagrożone wyginięciem. 

Odkrycie może wymagać długich badań, ale może zdarzyć się także przez przypadek. Tak było w przypadku excastra albopilosa, gatunku chrząszcza Australii. Doktorant James Tweed z Uniwersytetu Queensland zauważył dziwny, biały obiekt..., myjąc zęby na obozie campingowym. Na początku nie zdał sobie sprawy, że to owad, ale gdy przyjrzał się bliżej - zauważył, że to coś, czego nie widział nigdy wcześniej. Okazało się, że nie widział go nikt inny, bo porośnięty białymi włoskami chrząszcz nie tylko jest nowym gatunkiem, ale przedstawicielem całego nieznanego dotąd rodzaju (to kategoria "powyżej" gatunku). Jego nazwa upamiętnia okoliczności odkrycia - w łacinie "excastra" oznacza "z obozu", a "albopilosa" odnosi się do białych włosków. 

Więcej o: