Donald Trump obiecał, że wypowiedziana przez niego globalna wojna handlowa przyniesie "złoty wiek Ameryki". Na razie nałożenie nowych ceł na praktycznie cały świat (z wyjątkiem m.in. Rosji) powoduje ostre spadki na amerykańskiej giełdzie, a wkrótce mogą zagrozić rozwojowi czystej energii w USA.
Stany Zjednoczone importują ogromną część czystych technologii - od paneli fotowoltaicznych, przez baterie i samochody elektryczne, po przewodniki i metale wykorzystywane do ich produkcji. Głównymi kierunkami importu są Chiny i niektóre inne kraje azjatyckie, objęte wysokimi cłami.
To oznacza, że koszt czystych technologii wzrośnie, a tempo zastępowania nimi paliw kopalnych w USA może spaść.
Już za prezydentury Joe Bidena panele fotowoltaiczne czy inne bezemisyjne technologie z Chin były objęte dodatkowymi opłatami, co miało wesprzeć krajową produkcję. Ale teraz, decyzją Donalda Trumpa, dołożone do nich zostaje cło wysokości aż 54 proc. - zwraca uwagę "Bloomberg". To oznacza ostry wzrost cen, jakie zapłacą Amerykanie np. na chińskie panele fotowoltaiczne. Zastąpienie ich nową krajową produkcją nie będzie zaś ani łatwe, ani szybkie - o ile w ogóle możliwe. A produkowane w kraju panele czy inne technologie i tak niekoniecznie będą tańsze, nawet biorąc pod uwagę cła, bo koszty produkcji w Ameryce byłyby wyższe.
Jak zareagują na to Chiny? Według analityków "Bloomberga" będą starać się przekierować większą część swojej produkcji czystych technologii do innych krajów, w tym tych o średnich i niższych dochodach. Jednak chętnych do obsłużenia innych rynków będzie więcej.
USA importują panele fotowoltaiczne także m.in. z Wietnamu, Tajlandii i Kambodży, które również objęto wysokimi cłami. Względnie niższe są cła nałożone na Indie (26 proc.), na czym te mogą do pewnego stopnia skorzystać.
Jednak - podkreślają dziennikarze "Bloomberga" - w ostatecznym rozrachunku "nikt na tym nie wygrywa". Bo cały świat musi przyspieszyć zieloną transformację, a każde jej opóźnianie tylko pogorszy skutki zanieczyszczeń z paliw kopalnych i spotęguje ocieplenie klimatu.
Portal "Scientific American" zwraca uwagę, że cła będą oznaczać kłopoty dla sektora energetycznego w USA, bo już bez nich borykał się on z brakami urządzeń i części, jak transformatory i elementy instalacji.
Gdy Ameryka będzie pozostawać w tyle, inne kraje mogą do pewnego stopnia korzystać na sytuacji. Presja na znalezienie nowych rynków na odnawialne źródła energii i samochody elektryczne może sprawić, że boom na te technologie zacznie się w nowych miejscach, w tym w krajach rozwijających się. Z drugiej strony - przystosowanie się do nowych warunków może zająć lata, więc ewentualne pozytywne efekty niekoniecznie będą odczuwalne.
Te skutki polityki celnej Trumpa raczej nie będzie zmartwieniem dla samego prezydenta, który - jak pisaliśmy już w Gazeta.pl - stawia sobie za cel osłabienie, czy nawet pozbycie się polityki klimatycznej z agendy rządu USA.
Trump zaczął swoją drugą kadencję - podobnie jak pierwszą - od podjęcia decyzji o opuszczeniu Porozumienia paryskiego, czyli globalnego paktu na rzecz zatrzymania zmiany klimatu. Później cięcia etatów w administracji - którymi zajmuje się miliarder Elon Musk - dotknęły między innymi Narodowej Agencji Oceanów i Atmosfery, która zajmuje się nie tylko prognozowaniem pogody, ale też właśnie badaniem klimatu. Obcięte zostały też programy zachęt i ulg dla czystych technologii.
Chociaż zmiana klimatu powodowana przez człowieka jest faktem naukowym - a USA to największy historyczny emitent gazów cieplarnianych - obecny prezydent wielokrotnie negował globalne ocieplenie, a nawet nazywał je "chińską mistyfikacją".