Banki stawiają, że nie zatrzymamy katastrofy klimatycznej. Ale już widzą możliwy zarobek

Niemal 10 lat temu świat zgodził się działać, by zatrzymać globalne ocieplenie na umiarkowanie bezpiecznym poziomie. Dziś niektóre z najbogatszych banków świata zakładają, że to się nie uda. I sprawdzają, skąd czerpać zyski w czasach katastrofy klimatycznej.
Siedziba Morgan Stanley w Nowym Jorku
Fot. REUTERS/Brendan Mcdermid

Amerykańska finansjera nie wierzy, że uda nam się uniknąć katastrofy klimatycznej - wynika z raportów banków takich jak Morgan Stanley, JPMorgan oraz innych instytucji finansowych. 

Zobacz wideo Szymon Malinowski: Nie doceniamy naszego wpływu na klimat w skali planetarnej

Wzmianki o tym, jakie założenia dot. postępu zmiany klimatu mają te instytucje, pojawiły się nie tylko w raportach klimatycznych, ale też innych, niekoniecznie szeroko ogłaszanych dokumentach. Jak opisuje portal scientificamerican.com, na przykład Morgan Stanley (jeden z największych banków inwestycyjnych świata), wydał w tym roku niewyróżniający się raport na temat przyszłości branży klimatyzacji pomieszczeń. A w nim zawarto szokujące z punktu widzenia klimatu - i nasze przyszłości - stwierdzenie, że wobec najnowszych komplikacji dla polityki klimatycznej, bank "spodziewa się wzrostu temperatury o 3 stopnie Celsjusza".

W wypowiedzi dla "Guardian" przedstawiciel firmy stwierdził, że w raportach nie przedstawiają "zdecydowanych poglądów", tylko analizę dowodów dostarczone przez naukowców i ekspertów.

W innej analizie z tego roku zrzeszający wielkie banki Instytut Finansów Międzynarodowych (IFM) zastanawia się, czy można "utrzymać przy życiu" cel zatrzymania wzrostu temperatury na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza. Ten limit pochodzi z globalnego Porozumienia paryskiego, podpisanego w 2015 roku, w którym praktycznie wszystkie kraje świata zgodziły się działać, by ograniczyć globalne ocieplenie znacznie poniżej 2 stopni, najlepiej - na poziomie 1,5 stopnia. 

W tym roku prezydent USA Donald Trump zdecydował, że Stany Zjednoczone - największa gospodarka świata i historycznie największy emitent gazów cieplarnianych  - wychodzą z porozumienia. A IFM napisał w analizie, że limit 1,5 stopnia "z pewnością jest nieosiągalny", że świat nie jest nawet na drodze do zatrzymania ocieplenia na poziomie 2 stopni.

W prognozach: katastrofa

Tych danych nie można - z jednej strony - nazwać zupełnie zadziwiającymi. IFM przywołuje m.in. dane o przekroczeniu w ubiegłym roku poziomu 1,5 ocieplenia (to wciąż "tylko" jeden rok, a nie średnia temperatura Ziemi, ale pokazuje, że i do tego poziomu szybko się zbliżamy) oraz analizy obecnych trendów emisji i polityki klimatycznej. Wynika z nich, że nawet przy zrealizowaniu obecnie zaplanowanych działań klimatycznych nie zatrzymamy ocieplenia do końca tego stulecia, a temperatura wzrośnie o około 2,7 stopnia.

Z drugiej jednak strony politycy (przynajmniej ci, którzy robią cokolwiek w kwestii zatrzymania zmiany klimatu) wciąż oficjalnie trzymają się celów Porozumienia paryskiego. Naukowcy w najbardziej aktualnych raportach piszą, że zatrzymanie ocieplenia między 1,5 a 2 stopniami wciąż jest technicznie możliwe. Wymaga to już drastycznych działań, ale nie jest niemożliwe.  

Media zwracają też uwagę, że instytucje finansowe - podobnie jak inne biznesy w USA - starają się dostosować do nowej rzeczywistości politycznej. I nawet jeśli jeszcze niedawno wiele mówiły o "zielonych finansach", to pod rządami Donalda Trumpa przynajmniej w jakimś stopniu zmieniają kurs.

Raporty banków pokazują, że te nie spodziewają się, iż będziemy jako ludzkość w stanie podjąć takie działania. Jednak o ile w raportach instytucje finansowe mogą prognozować możliwości zarobku na katastrofie. Morgan Stanley spodziewa się, że tempo wzrostu popytu na klimatyzatory powiększy się dwukrotnie (firma zapewnia, że nie chodzi o prognozowanie "korzyści" z ocieplenia, tylko "zwiększonej alokacji kapitału" w łagodzenie jego skutków). Ale inne firmy myślą o korzyściach, takich jak otwarcie nowych szlaków morskich w miejscu ustępującego lodu arktycznego.

Tymczasem w rzeczywistości oznacza to przede wszystkim fatalne konsekwencje dla świata. 

Same banki przywołują prognozy naukowe, wg których przekroczenie limitu 1,5 stopnia drastycznie zwiększa ryzyko przekroczenia punktów krytycznych klimatu, w tym załamania się pokrywy lodowej, wymierania raf koralowych i rozmarzanie "wiecznej" zmarzliny. Ocieplenie powyżej 1,5 stopnia (nie wspominając o 3 stopniach) oznacza znacznie więcej ekstremalnych zjawisk, jak susze, powodzie czy silniejsze huragany. Fale upałów będą zagrażać życiu ludzi i zwierząt, a część świata może stać się zbyt gorąca, by możliwe było tam normalne funkcjonowanie czy rolnictwo. Wzrost poziomu morza zagrozi nie tylko istnieniu państw wyspiarskich, ale też bezpieczeństwu miast położonych na wybrzeżach.

Nie ma wyjścia?

Perspektywa pogłębiającej się katastrofy klimatycznej nie wynika z tego, że sprawy zupełnie wymknęły się spod naszej kontroli - ale tego, że robimy za mało w sprawie klimatu, a zamiast iść do przodu, możemy zacząć cofać politykę klimatyczną. Instytut ocenia, że rok 2024 nie przyniósł drastycznych zmian dla globalnej polityki klimatycznej, ale w tym roku możemy zobaczyć serię kroków w tył.  

Analitycy zwracają uwagę, że mimo "znacznych postępów we wdrażaniu energii odnawialnej i pojazdów elektrycznych oraz inwestycji w czystą energię, dotacje na paliwa kopalne pozostają wysokie, niwelując pozytywny wpływ odnawialnych źródeł energii". Według cytowanych przez nich prognoz globalne emisje gazów cieplarnianych osiągną szczyt i ustabilizują się do końca tej dekady. Ale żeby zatrzymać ocieplenie na w miarę bezpiecznym poziomie, emisje nie mogą pozostać na takim samym poziomie - muszą spadać, i to znacznie, rok w rok.

Bardzo ważne będą plany i decyzje, jakie pojawią się na tegorocznym szczycie klimatycznym COP30 w Brazylii. Nie tylko ze względu na rosnące emisje i brak wystarczających działań, ale też dlatego, że będzie to test dla świata: jak zachowa się w obliczu Stanów Zjednoczonych Trumpa, które wychodzą z porozumienia klimatycznego, a do tego rozpętują wojnę handlową z resztą świata. Ważne decyzje stoją także przed Unią Europejską, która dokonuje przeglądu swojej polityki klimatycznej oraz planuje cele klimatyczne i działania na kolejne lata. 

Perspektywa, jaką kreślą banki w swoich prognozach, jest ponura. Ale kryje się w nich coś, co możemy widzieć pozytywnie: wciąż wiele zależy od nas. Opóźnienia polityki klimatycznej to nie kwestia technologii, z którą nie możemy sobie poradzić (rozwiązania technologiczne w zdecydowanej większości już mamy), czy przyrody, która nam się uprzykrza (przeciwnie, natura jest naszym wielkim sojusznikiem). To efekty naszych decyzji, często w czasie wyborów. Te wciąż możemy zmieniać i wymagać, by politycy działali dla naszego wspólnego bezpieczeństwa w (nie tak odległej) przyszłości.

Więcej działania można wymagać też od instytucji finansowych, bo to one decydują jak, gdzie i na jakich zasadach wydają, pożyczają i inwestują pieniądze. I mogą kierować je w stronę czystych technologii zamiast dalszego wydobycia paliw kopalnych. Tymczasem Morgan Stanley w ubiegłym roku poluzował własne zasady udzielania pożyczek, opisywał Reuters. I teraz dopuszczają one projekty zgodne z zatrzymaniem ocieplenia na poziomie między 1,5 a 1,7 stopnia - wcześniej było to nie więcej niż 1,5 stopnia.

Więcej o: