- Rolnicy w Polsce odczuwają rosnącą frustrację, ponieważ czują się osamotnieni w walce z kryzysem ekonomicznym, nieuczciwymi praktykami handlowymi i skutkami zmiany klimatu. Czują, że ich interesy nie są skutecznie bronione ani przez rząd, ani Unię Europejską, media czy polityków. Wielokrotnie zawiedzeni, tracą zaufanie do instytucji i mają poczucie, że mogą liczyć tylko na siebie - mówi Maria Wittels, badaczka More in Common Polska.
Zmęczeni, pozostawieni samym sobie, ale dumni i niezależni - taki jest obraz polskich rolników, który wyłania się z raportu More in Common Polska, opartego zarówno o sondaże, jak i pogłębione wywiady. Raport ciekawy choćby dlatego, że daje wgląd w to, co widzą i jak rozumują rolnicy. A zarówno oni, jak i rolnictwo niespecjalnie są zauważani, dopóki nie wyjadą traktorami w proteście blokując drogi, ekstremalne zjawiska pogodowe nie spowodują poważnych zniszczeń upraw albo śmiertelny wirus nie zacznie atakować hodowli. Do tego o rolnikach wiemy bardzo mało. Ba, nie potrafimy nawet stwierdzić, ilu ich jest.
- Tego tak naprawdę nie wiemy, głównie dlatego, że rolnicy nie płacą podatków, nie można więc pobrać danych w prosty sposób z Ministerstwa Finansów - mówi Next.gazeta.pl Monika Stanny, dyrektorka Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk. Co w ogóle wiadomo?
W KRUSie zarejestrowanych jest 1,2 mln osób, dopłaty bezpośrednie bierze 1,1 mln beneficjentów płatności bezpośrednich. W naszych badaniach bierzemy pod uwagę jednak, ile podmiotów fizycznych stara się o wnioski suszowe albo ekoschematy i na tej podstawie szacujemy, że takich 'prawdziwych' rolników jest w Polsce 300-500 tysięcy. Uśredniając, 400 tysięcy to są aktywni producenci rolni
- dodaje ekspertka. Aktywni producenci czyli tacy, którzy towary rolne i żywność wytwarzają przede wszystkim z przeznaczeniem na sprzedaż, a nie do własnej konsumpcji. O tym, kim są pozostali, w tym "pasażerowie na gapę", za chwilę, wróćmy jeszcze do wspomnianego raportu More in Common.
Na silną dumę i niezależność, jaką daje zawód rolnika, wskazało po 57 proc. ankietowanych. Jednocześnie aż 70 proc. zaznaczyło, że są zmęczeni, a 62 proc., że pozostawieni samym sobie. Zaledwie jedna trzecia badanych uznała, że są słyszani i doceniani. Jakie widzą problemy? Na czele znalazły się niskie ceny skupu produktów rolnych - na to wskazało 18 proc., wzrost kosztów produkcji - 16 proc. oraz zmiana klimatu i ekstremalne zjawiska pogodowe, które utrudniają prowadzenie gospodarstw - 14 proc. Najczęściej straty finansowe powodują susze i powodzie - na pierwsze wskazało 38 proc. rolników, na drugie 16 proc. Rolnicy wymieniają też spadające dochody (13 proc.), niestabilną sytuację geopolityczną (6 proc.) oraz nadmierną biurokrację (6 proc.), która utrudnia pozyskiwanie dotacji.
No właśnie, dotacje.
W obecnym kształcie dopłaty obszarowe z budżetu Unii Europejskiej pełnią w dużej mierze funkcję wsparcia socjalnego, a nie stricte produkcyjnego. Zakładamy, że 40 proc. osób biorących płatności bezpośrednie obszarowe to 'profesjonalni' rolnicy
- mówi Monika Stanny. A reszta? - Pozostała część, niemal 60 proc., to beneficjenci o bardzo zróżnicowanej strukturze i motywacji. Pasażerowie na gapę. Z jednej strony mamy właścicieli niewielkich gospodarstw, często osoby starsze, prowadzące działalność na minimalną skalę – w wielu przypadkach bez realnych perspektyw rozwojowych. Z drugiej – dużych właścicieli ziemskich, którzy niekiedy traktują ziemię wyłącznie jako źródło dochodu pasywnego. Określani bywali nieformalnie jako "rolnicy z Marszałkowskiej" – posiadacze rozległych areałów, często nieprowadzący na nich aktywnej działalności rolniczej. W takich przypadkach dopłaty obszarowe de facto wspierają nie produkcję, lecz korzystanie z tzw. renty ziemskiej, wynagrodzenia za sam fakt posiadania gruntów - wyjaśnia dyrektorka Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN.
Dopłaty budzą emocje także w społecznym odbiorze tej grupy, na co rolnicy zwracają uwagę. Oni sami w stosunku do Unii Europejskiej, dzięki której takie dopłaty w ogóle dostają, mają dość mieszane uczucia. Wskazują m.in. na nadmierną biurokrację. Oto kilka cytatów z wywiadów przeprowadzonych w ramach raportu More in Common:
Zaledwie 38 proc. rolników przepytanych w omawianym badaniu uważa, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest dla nich korzystne. To przede wszystkim ci, którzy mają gospodarstwa średniej wielkości (10–29,99 hektarów). Tylko nieco mniej, bo 36 proc. sądzi, że członkostwo w UE jest niekorzystne, i są to głównie właściciele gospodarstw większych (od 50 hektarów w górę).
Zaskakuje mnie to, że rolnicy nie lubią Unii Europejskiej. Zaskakuje, mimo że to nie nowość. Jest to grupa zawodowa, która najbardziej zyskała na wejściu Polski do UE. Przy naszym ogromnym rozdrobnieniu agrarnym gdyby nie środki unijne, polscy rolnicy nie byliby w stanie się utrzymać
- podkreśla Monika Stanny.
Rolnicy to wyraźnie mniejsza grupa społeczna, niż można by podejrzewać. W dodatku nie dość, że mała, to jeszcze gospodarująca na bardzo małych obszarach. Z ostatniego spisu powszechnego GUS wiemy, że aż 75 proc. wszystkich gospodarstw rolnych w Polsce obejmuje areał nie większy niż 10 hektarów. Ponad połowa (52,3 proc.) ma powierzchnię do 5 hektarów. A powyżej 50 hektarów ma tylko 3 proc. wszystkich gospodarstw w naszym kraju.
Nawet jeśli rolnik chce swoje gospodarstwo powiększyć, nie jest to łatwe. Ziemię w Polsce jest trudno kupić, szczególnie od 2016 roku, kiedy ówczesny rząd wprowadził duże ograniczenia w handlu.
Ci, którzy ziemię mają, nie chcą jej sprzedawać, bo nawet nic na niej nie robiąc, dostają dopłaty z UE. W zasobach państwa ziemi jest mało i trudną ją od KOWR wydzierżawić
- zauważa Monika Stanny. I wskazuje na najważniejszą jej zdaniem praprzyczynę kłopotów rolników:
Rolnicy wskazują, że ich głównym problemem są niskie ceny i słaba dochodowość. Narzekają na rentowność i produktywność. Nasze rolnictwo oczywiście nie jest bardzo rentowne, więc generalnie narzekają słusznie, tylko żeby to się zmieniło, potrzebne są reformy strukturalne. To wynika z zakonserwowanej od lat struktury agrarnej: i wielkościowej, i własnościowej. Żeby rolnikom wiodło się lepiej, muszą mieć przede wszystkim większy areał produkcji.
Z drugiej strony rolnicy podnoszą kwestię bezpieczeństwa żywnościowego i autonomii w produkcji żywności, co, ich zdaniem, jest wspierane przez dużą liczbę małych gospodarstw w Polsce. W czasach, gdy obserwujemy pewne cofanie się globalizacji, napięcia w światowym handlu i ogromną niepewność, jest to kontekst, który w rolniczym środowisku usprawiedliwia tę zakonserwowaną strukturę agrarną.
- Jest jeszcze jedna kwestia. W latach 90., kiedy uwolnił się duży zasób ziemi z PGR-ów szukano na gwałt inwestorów, którzy mogliby ją dzierżawić, żeby nie leżała odłogiem. A potem w 2011 roku wprowadzono prawo, zgodnie z którym ci inwestorzy 30 proc. takiej ziemi mieli oddać. Jeśli nie zgodzili się na to od razu, to po 10 latach musieli oddać całość. I w ostatnich latach tę odebraną dzierżawcom w jednym kawałku ziemię rozdzielano między rolników - dokonując dalszego rozdrobnienia agrarnego struktury obszarowej w rolnictwie - zwraca uwagę Stanny.
Według ekspertki, głównym problemem rolnictwa w Polsce jest zakonserwowana struktura agrarna, czyli miażdżąca przewaga małych gospodarstw rolnych. Utrzymywanie takiej struktury wspierają trzy czynniki:
Rolnicy obawiają się też zagrożenia związanego z napływem taniej żywności spoza Unii, w tym z stojącej u progu UE Ukrainy i krajów południowej Ameryki w ramach negocjowanej umowy UE-Mercosur (czego zresztą dotyczyły zeszłoroczne protesty). Ukraińskie gospodarstwa rolne są wielkie i konkurencyjne. - Powszechnie znane pod nazwą "agroholdingi". Ich struktura obszarowa i kapitałowa jest dużym wyzwaniem - przyznaje Stanny. - I choć powodów do niepokoju jest wiele, to im szybciej Ukraina będzie w Unii, tym lepiej. Myślę, że proces dostosowywania legislacji oraz instytucji w Ukrainie do wymogów funkcjonowania w UE będzie sprzyjał rozwiązaniom korzystnym dla polskiego rolnictwa - stwierdza.
Rolnicy, jako mocno związani z naturą i uzależnieni od pogody, dobrze widzą, że zmiany klimatu istnieją i postępują. Aż 91 proc. z nich zauważa, że klimat się zmienia, choć 30 proc. poddaje w wątpliwość, czy to działalność ludzi jest odpowiedzialna za globalne ocieplenie (jest, pod tym względem istnieje konsensus naukowców). Według tej grupy Polaków to rząd powinien wziąć na siebie większy ciężar walki ze zmianami klimatu - tak uważa 64 proc. rolników. Z raportu More in Common wynika, że ponad połowa (56 proc.) badanych chciałaby mieć większy wkład w ochronę przyrody i klimatu, choć potrzebowali by do tego większego wsparcia finansowego (44 proc.) oraz uproszczenia przepisów (37 proc.).
Zresztą, rolnicy ekologiczni nieco bardziej pozytywnie postrzegają swój zawód i perspektywy. 71 proc. z nich mówi, że zachęcałoby swoje dzieci do działalności rolniczej, wśród rolników konwencjonalnych ten odsetek to 45 proc.
Według ekspertów w walce ze zmianami klimatu w rolnictwie kluczowa jest i będzie coraz bardziej technologia. Mowa tutaj o tzw. rolnictwie 4.0. - które już funkcjonuje w krajach zachodnich. - Rolnictwo 4.0 jest oparte na cyfryzacji i precyzyjnym zarządzaniu zasobami. Przykładem jest ograniczenie zużycia nawozów mineralnych dzięki zastosowaniu sensorów, mapowania gleby, systemów GPS i dronów, które pozwalają dostosować dawkę nawozu do rzeczywistych potrzeb roślin na konkretnych fragmentach pola - wyjaśnia Monika Stanny.
Jest jednak problem - znów ten sam. Dla małych gospodarstw rolnych taki model produkcji jest poza zasięgiem. Nie mają środków na start, nie mają często internetu szerokopasmowego, brakuje im kompetencji technologicznych. - W efekcie, bez systemowego wsparcia i dostosowanej do skali działania polityki publicznej, rolnictwo 4.0 może nie tylko nie wyrównać szans rozwojowych, ale wręcz je pogłębić - zauważa dyrektorka Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk.
Wieś i tak będzie się zmieniać, w tym zapewne i struktura agrarna, z powodów demograficznych. Dla gmin wiejskich (poza tymi w okolicach dużych miast, gdzie widać napływ ludności miejskiej) to obecnie potężne wyzwanie. Ale w przyszłości przykre zjawisko wymierania wsi może stworzyć warunki do łączenia gruntów i zwiększania rentowności produkcji w rolnictwie.
Jednak potencjalne korzyści wynikające z 'cichej rewolucji demograficznej' będą zależeć od reakcji instytucji publicznych i kierunku prowadzonej polityki. Pojawia się zasadnicze pytanie: czy państwo wykorzysta ten moment do aktywnego wspierania konsolidacji i restrukturyzacji zasobów ziemi, czy też nadal będzie utrwalać status quo - system, w którym warto utrzymywać minimalną aktywność rolną ze względu na dostęp do ubezpieczenia KRUS i dopłat bezpośrednich, niezależnych od rzeczywistego wkładu produkcyjnego
- mówi Monika Stanny.
- Zmiana struktury agrarnej jest procesem nieuniknionym. Wymaga jednak świadomego i odważnego wsparcia instytucjonalnego, w tym nowych rozwiązań w polityce sukcesji, planowania przestrzennego i gospodarowania zasobami ziemi. Bez tego transformacja może przebiegać chaotycznie, pogłębiając nierówności i ograniczając zdolność rolnictwa do adaptacji w warunkach rosnących wyzwań klimatycznych, rynkowych i społecznych - podsumowuje ekspertka.
Raport More in Common powstał na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego na grupie 600 rolników metodami CATI i CAPI oraz 12 pogłębionych wywiadów indywidualnych. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości gospodarstwa i głównego obszaru działalności.