Ministerka klimatu i środowiska odwołała Witolda Kossa ze stanowiska dyrektora generalnego Lasów Państwowych, czytamy na X resortu. "Hennig-Kloska osobiście podziękowała Witoldowi Kossowi za półtoraroczną pracę w Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych" - poinformowano. Koss to leśnik z województwa zachodniopomorskiego, kiedyś dyrektor regionalny. Dyrektorem generalnym został w styczniu 2024 roku.
Donald Tusk, ogłaszając nominację Kossa, przekazał, że "oczekiwania wobec nowego szefostwa Lasów Państwowych są oczywiste". - Związane są z potrzebą autentycznej społecznej kontroli nad tym, co dzieje się z naszymi lasami. Doceniam nie tylko dorobek pana Witolda Kossa, ale też jego stosunek do polskich lasów. Powiedział zdanie, które powinno być czymś na kształt motta dla nas wszystkich, którzy będą zajmowali się przyszłością polskich lasów - że lasy to jest święta rzecz. (...) Lasy to dobro społeczne, narodowe, a nie tylko gospodarka - powiedział premier.
Krótko po nominacji w rozmowie z Gazeta.pl Koss mówił, że straty Lasów Państwowych po rządach PiS wyniosły pół miliarda złotych, potem była mowa o nawet 700 mln zł strat. W efekcie złożono do prokuratury 50 zawiadomień i powołano specjalny zespół prokuratorski. W następnych miesiącach Lasy Państwowe donosiły o kolejnych nieprawidłowościach. Jednak mimo problemów finansowych LP zdołało znaleźć pieniądze na podwyżki dla leśników. O Kossie zrobiło się wówczas głośno, ponieważ również on miał dostać podwyżkę o 2,8 tys. zł, choć już wtedy zarabiał więcej niż premier, czyli około 40 tys. zł. Mimo głosów sprzeciwu z rządu, Ministerstwo Klimatu niewiele mogło zrobić. Lasy Państwowe w przeciwieństwie do innych spółek Skarbu Państwa nie podlegają bowiem ścisłej ministerialnej kontroli i mają swobodę w wydawaniu swoich pieniędzy.
Czytaj też: "Dyrektor Lasów Państwowych 'zarabia dwa razy więcej niż premier'. I zarządził właśnie podwyżki".
Źródło: Ministerstwo Klimatu i Środowiska