Rolnicy w Polsce znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Polska wieś ma coraz większe problemy z opłacalnością. - Na otwartym rynku rośnie udział wielkich sieci handlowych. Maleje za to targowisk, sklepików i małych lokalnych hurtowni. W efekcie rolnik, szczególnie mały i średni, musi sam sprzedawać swój towar, a jest to coraz trudniejsze. Kiedy niewiele się sprzeda na targowisku czy w sklepie, mało trafi do kieszeni. A wszystkie koszty dookoła rolnika rosną - zauważa Janusz Piechociński, były wicepremier, ekspert rynku żywności. Problematyczność sytuacji potęguje fakt, że skupy ograniczają odbiór lub całkowicie wstrzymują przyjęcie towaru. Albo oferują bardzo niskie stawki np. 30-40 groszy za kilogram papryki. Mimo chłodnej wiosny wiele warzyw obrodziło, co spowodowało zamieszanie na rynku.
W miniony weekend głośno było m.in. o producencie papryki, który w internecie ogłosił akcję zbierania plonów. Rolnik mówił w mediach, że cena w skupie jest tak niska, że nie opłaca mu się zbierać papryki i płacić za tę usługę, a potem przewozić towar do skupu, bo to również są koszty. Setki ludzi odpowiedziało na apel hodowcy i sami zbierali paprykę, którą mogli potem zabrać do domu. - Wiosna sugerowała, że zbiory będą mniejsze niż zazwyczaj, a tak naprawdę mamy klęskę urodzaju. Jest nadprodukcja w wielu obszarach - tłumaczył minister rolnictwa Stefan Krajewski w rozmowie z Radiem Zet. Na konferencji prasowej dodawał, że ze względu na zmiany klimatu coraz więcej rolników decyduje się na uprawy np. papryki, przez co rynek jest przepełniony.
W ostatnim czasie rekordy spadku ceny w skupie zanotowały właśnie papryka i ziemniaki. W sklepach osiągają one średnio cenę wyższą niż dziesięć złotych, a w skupie kosztują mniej niż złotówkę. - W kwestii ziemniaków, których teraz jest więcej niż zwykle, to wpłynęły na to: zwiększenie areału pod uprawy oraz wyższe plony - tłumaczył minister rolnictwa. Rolnicy uprawiający ziemniaki skarżą się jednak, że polski rynek zalewają produkty z zagranicy, głównie z Niemiec. - Polski rolnik nie ma gdzie sprzedać ziemniaka, marchwi czy buraka. A tymczasem do kraju wjeżdża każda ilość taniego towaru z Niemiec. Cena w Niemczech to jakieś 10 groszy. My w Polsce nie sprzedamy nawet po 20-30 groszy, bo nikt nie chce kupić - mówił Tomasz Ognisty, rolnik z Opolszczyzny podczas wizyty w Ministerstwie Rolnictwa. Ostatecznie minister rolnictwa nie spotkał się z oburzonymi rolnikami, dlatego ci rozsypali warzywa po budynku resortu.
- 80 proc. warzyw jest uprawianych w Polsce w oparciu o kontrakty, podpisane umowy z producentami, z przetwórcami. I to daje możliwość przewidywania, jaka ilość, w jakiej cenie zostanie odebrana. Mamy też osoby, które nie mają takich kontraktów i dzisiaj mają bardzo trudną sytuację. Tak jak mówię i areał się zwiększył i dzisiaj mamy ilość ziemniaków 15 proc. więcej w stosunku do roku 2024. Tutaj tych ziemniaków mamy sporo uprawianych. Część to są tak zwane przemysłowe, czyli na skrobie i tutaj rośnie z jednej strony zapotrzebowanie, z drugiej strony jesteśmy coraz większym eksporterem skrobi ziemniaczanej, ale też są te ziemniaki jadalne, też trafiają do nas ziemniaki z innych krajów - mówił w Radiu Zet minister rolnictwa. - Nie ma tutaj możliwości skupu interwencyjnego, natomiast tę sytuację analizujemy, czy jest możliwość w ogóle wypłacenia i na jakichś zasadach pomocy - dodawał.
Ministerstwo Rolnictwa zapowiedziało nie tylko pomoc dla producentów warzyw, ale też kontrole. Minister Stefan Krajewski poinformował, że w związku z dużymi rozbieżnościami w cenach oraz podejrzeniem zmowy cenowej zlecił kontrolę UOKiK. Chodzi m.in. o bardzo niskie ceny niektórych warzyw, jak papryka i ziemniaki w skupach. - Mimo chłodnej wiosny wiele warzyw obrodziło, co spowodowało zamieszanie na rynku. Jest duża nadprodukcja, pojawiają się problemy ze zbytem, a także różnego rodzaju trudności z pośrednikami. Pojawiają się również sygnały, że mogło dojść do zmowy cenowej. Różnice cenowe są ogromne - mówił minister rolnictwa.
O zaangażowanie się w trudną sytuację rolników proszono również Prezydenta Karola Nawrockiego. "Rolnik dostarczający codziennie świeżo zerwane owoce, dowiaduje się dopiero przy dostawie, za jakie pieniądze oddaje swój produkt. Często też dochodzi do sytuacji, w których cena skupu owoców jest podawana dopiero po dostawie. Rolnicy są w ten sposób zmuszani do sprzedaży owoców po cenach, które nie pokrywają nawet kosztów produkcji. Przetwórnie i skupy owoców śmieją się wprost z rolników, bo wiedzą, że rolnik i tak musi sprzedać to, co wyprodukował" - pisze jeden z rolników w petycji do prezydenta.
Wyliczał w niej m.in., że cena wiśni tłoczonej spadła w ciągu kilku dni z 6 zł/kg do 2,5 zł/kg. To spadek ceny o ponad 100 proc. Z kolei cena jabłka przemysłowego wynosi obecnie około 0,60 zł/kg, czyli poniżej kosztów produkcji. Tymczasem w marketach jabłka kosztują 6 zł za kilogram. "Takie działania noszą znamiona celowej manipulacji rynkiem i są przejawem wykorzystywania przewagi kontraktowej przez zakłady przetwórcze. Rolnicy, którzy przez cały rok inwestują, czas, środki i pracę w produkcję owoców, nie mają żadnej gwarancji, że jego trud zostanie uczciwie wynagrodzony i czy to w ogóle będzie opłacalne" - zauważa.
Do tego sadowników doświadczyły przymrozki. - Polskie sadownictwo zostało dotknięte kataklizmem przymrozków. Straty sięgają nawet 85 proc. - żalił się w rozmowie z "Tygodnikiem Poradnik Rolniczy" sadownik Dominik Zawadzki. Duży problem mają m.in. plantatorzy malin. - Marzec był ciepły w tym roku i to wszystko ruszyło wcześniej, a później uderzył mróz. Liście nie odbiły, krzaki były mniejsze. W lipcu było tylko pięć dni słonecznych. Maliny nie rosły, jak trzeba - opowiada jeden z nich w rozmowie z "Faktem". Zbiory jesiennych odmian w niektórych regionach Polski są niższe nawet o 80 proc. Minister Krajewski podkreślał, że "rząd pomaga rolnikom". - Głównie skupiliśmy się na tym, by pomóc rolnikom i sadownikom, tym, których dotknęły klęski żywiołowe, to są konkretne pieniądze - mówił.
"Polskie rolnictwo to nie tylko gałąź gospodarki - to fundament bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Bez realnej ochrony prawnej i ekonomicznej, wielu rolników może zostać zmuszonych do rezygnacji z produkcji, co będzie miało katastrofalne skutki dla całego sektora rolno-spożywczego" - podkreślono w petycji do prezydenta.
Przeczytaj też: "Zmowa cenowa na rynku warzyw w Polsce? Podjęto nadzwyczajne działania. UOKiK dostał pilne zlecenie".
Źródła: "Fakt", IAR, Next.gazeta.pl, Kancelaria Prezydenta, "Tygodnik Poradnik Rolniczy", warzywa.pl