Tarcza antykryzysowa umożliwia przedsiębiorcom skorzystanie z kilku mechanizmów osłonowych. Samozatrudnieni mogą na przykład wystąpić do ZUS o zwolnienie ze składek na trzy miesiące. W tym wypadku postawiono jednak warunek - przychód z prowadzonej działalności w pierwszym miesiącu, za który składamy wniosek, nie może być wyższy niż 300 proc. prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2020 r. Daje to kwotę 15,6 tys. zł.
Administracja skarbowa ma uprawnienia, by powiadamiać Zakład Ubezpieczeń Społecznych o przedsiębiorcach, którzy wnioskując o zwolnienie ze składek, zaniżali przychód. Ma to zapewnić, jak czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej", spójność danych podatkowych oraz uszczelnić system.
Czytaj też: Nowa tarcza antykryzysowa. Większe zwolnienia ze składki do ZUS. Poczta będzie otwierać przesyłki?
Eksperci, na których powołuje się dziennik, zwracają jednak uwagę, że nie ma narzędzi, które pozwalałby ocenić, czy prowadzący firmę w oświadczeniu wysłanym do ZUS nie rozminął się z prawdą.
- Przedsiębiorcy nie składają miesięcznych deklaracji PIT. O przychodzie podatnika dowiadują się z jego zeznania rocznego. Urzędy skarbowe znają wprawdzie kwoty miesięcznych zaliczek na podatek, ale są one płacone od dochodu, a nie od przychodu - podkreśla Jarosław Ziółkowski, ekspert ds. podatków.
Tego, w jaki sposób firmy będą typowane do kontroli i na jakiej zasadzie będzie ona przebiegać jednak nie wiadomo. Jedyne co jest pewne to fakt, że fiskus i ZUS będą sobie wzajemnie przesyłać dane o firmach, które wystąpiły o zniesienie składek.
Podmioty, które przedstawią w swoich wnioskach do Zakładu nieprawdę, będą musiały składki na ZUS zapłacić. I to z odsetkami za zwłokę. Na zapłatę będzie 30 dni od otrzymania ewentualnej decyzji.