Niemcy. Przedłużono umowę na kontrowersyjną aplikację. Chodzi o 25 mln euro

Według informacji portalu tygodnika "Spiegel" niemieckie Ministerstwo Zdrowia przedłużyło umowę na aplikację ostrzegającą przed koronawirusem. Umowa na 25 milionów euro została przeforsowana na dwa dni przed wyborami federalnymi. Czy aplikacja jest nadal wystarczająco dokładna? - pyta "Spiegel" i opisuje liczne kontrowersje wokół niemieckiej aplikacji.

Aplikacja została zainstalowana już prawie 40 milionów razy, a państwo wydało na nią do tej pory około 67 milionów euro. "Spiegel" dowiedział się, że "Federalne Ministerstwo Zdrowia przedłużyło wygasający kontrakt z Deutsche Telekom i SAP, grupami odpowiedzialnymi za rozwój i eksploatację, do 31 grudnia 2022 roku za kolejne 25,2 mln euro".

Szczepionka przeciwko COVID-19 (zdjęcie ilustracyjne)Niemcy. Minister zdrowia zapowiada nowe zasady kwarantanny

Niemiecka aplikacja ostrzegająca przed koronawirusem może nie być wystarczająco dokładna

Kiedy w czerwcu 2020 r. zaprezentowano aplikację, szef kancelarii Helge Braun chwalił projekt i rozbudził oczekiwania. Mówił o "najlepszej aplikacji ostrzegawczej na świecie". "Spiegel" zauważa, że "od tego czasu nie było zbyt wiele pochwał. Eksperci krytykowali, że aplikacja była rozwijana zbyt wolno, że nowe funkcje i sensowne poprawki były wprowadzane zbyt późno lub wcale".

Aplikacja oblicza, czy kontakt z osobą zarażoną był niebezpieczny w zależności od tego, jak długi i bliski był to kontakt. Od spotkania trwającego co najmniej 9 minut z odległości 1,5 metra, aplikacja może przejść na kolor czerwony.

"Ponieważ wirus stał się bardziej zakaźny dzięki wariantom takim jak Delta i omikron, do przeniesienia wirusa mogą teraz wystarczyć nawet krótsze kontakty" - pisze portal. Jednak "ostatnia duża aktualizacja obliczeń ryzyka pochodzi z kwietnia 2021 r., zanim wariant delta stał się dominujący w Niemczech i na długo przed pojawieniem się omikronu. Czy aplikacja jest nadal wystarczająco dokładna?".

Koronawirus w Niemczech (zdjęcie ilustracyjne)Nowe obostrzenia w Niemczech. Zaostrzone zasady także dla zaszczepionych

Aplikacja może znaleźć drugie życie po pandemii koronawirusa

Federalne Ministerstwo Zdrowia "nie uznało dotychczas aktualizacji za konieczną. Za kulisami jednak rozważano tę kwestię. Jednym z powodów, dla których jak dotąd zdecydowano się na jego odrzucenie, jest fakt, że zaostrzenie progów dotyczących odległości lub czasu trwania kontaktu doprowadziłoby do dalszego znacznego wzrostu liczby ostrzeżeń. To może spowodować więcej fałszywych ostrzeżeń, co z kolei może zniszczyć zaufanie do aplikacji".

"Spiegel" zwraca uwagę, że "pojawiają się już pomysły na drugie życie aplikacji po pandemii. Na przykład jako nowej 'federalnej aplikacji ostrzegawczej' do kontroli katastrof, w której można by połączyć istniejące rozwiązania, takie jak Katwarn i Nina. Inny pomysł: aplikacja ostrzegawcza mogłaby stać się aplikacją zdrowotną, która mogłaby być wykorzystywana np. do realizacji e-recept w aptekach".

"Szczególnie Telekom byłby prawdopodobnie bardzo zainteresowany dłuższym użytkowaniem aplikacji, ponieważ chce dalej rozwijać swój biznes związany z cyfrowym zdrowiem" - zauważa portal. "Mała dodatkowa pomoc nie zaszkodzi. Jedna z kluczowych osób odpowiedzialnych za aplikację ostrzegawczą odeszła z Ministerstwa Zdrowia na początku grudnia. Szef Departamentu Cyfryzacji Gottfried Ludewig wraz ze zmianą rządu udał się na urlop wychowawczy - nie wróci. Od marca będzie kierował działem zdrowia w spółce zależnej Telekomu - T-Systems".

Z Berlina Berenika Lemańczyk (PAP)

bml/ kgod/

Zobacz wideo Czy rząd słucha Rady Medycznej? Neumann: Rząd jej nie słucha, tylko gości od PR
Więcej o: