Organizowana przez Szkołę Liderów debata polskich podcasterów "Nowa europejska obietnica" dotyczyła priorytetów dla Polski i całej Unii w przededniu wyborów i kierunków, w jakich powinno się obecnie działać. Do rozmowy zasiedli Marta Nowak i Miłosz Wiatrowski-Bujacz z podcastu "Co to będzie?" Gazeta.pl, Jakub Dymek i Marcin Giełzak z podcastu "Dwie Lewe Ręce" oraz Agata Szczęśniak i Dominika Sitnicka z podcastu "Program Polityczny Oko.press".
Ta debata nie była komfortowa jak kurort, o którym przekornie wspominano w tytule. A temperatura sporów najlepiej pokazuje, że w wyborach europejskich naprawdę chodzi o konkretny wybór – nie tyle samych nazwisk, ile pewnej określonej wizji i działań.
Prowadząca debatę Karolina Głowacka z Radia Naukowego zaczęła od tego, czy kandydaci i kandydatki z Polski zadają sobie w ogóle takie pytania jak w tytule debaty. Nasi podcasterzy i podcasterki wykazali się dość umiarkowanym entuzjazmem, wskazując, że część kandydatów do europarlamentu chce ścigać inną polską partię albo walczyć o rzeczy niebędące w kompetencjach Parlamentu Europejskiego, czasami trudno doszukać się na stronach partyjnych konkretnych programów i idei stojących za kandydaturami.
Agata Szczęśniak zwróciła uwagę, że do europarlamentu kandydują u nas ludzie z polskiego parlamentu, dla których sprawy europejskie są nowe, nieznane i niezrozumiałe, nie mają znajomości procesów na poziomie europejskim i na poziomie globalnym. Problem jest tu brak postrzegania Unii jako wielkiego podmiotu, który może się sprzeciwić innym podmiotom.
Zdaniem Jakuba Dymka najspójniejszą narrację mają siły antyeuropejskie i choć on się z nią nie zgadza, to przede wszystkim zarzuca ogólnikowość i brak konkretów politykom proeuropejskim. Z drugiej strony pojawił się zarzut, że ci antyeuropejscy lubią przyjść i wypowiedzieć się na sali plenarnej i nagrać coś na media społecznościowe, ale już do ciężkiej pracy w komisjach i pracy nad dokumentami nie kwapią się.
Marta Nowak, dziennikarka Gazeta.pl z podcastu „Co to będzie?", podkreśliła, że rolą podcasterów powinno być zainteresowanie ludzi tym, co się w Europarlamencie dzieje. Jeśli mało osób to rozumie, przekłada się to w nikłe zaangażowanie i niską frekwencję. Współprowadzący podcast Miłosz Wiatrowski-Bujacz dodał jeszcze, że trudniej ludzi zachęcić do głosowania, gdy do parlamentu nie dostają się osoby z pomysłem i know-how, tylko oddelegowani przez partię politycy z jedynką na liście. Zaznaczył też, że skrajnie prawicowym partiom łatwiej jest krytykować, tyle że potem nie uczestniczą w pracach legislacyjnych. Zgodziła się z nim Dominika Sitnicka, że łatwiej postawić się w roli recenzenta kwestionującego różne ustalenia, ale bez propozycji konstruktywnej. Tymczasem liczenie na utrzymanie wcześniejszego status quo (wysokich dotacji unijnych dla Polski bez żadnych konkretnych kroków politycznych i wzmacniania Unii) jest niemożliwe.
Nasi dyskutujący nie zgodzili się również co do tego, czy gospodarczo nieudane wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest kulą u nogi partii antyunijnych. Dla Miłosza Wiatrowskiego-Bujacza Brexit był jednym z dowodów, że retoryka prawicy nie jest realną diagnozą, lecz fałszywą wymyśloną opowieścią, która nie ma wiele wspólnego z faktycznie pogarszającymi się warunkami bytowymi. Z drugiej strony brexitowa prawica może nie być obarczana winą za Brexit, bo w dobie mediów społecznościowych i szybkiego przekazu każdy znajdzie taką odpowiedź, jakiej oczekuje. Sukcesem skrajnej pracy jest sukcesywne przesuwanie poczucia zagrożenia (np. migracją) do politycznego centrum, a ich narrację podejmują siły nie tak skrajne.
Jakie mogą istnieć odpowiedzi na kryzys gospodarczy, bardziej widoczny w Europie niż w samej Polsce? Z jednej strony to brak wprowadzania przeszkadzających przemysłowi regulacji zeroemisyjnych, za czym postulują ugrupowania konserwatywne i skrajnie sceptyczne wobec jednej polityki Unii. Zupełnie przeciwny pomysł to inwestycje w przemysł z poziomu Unii - z dbaniem o regulacje i reagowaniem na katastrofę klimatyczną.
Marcin Giełzak zasugerował, że nie potrzeba nam wielkiej opowieści o Europie, lecz Europy tysiąca konkretnych spraw. Za przykład skuteczności takiego podejścia podał euroentuzjazm Polaków – wejście do Unii to cezura, po której w mniejszych miejscowościach pojawiły się ulice i ronda, proste chodniki, ścieżki rowerowe, zielone przestrzenie, domy kultury i kina, czyli coś, co pozwoliło nam poczuć się jak na Zachodzie. Z drugiej strony Jakub Dymek podkreślał, że antyunijne protesty – również rolników, również w Polsce – to wyraz realnych bolączek ekonomicznych, których nie wystarczy zbyć jako populizm, demagogia, antyeuropejskość i propaganda.
Gorąco ze sobą dyskutujący Dominika Sitnicka i Jakub Dymek zgodzili się co do tego, że problemem są wpływy różnych lobby i wielkich korporacji – co z kolei zabezpiecza interesy tych ostatnich, a budzi frustrację zwykłych ludzi. Jak zauważyła moderatorka debaty, trudno wyobrazić sobie inną siłę niż Unia Europejska, która może się takiemu lobbingowi przeciwstawić. Sitnicka z kolei podkreśliła, że to może być element tej wielkiej europejskiej obietnicy – o ile oczywiście osoby wybierane w wyborach są ekspertami od tych problemów.
Dla podcasterów „Dwie Lewe Ręce" protesty przeciwko Zielonemu Ładowi to dowód na sprzeciw małych przeciw wielkim podmiotom. Dla Miłosza Wiatrowskiego-Bujacza zaś odwrotnie – to te protesty służą właśnie interesom tych korporacji; problemy rolników są prawdziwe, ale postulaty są tak naprawdę realizacją interesów dużych grup lobbingowych.
Tematem stały się też próby powoływania międzynarodówki nacjonalistycznej. Dla części dyskutujących to sprzeczność sama w sobie, bo nacjonalizmy wykluczają dogadanie się na poziomie międzynarodowym. Marta Nowak zwróciła jednak uwagę, że nacjonalizm jest w przypadku tych sił tylko fasadą, natomiast jak najbardziej występują elementy wspólne i ponadnarodowe: sprzeciw wobec polityki klimatycznej, sceptyczne podejście do praw kobiet i do demokracji.
W toku debaty wyłoniły się dwa wielkie podejścia naszych prelegentów. Podcasterzy z „Dwie Lewe Ręce" przedstawiają się jako zwolennicy europejskiej konfederacji, a więc podkreślania podmiotowości poszczególnych państw i realizowania swoich interesów w ramach twardych realiów, gdy nie da się pogodzić interesów np. niezagrożonej wojną Portugalii lub neutralnej Irlandii z narażonymi na agresję Rosji państwami środkowoeuropejskimi. Zwolennicy federalizacji Europy podkreślali z kolei, że Unia powinna być silnym podmiotem, który tylko wtedy będzie liczył się na arenie światowej – zarówno w kwestiach gospodarki, jak i bezpieczeństwa. Unijną solidarność widzą jako możliwą i już istniejącą, czego dowodzi choćby wspieranie Ukrainy przez wspomniane państwa z zachodnich krańców Europy. Innym dowodem na potrzebę ścisłej współpracy i wspólnej polityki europejskiej są doświadczenie pandemii i kwestie energetyki. Tylko spójna zwarta Unia Europejska może lepiej zabiegać o swoje interesy i dbać o dobrobyt wszystkich obywateli.
Na pewno wszyscy debatujący zgodzili się, że politycy, których wyślemy do Brukseli, będą tworzyć jedną z tych sił i ośrodków decyzyjnych. Należy głosować na ludzi, którzy rozumieją, na czym polega proces legislacyjny w Unii, interesy polskie i unijne. Na ludzi, którzy nie będą w Brukseli na pobycie wakacyjnym, lecz będą pracowały i tworzyły prawo. To uświadamia, jak ważne są te wybory i kto się do tego Europarlamentu dostanie. Warto iść na wybory, żeby politycy czuli presję. Wszystkich przekonało wspólne hasło: „Nie daj się przegłosować".
Zapraszamy do wysłuchania całej półtoragodzinnej debaty.
Debata jest częścią kampanii profrekwencyjnej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego - #BrukselaToNieKurort - organizowanej przez Fundację Szkoła Liderów.