Czy twoje dziecko jest bezpieczne w sieci? "Dzwonek alarmowy bije głośno" [PODCAST]

Daniel Maikowski
Internet nie jest dziś "bezpieczną przystanią". Dzieci coraz częściej zmagają się tu z lękami, utratą prywatności, presją rówieśników oraz naruszaniem zaufania przez dorosłych. Dlaczego ochrona najmłodszych w sieci wciąż dramatycznie kuleje?
TechnoTerapia
fot. Marta Kondrusik

W nowym odcinku podcastu "TechnoTerapia" rozmawiamy o jednym z najważniejszych, ale i najbardziej delikatnych tematów związanych z nowymi technologiami, czyli o prywatności najmłodszych w sieci. A przyczynkiem do tej dyskusji jest raport Fundacji Orange. Badanie to pokazuje, jak dzieci i młodzież widzą świat online, jakie jest ich poczucie bezpieczeństwa w sieci, w jaki sposób rozumieją własną prywatność - a także jak często my, dorośli tę prywatność naruszamy. 

Posłuchaj podcastu Czy twoje dziecko jest bezpieczne w sieci? "Dzwonek alarmowy bije głośno" [PODCAST]

Gośćmi podcastu były Maja Gruszczyńska z Fundacji Orange, która koordynowała przygotowanie raportu, oraz dr Anna Buchner, socjolożka, współzałożycielka pracowni Empowermind i współautorka badania „Dzieci i młodzież o swoim cyfrowym świecie".

"Świat cyfrowy został zaprojektowany dla zysku"

Raport "Dojrzeć do praw" opiera się m.in. na Indeksie Praw i Podmiotowości Dziecka (IPPD), w którym 80 ekspertów i ekspertek oceniło stan przestrzegania praw najmłodszych. Wynik ogólny to zaledwie 2,3 na 10 punktów i - co gorsza - jest to rezultat niższy niż w 2023 roku, kiedy to Fundacja Orange opublikowała pierwszą edycję raportu. 

Jak podkreśla Maja Gruszczyńska, "dzwonek alarmowy bije głośno", a ochrona najmłodszych jest dalece niewystarczająca. Młodzi ludzie są w sieci zostawieni sami sobie. Aż 1,4 miliona dzieci poniżej 13. roku życia korzysta dziś z platform społecznościowych, które nie są dla nich przeznaczone, a wśród 10 najczęściej odwiedzanych przez najmłodszych stron znajduje się m.in. serwis z pornografią.

Pamiętajmy, że świat cyfrowy, w którym mieszkają dziś dzieci, nie powstawał z myślą o nich. Został on zaprojektowany wyłącznie dla zysku. I trzeba o tym głośno mówić

- tłumaczy Maja Gruszczyńska

Problem leży zarówno w braku koordynacji instytucji państwowych, które „gaszą pożary", zamiast tworzyć spójne i nadążające za zmianami prawo, jak i w nieświadomości samych rodziców. Badania pokazują, że blisko połowa z nich uważa, że ich dzieci są w sieci bezpieczne.

Niewidoczne uzależnienie. "Leżę i coś oglądam" 

Dr Anna Buchner, która w badaniu oddała głos bezpośrednio młodym ludziom, zwróciła uwagę na kluczową zmianę: dla dzisiejszych nastolatków internet to nie „wirtualna przestrzeń", ale po prostu ich życie. Jeden z 17-letnich rozmówców stwierdził wprost: „W naszym pokoleniu internet jest jak prawa ręka".

Młodzi spędzają w sieci średnio ponad cztery godziny dziennie, co prowadzi do zjawiska określanego w raporcie jako „niewidoczne uzależnienie". Uzależnienie to powoduje zmęczenie, przebodźcowanie i brak motywacji, choć młodzi często racjonalizują swój czas spędzony przed ekranem.

Ekspertka zwraca również uwagę na zupełnie nowe zagrożenia w internecie, z którymi zderzają się dzieci, a które związane są m.in. ze sztuczną inteligencją. "Chodzi m.in. o wykorzystywanie przez rówieśników AI do tworzenia deepfake'ów z wizerunkiem danych osób, niestety przede wszystkim dziewczyn" - podkreśla dr Anna Buchner. Zagrożeniem dla młodych w sieci nie są już więc tylko "obcy dorośli". Coraz częściej atak przychodzi ze strony najbliższych - kolegów i koleżanek.

Do tego dochodzi też lęk przed nagrywaniem, robieniem screenów czy wykorzystaniem treści rozmów w taki sposób, aby zaszkodzić danej osobie

- dodaje.

Równocześnie młodzi ludzie wciąż mają fundamentalny problem ze zrozumieniem, czym tak naprawdę jest prywatność w sieci. Dla wielu z nich prywatność to po prostu anonimowość, czyli używanie nicków. "Nie mają świadomości, czym jest ślad cyfrowy. Nie wiedzą, że polubienia i komentarze pod wpisem oraz metadane zdjęć budują ich cyfrowy profil" - podkreśla dr Buchner.

"Rodzice, ogarnijcie się"

A co z sharentingiem, czyli publikowaniem wizerunku dzieci przez samych rodziców?  Podczas gdy dorośli często działają z chęci pochwalenia się, dzieci - świadome zagrożeń takich jak deepfake, hejt czy stalking rówieśniczy - postrzegają to jako bezpośrednie naruszenie ich prywatności.

Młodzi i tak są dość wyrozumiali. Zdają sobie sprawę, że wrzucanie ich zdjęć z dzieciństwa mogło wynikać z braku świadomości ich rodziców. Dziś potrafią jednak upomnieć się o swoje prawa

- wyjaśnia dr Anna Buchner. Młodzież sama wypracowuje zasady publikacji wizerunku ze swoimi rodzicami. Mogą np. zgadzać się na publikację zdjęć, ale tylko tych wyselekcjonowanych i tylko w relacjach, które po jakimś czasie są automatycznie usuwane.

Maja Gruszczyńska z Fundacji Orange zwróciła uwagę na inny ważny powód, dla którego rodzice powinni zastanowić się kilka razy przed kliknięciem przycisku "Opublikuj".

Wizerunki dzieci, które publikujemy w mediach społecznościowych mogą być niestety wykorzystywane w materiałach CSAM, czyli materiałach pokazujących krzywdzenie seksualne dzieci. I to jest argument, z którym trudno polemizować

- tłumaczy.

Problem nie kończy się na rodzicach. Ogromnym wyzwaniem jest publikowanie wizerunku dzieci przez szkoły i przedszkola. Maja Gruszczyńska wyjaśniła, że nauczyciele znaleźli się pod podwójną presją: z jednej strony rodzice oczekują zdjęć z każdej wycieczki, z drugiej dyrekcja placówki naciska na promocję, aby pokazać, jak „fajną jest placówką".

Problem leży w zgodach, które rodzice podpisują na początku roku szkolnego. "Te zgody są im podsuwane w pliku innych dokumentów na zebraniu. Kto na takim zebraniu był, ten wie, że po prostu strzelasz te parafki jak z automatu. Mało osób wczytuje w to, na co wyraziło zgodę" - zauważa Anna Buchner. 

Ekspertki zaapelowały o refleksję i wypracowanie wspólnych zasad w placówkach - na przykład ustalenie, że podczas przedstawienia tylko jeden rodzic nagrywa, aby dzieci nie występowały przed „ścianą telefonów", lecz mogły nawiązać kontakt wzrokowy z rodzicami.

Edukacja to podstawa

Odpowiedzią na alarmujące wnioski płynące z raportu "Dojrzeć do praw" powinna być edukacja. I właśnie tym już od lat zajmuje się Fundacja Orange. Jak podkreśla Maja Gruszczyńska, jej działania koncentrują się na współpracy w triadzie nauczyciel - rodzic - dziecko. Fundacja prowadzi programy edukacyjne (np. „MegaMisja dla przedszkoli" kontynuowana w klasach 1-3), które uczą higieny cyfrowej i krytycznego myślenia.

Fundacja Orange również sama stara się dawać dobry przykład i już od kilku lat nie publikuje wizerunków dzieci w swoich materiałach. "Chcemy dać najmłodszym możliwość, aby to oni mogli w przyszłości opowiedzieć swoją historię. Na własnych zasadach" - wyjaśnia Maja Gruszczyńska.

Ekspertki podkreślają, że poza edukacją istotna jest również obecność rodziców w życiu swoich dzieci i gotowość do partnerskiej rozmowy.  "Młodzi ludzie chętnie rozmawiają, ale mają poczucie, że rzadko ktoś ma ochotę ich słuchać i ma ochotę zrozumieć ich perspektywę" - podkreśla dr Anna Buchner. Maja Gruszczyńska dodaje, że kluczowa jest "życzliwa obecność" i "wzajemne uczenie się od siebie".

SPONSOR: ORANGE POLSKA

Zobacz: Raport Fundacji Orange - "Dojrzeć do praw'

Daniel Maikowski
Więcej o: