Prezes Boeinga Dave Calhoun wziął na siebie winę za ostatnie problemy koncernu lotniczego. Firma przeżywa kryzys m.in. ze względu na incydent linii Alaska Airlines. Na początku stycznia w trakcie lotu oderwały się boczne drzwi, wskutek czego powstała ogromna dziura i piloci zmuszeni byli lądować awaryjnie. Od początku 2024 roku notowania akcji Boeinga spadły o 27 procent. Dlatego Dave Calhoun jako jeden z kilku najważniejszych osób w firmie ustąpi z końcem roku. Amerykańskie media dotarły jednak do szokujących informacji ws. jego wynagrodzenia.
"Financial Times" dowiedział się, że Calhounowi za 2023 rok może zostać wypłacone aż 32,8 miliona dolarów. Co ciekawe, mimo że firma zmaga się z gigantycznymi problemami, pensja ta jest wyższa od tej za 2022 rok o 45 proc. Wtedy było to około 22,6 mln dolarów. Agencja Reutera podaje, że skorygowana wysokość wynagrodzenia może wahać się w okolicach 24,8 mln dolarów - znaczna jej ma zostać przekazana w akcjach firmy, a te, jak pisaliśmy powyżej, w tym roku potaniały o prawie 30 proc. Zasadnicza pensja Calhouna wynosiła ok. 2,6 miliona dolarów.
"Kontynuując wysiłki na rzecz przywrócenia stabilności i zaufania publicznego w kluczowym okresie przejściowym dla Boeinga, podkreślamy, że nagrody dla Calhouna za 2023 rok miały na celu podkreślenie znaczenia długoterminowego wzrostu wartości dla akcjonariuszy" - tłumaczyła firma w komentarzu dla "Financial Times". Ostateczna decyzja co do tak gigantycznej premii jeszcze nie zapadła. Nagroda zostanie poddana pod głosowanie akcjonariuszom na dorocznym zgromadzeniu Boeinga, które zaplanowano na 17 maja.
Oprócz kłopotów związanych z incydentem Alaska Airlines, pojawiły się problemy z produkcją 737 MAX. Spowolniła w ostatnich tygodniach z powodu wzmożonych kontroli amerykańskich regulatorów w fabrykach. Samoloty 737 MAX to hit sprzedażowy Boeinga.