Przypomnijmy: Google od trzech miesięcy zapowiadał, że zamierza skończyć z cenzurowaniem chińskiej wersji swojej wyszukiwarki - była to odpowiedź koncernu na atak informatyczny przeprowadzony na Google z terytorium Chin . Przedstawiciele firmy do tej pory nie podawali żadnego konkretnego terminu wprowadzenia w życie tych zapowiedzi - głównie dlatego, że przez ostatnie tygodnie prowadzili z rządem w Pekinie negocjacje w tej sprawie. Ale ostatnio pojawiły się doniesienia, że rozmowy utknęły w martwym punkcie (Google upierał się przy rezygnacji z cenzury, zaś Chińczycy twierdzili, że będzie to naruszenie lokalnego prawa).
Potwierdzeniem bezskuteczności owych negocjacji wydają się odkrycia dziennikarzy MSNBC - bez większych problemów znaleźli oni za pośrednictwem chińskiego Google'a informacje, które jeszcze niedawno były blokowane - chodzi tu m.in. o artykuły na temat dążeń niepodległościowych prowincji Sinkiang (zamieszkałej przez Ujgurów) oraz masakrze na placu Tiananmen (w tym m.in. słynne, do tej pory zakazane w Chinach, zdjęcie człowieka stojącego na drodze kolumny czołgów).
Dziennikarze podkreślają, że blokada "nieprawomyślnych" treści wydaje się na razie zdjęta tylko częściowo - dowodem jest choćby to, że po wpisaniu wymienionych powyżej fraz pojawia się znacznie mniej wyników wyszukiwania niż w angielskiej wersji Google'a. Ale faktem jest, że takie informacje się w Google.cn pojawiają - a jeszcze niedawno były niedostępne.
Google na razie nie potwierdza informacji o wyłączeniu mechanizmów cenzurujących wyniki wyszukiwania. Również chińskie media dementują te doniesienia - aczkolwiek niektóre serwisy donoszą, że amerykański koncern może lada chwila zamknąć chińską wersję swojej wyszukiwarki.
CNet.com poinformował właśnie - powołując się na pekińską gazetę China Business News - że Google ustalił już termin wycofania się z chińskiego rynku. Ma to nastąpić 10 kwietnia 2010 r. Warto jednak zastrzec, że przedstawiciele Google nie potwierdzają tych doniesień.
Daniel Cieślak