Całe szczęście rozwiązaniem nie będzie metoda "na Ricka Deckarda" (piję do filmu Łowca androidów ) - żadnego "znaleźć i zniszczyć". Serwis Engadget twierdzi , że Google od kolejnej wersji Froyo i następnej Gingerbread będzie wyciągał zarówno aplikacje jak i dotychczasowe składniki systemu (na przykład metody wprowadzania danych) poza OS, aby można było tworzyć i udostępniać realizujące je oprogramowanie np. poprzez Android Market, uniezależniając się od konkretnych wersji.
Pomysł brzmi bardzo dobrze. W obecnej sytuacji mamy z jednej strony dynamicznie rozwijany OS, zaś z drugiej długi i uciążliwy łańcuch wprowadzania nowości - np. nowopowstała przeglądarka musi przejść przez etap aktualizacji firmware u producenta smartfonu, a potem jeszcze akceptację operatora, zamiast po prostu trafić do sieci. Wydaje się, że i Google kończy etap nadprodukcji kolejnych wersji, a zajmie się aplikacjami i usługami. Może najwyższy czas, aby sytuację ustabilizować. Z odchudzonego systemu i modularnego podejścia ucieszą się zarówno konsumenci, którzy sami wybiorą interesujące ich komponenty software, jak i programiści, którzy dostaną stabilne warunki pisania oprogramowania.
[via Engadget ]
Tomasz Andruszkiewicz