Google chce przyśpieszyć sieć

A dokładniej, strony WWW, które dziś ładują się dość wolno mimo dużo szybszych niż kiedyś łączy.  
logo konferencji Velocity
fot. O'Reilly

Podczas prezentacji na konferencji O'Reilly Velocity w zeszłym tygodniu wiceprezes działu inżynieryjnego Google, Urs Hölzle oznajmił, że zwiększanie przepustowości sieci nie zaowocuje szybszym przeglądaniem WWW - o ile nie dokona się usprawnień w protokołach, o które opiera się Internet.

Aktualnie przeciętna prędkość domowego łącza to według badań Google 1,8 Mbps, a przeciętna strona ma 320 KB, z czego wynika, że przeciętnie powinniśmy czekać niecałe półtora sekundy na pokazanie się załadowanej strony. W rzeczywistości czasy oczekiwania na strony są bliższe 5 sekundom - i problemem są tutaj przeglądarki oraz leżąca poniżej warstwa protokołów sieciowych.

Według Google, dzięki kilku prostym modyfikacjom protokołu TCP (wymagającym zmienienia około 10 linijek kodu) możliwe jest uzyskanie około 12 procent poprawy prędkości. Oprócz tego Google tworzy nowy protokół aplikacji o nazwie SPDY, który ma tworzyć sesję pomiędzy warstwą transportową TCP a warstwą aplikacji HTTP i zmniejszać opóźnienia w sieci dzięki kompresji nagłówków HTTP, odpowiedniemu przydzielaniu priorytetów oraz stosowaniu wielu równoległych strumieni danych. SPDY ma zapewnić poprawę szybkości przekraczającą nawet 50 procent dla najpopularniejszych stron WWW. Poprawę szybkości ma również zapewnić usprawnienie protokołu DNS oraz bezpiecznego, szyfrowanego protokołu transmisji danych SSL.

Oczywiście, Google nie robi tego wszystkiego z dobroci serca. Badania wykazały, że użytkownicy, którym strony ładują się szybciej wyszukują więcej stron i widzą więcej reklam, co przekłada się na czysty zysk dla giganta z Mountain View. To typowy przykład gry o sumie niezerowej - dzięki szybszemu Internetowi wygrywają zarówno użytkownicy, jak i Google.

[via The Register ]

Leszek Karlik

Więcej o: