Drony do SAR

Bezzałogowe pojazdy stosowane do tej pory głównie przez wojsko do znajdywania i niszczenia talibów mogą znaleźć zastosowanie w akcjach ratunkowych w parkach narodowych.

SAR to znanyna całym świecie skrót Search And Rescue , oznaczający często wiele godzin spędzonych w powietrzu przez pilotów śmigłowców i samolotów. Może to jednak ulec za jakiś czas zmianie dzięki pracy badaczy z Uniwersytetu Brigham Young w Utah, którzy pracują nad stworzeniem oprogramowania, które pozwoli bezzałogowym samolotom na na wpół zautomatyzowane przeszukiwanie rozległych obszarów lądu. W razie zagubienia turysty w parku narodowym w górach mobilizowane są zespoły SAR w celu ich znalezienia. National Park Service, czyli leśnicy USA, wydaje co roku 4 miliony dolarów na operacje wyszukiwania zagubionych turystów, a to tylko część kwoty wydawanej na ratownictwo.

Zespół z wydziału informatyki Uniwerstetu Brigham Young stworzył oprogramowanie pozwalające niewielkiemu, zdalnie sterowanemu samolotowi na autonomiczne przeszukiwanie wyznaczonego obszaru zgodnie z algorytmami opracowanymi we współpracy z doświadczonym ratownikiem SAR. Znalezienie porzuconej w lesie kukły wymagało od operatorów od 35 do 150 minut. Jak na razie algorytmy rozpoznawania obrazu tego systemu nie są jeszcze wystarczająco zaawansowane, więc do zidentyfikowania poszukiwanego obiektu potrzebny jest człowiek - system jedynie skleja zdjęcia przesyłane z bezzałogowca w jeden duży obraz. Jednak badacze już pracują nad algorytmami wykrywania zagubionych turystów.

Pomysł wydaje się bardzo obiecujący. Problemem przy akcjach ratowniczych, zwłaszcza na morzu, jest wielkość obszaru, który należy przeszukać. Zautomatyzowane drony są dużo tańsze w zakupie i eksploatacji od śmigłowców i samolotów, więc można ich wykorzystać więcej i mogą dłużej latać. A miło by było jakby technologia pojazdów bezzałogowych zaczęła być powszechnie wykorzystywana nie tylko przez armie, ale i przez służby ratownicze...

[via New Scientist ]

Leszek Karlik

Więcej o: