Stanowiska były na tyle różne, że poważnie utrudniały współpracę międzynarodową. USA, kolebka internetowych gigantów jest zdecydowanym zwolennikiem samoregulacji, Unia Europejska natomiast miała zapędy regulowania centralnego. Przejawem tego ostatniego była choćby koncepcja wprowadzenia "prawa do zostania zapomnianym", forsowanego przez Viviane Reding.
Podczs ostatniego spotkania w Brukseli William Kennard, ambasador USA w UE stwierdził:
Europejczycy byli przekonani, że nie jesteśmy zainteresowani odświeżeniem regulacji dotyczacych prywatności w takim stopniu w jakim rzeczywiście jesteśmy.
Wypowiedź uzupełniła deklaracja Kennarda, że USA wspiera zaostrzenie praw dotyczących prywatności w Sieci, forsowane w UE. Jednocześnie jednak nie zamierza wprowadzać podobnych rozwiązań, ograniczajac się do wyznaczenia solidnych podstaw działalności dla spółek internetowych.
Mimo więc wielu miłych słów nie zapowiada się na szybkie zbliżenie w kwestii prywatności i Internetu. Zdziwieni?
[za Reuters]
Ł.C.