Segment słuchawek sportowych od lat boryka się z oczywistym problemem: jak pogodzić dobrą jakość dźwięku z potrzebą zachowania świadomości otoczenia, która jest kluczowa dla bezpieczeństwa treningu w otwartym terenie. Znalezienia idealnego kompromisu podjęła się fińska marka Suunto.
Suunto Spark to słuchawki typu open-ear, wykorzystujące technologię przewodnictwa powietrznego (air-conduction). Mają one stanowić odpowiedź na kompromisy brzmieniowe znane z konstrukcji kostnych.
Czy producentowi z dalekiej północy udało się stworzyć sprzęt ostateczny dla biegaczy i rowerzystów? Przyjrzeliśmy się temu urządzeniu z bliska, aby oddzielić fakty od marketingowych obietnic.
Projektanci Suunto postawili na klasyczny dla tego segmentu design oparty na zausznikach, jednak zrezygnowali z łączącego je pałąka na karku. Słuchawki stanowią dwa niezależne moduły, co daje użytkownikowi sporą elastyczność – bez problemu można trenować, korzystając tylko z jednej z nich.
Zastosowanie tytanowych rdzeni pokrytych miękkim silikonem sprawiło, że waga pojedynczej słuchawki spadła poniżej 10 gramów. W praktyce oznacza to, że po chwili od założenia po prostu zapominamy o ich obecności.
Sprzęt leży stabilnie nawet podczas bardzo intensywnych treningów. Konstrukcja dobrze współpracuje z czapkami biegowymi, choć użytkownicy okularów przeciwsłonecznych o grubszych oprawkach mogą odczuć delikatną rywalizację o miejsce za uchem – nie jest to jednak problem dyskwalifikujący.
Same słuchawki mogą pochwalić się certyfikatem IP55, co gwarantuje bezpieczny trening w deszczu oraz pełną odporność na pot. Warto jednak zaznaczyć, że dołączone do zestawu etui ładujące takiej odporności już nie posiada, dlatego po skończonym biegu warto upewnić się, że chowamy do niego suche słuchawki.
Zanim przejdziemy do oceny samego brzmienia, warto doprecyzować, z jaką właściwie technologią mamy tu do czynienia. Słuchawki dokanałowe fizycznie zatykają ucho, odcinając nas od świata. Z kolei popularne wśród sportowców modele z przewodnictwem kostnym (bone-conduction) opierają się na generowaniu wibracji, które przez kości policzkowe trafiają do ucha wewnętrznego, co jednak często wiąże się ze specyficznym mrowieniem skóry i zauważalną utratą niskich tonów.
Suunto Spark idą inną drogą, wykorzystując przewodnictwo powietrzne (air-conduction) w konstrukcji open-ear. W praktyce oznacza to, że precyzyjnie ukierunkowane mikrogłośniki znajdują się tuż nad małżowiną, pozostawiając kanał słuchowy całkowicie odkryty. Dźwięk jest "wstrzeliwany" bezpośrednio do ucha w postaci tradycyjnej fali akustycznej.
Takie rozwiązanie pozwala na bardziej naturalny odbiór odgłosów otoczenia – od szumu wiatru po nadjeżdżające z tyłu auta – przy jednoczesnym zachowaniu znacznie szerszej sceny muzycznej i głębszego basu niż w modelach kostnych.
Słuchawki typu open-ear z natury nie oferują izolacji akustycznej, co rodzi obawy o brzmienie. Tymczasem Suunto Spark to pod tym względem bardzo pozytywne zaskoczenie. Jakość audio jest w tej klasie sprzętu po prostu bardzo dobra, pozostawiając modele oparte na przewodnictwie kostnym z tyłu. Brzmienie jest pełne i czyste, a bas zauważalnie zarysowany. Sprzęt Suunto oferuje wsparcie dla kodeka LHDC 5.0 i technologii dźwięku przestrzennego.
Aplikacja mobilna Suunto umożliwia personalizację dźwięku za pomocą gotowych trybów (jak uwydatnienie basu czy wokalu), a także stworzenie własnego profilu. Bardzo istotnym aspektem jest również minimalny wyciek dźwięku (sound leakage) – przy umiarkowanej głośności osoby w naszym otoczeniu nie będą słyszeć tego, czego słuchamy.
Naturalnie, z uwagi na otwartą konstrukcję, słuchawki te nie posiadają systemu aktywnej redukcji szumów (ANC). Jest to oczywiste w przypadku urządzeń open-ear, które z definicji powinny przepuszczać dźwięki ruchu ulicznego dla naszego bezpieczeństwa. Warto wziąć ten aspekt pod uwagę, jeśli planujemy używać ich w głośnym otoczeniu, takim jak ruchliwe skrzyżowania, gdzie wiatr i hałas mogą zakłócać odbiór podcastów czy muzyki.
Interfejs w słuchawkach sportowych musi działać bezbłędnie. Suunto zastosowało tu dwa równoległe rozwiązania. Pierwszym są niezawodne i duże panele dotykowe. Pojedyncze, podwójne czy potrójne tąpnięcia, a także dłuższe przytrzymania, można swobodnie konfigurować w aplikacji, co pozwala na sprawną obsługę odtwarzacza czy regulację głośności bez szukania małych fizycznych guzików.
Słuchawki Suunto oferują również sterowanie za pomocą ruchów głowy. Wbudowane czujniki pozwalają na odebranie połączenia poprzez skinięcie głową lub pominięcie niechcianego utworu przez jej potrząśnięcie. To funkcja, która okazuje się nieoceniona, gdy nasze dłonie są zajęte lub zmarznięte.
Fiński producent nie zapomniał o swoim sportowym rodowodzie. Z poziomu słuchawek (i wspierającej je aplikacji) możemy skorzystać z metronomu, który dyskretnym sygnałem pomaga biegaczom utrzymać zadaną kadencję kroków. Ciekawostką jest system oceny mobilności szyi i przypomnienia o konieczności zmiany postawy, co docenią osoby spędzające długie godziny za biurkiem lub na rowerze.
Pod względem czasy pracy baterii Suunto Spark wypadają solidnie, choć nie biją rynkowych rekordów. Same słuchawki oferują do 7 godzin odtwarzania. W połączeniu z etui czas ten wydłuża się o dodatkowe 29 godzin. 10-minutowe ładowanie za pomocą kabla USB-C pozwala na ok. 2 godziny działania. Minusem jest brak wsparcia dla ładowania bezprzewodowego etui, co w tej półce cenowej powoli staje się standardem.
Pewnym problemem dla niektórych użytkowników może być silne powiązanie słuchawek z ekosystemem marki. Aby w pełni wykorzystać potencjał analityczny sprzętu – np. otrzymywać głosowe informacje o tempie, tętnie czy przebytym dystansie wprost do ucha – wymagane jest posiadanie smartwatcha Suunto (np. z serii Vertical czy Race). Bez niego Spark to wciąż świetnie grające słuchawki, ale pozbawione roli osobistego asystenta treningowego.
Suunto Spark to niezwykle dojrzały debiut w segmencie powietrznych słuchawek open-ear. Przynoszą one zauważalną poprawę jakości dźwięku względem modeli kostnych, oferując przy tym wzorową ergonomię i innowacyjne formy sterowania. To solidny wybór dla sportowców, którym zależy na bezpieczeństwie i wygodzie, a brak ANC traktują jako pożądaną cechę, a nie wadę.
Wady, o których warto pamiętać: