W piątek samolot Boeing 737 MAX 9 amerykańskich linii lotniczych Alaska Airlines musiał awaryjnie lądować w Portland w stanie Oregon po tym, jak od kadłuba odpadła zaślepka od tylnych drzwi awaryjnych. Maszyna wraz ze 177 pasażerami oraz załogą wylądowała bezpiecznie w Portland.
Po tym zdarzeniu Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) nakazała przeprowadzenie kontroli wszystkich 171 samolotów Boeing 737 MAX 9, które użytkowane są w wielu krajach świata. Tymczasem akcje Boeinga w poniedziałek zaliczyły spadek o ok. 8 proc.
Natomiast inspekcje samolotów Boeing 737 MAX 9, przeprowadzone przez linie lotnicze United Airlines, wykazały kolejne problemy - ujawniono poluzowane śruby w kilku maszynach. "Od rozpoczęcia wstępnych inspekcji w sobotę, natrafiliśmy na przypadki, które wydają się mieć związek z problemami z instalacją zatyczki do drzwi - na przykład śruby, które wymagały dodatkowego dokręcenia" - przekazało United Airlines w oświadczeniu. Zespół techniczny linii ma usunąć usterki, aby przywrócić samoloty do użytku. Linia United Airlines ma w swojej flocie 79 maszyn Boeing 737 MAX 9.
Boeing wydał liniom lotniczym instrukcje dotyczące przeprowadzania inspekcji tego modelu samolotów. Tymczasem polski Urząd Lotnictwa Cywilnego zapewnia, że wszystkie samoloty użytkowane przez polskich przewoźników są bezpieczne. Boeinga 737 - MAX 9 nie ma we flocie żadnego polskiego przewoźnika. Maszyny zarejestrowane w Polsce to samoloty typu Boeing 737 - MAX 8, które posiadają krótszy kadłub i nie mają tzw. tylnej zaślepki, która została uszkodzona.
Ekspert lotniczy przewiduje duże problemy wizerunkowe dla firmy Boeing po piątkowym incydencie. Mariusz Piotrowski z portalu Fly For Free powiedział, że przyczyną wypadku mogło być wadliwe zamontowanie zaślepki. Wskazał, że model Boeing 737 - MAX 9 jest większy od wersji MAX 8 i ma możliwość zamontowania drzwi awaryjnych w tylnej części kadłuba. Maszyna należąca do Alaska Airlines miała jedynie zaślepkę z oknem na tym miejscu. I to właśnie ta zaślepka odpadła na wysokości 4 800 metrów nad poziomem morza.
Ekspert zastrzegł, że śledztwo wyjaśni, czy była ona wadliwie zamontowana. Dodał także, że incydent nie musi wcale oznaczać wady systemowej w tego typu konstrukcji. Jego zdaniem mogło dojść do jednostkowego błędu przy produkcji konkretnego egzemplarza. Mariusz Piotrowski zwrócił uwagę, że linia Alaska Airlines odebrała samolot pod koniec października zeszłego roku, a maszyna zaczęła regularne loty w listopadzie. Podkreślił, że był to niemal nowy egzemplarz.
W ocenie eksperta, po piątkowym incydencie firma Boeing może mieć problemy finansowe, a przede wszystkim wizerunkowe. Przypomniał, że w 2018 roku doszło do dwóch tragicznych w skutkach katastrof pokrewnego modelu 737 - MAX 8, w wyniku czego wszystkie maszyny zostały uziemione. Przyczyną okazało się wadliwe oprogramowanie. "Przy okazji światło dzienne ujrzały też liczne nieprawidłowości przy certyfikacji tego modelu. Boeing poniósł z tego tytułu straty finansowe i wizerunkowe. Kolejny incydent może podważyć długo odbudowywany dobry wizerunek firmy i nowych modeli samolotów" - podsumował.
Mariusz Piotrowski dodał, że incydent w USA pokazuje, jak ważne jest przestrzeganie procedur bezpieczeństwa i zwracanie uwagi choćby na zapięte pasy. Wskazał, że gdyby pasażerowie feralnego lotu z Portland nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa, skutki awarii mogłyby być tragiczne.