Najpierw -6, potem -8, -10, -11, a nawet ponad -12 proc. Nikkei, główny indeks giełdy w Tokio, w poniedziałek po prostu runął. Ściana spadku dobrze widoczna jest na wykresie rocznym umieszczonym poniżej. Czegoś takiego nie było od 2011 roku i globalnego kryzysu finansowego. Nikkei jest najniżej od siedmiu miesięcy.
Te spadki to kontynuacja przeceny z ubiegłego tygodnia. Nikkei potężnie tracił, zanim to było modne, czyli jeszcze przed piątkową wyprzedażą na rynkach akcji. Zarówno ten, jak i inny kluczowy japoński indeks, Topix, od szczytu z pierwszej połowy lipca spadły już o około 20 proc.
Oczywiście, sentyment na rynkach miał wpływ - zwiększona niepewność, obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki i głosy, że być może Fed za długo czekał z obniżkami stóp procentowych. To nasiliło ekonomiczne ochłodzenie. Wcześniej jednak objawiły się specyficznie japońskie czynniki, i nadal odgrywają one dużą (o ile nie główną) rolę.
Za spadkami stoi mocny jen. Japońska waluta umocniła się wobec dolara, w poniedziałek do najwyższego poziomu od stycznia (poniżej roczny wykres notowania dolara wobec jena).
"Jedyną przyczyną tak dużego wzrostu japońskiego rynku w ciągu ostatnich dwóch lat był bardzo, bardzo słaby japoński jen" - wyjaśniał w CNBC Kelvin Tay z UBS. Japonia to gospodarka nastawiona mocno na eksport, a słaba waluta firmom-eksporterom pomaga osiągać większe zyski, mocny jen jest też niekorzystny dla firm handlowych. A to właśnie takie - handlowe i eksportowe - mają największy udział w głównych giełdowych indeksach. Jen umocnił się wyraźnie wobec dolara po ubiegłotygodniowej decyzji Banku Japonii, który podniósł stopy procentowe. Zrobił to już drugi raz w tym roku - pierwszy taki ruch miał miejsce w marcu i była to jednocześnie pierwsza podwyżka od 17 lat.
Zdaniem Kelvina Taya, "wejście do Japonii teraz to jak łapanie spadającego noża" (chodzi o wejście na rynki). Jego zdaniem spadki na giełdzie w Tokio będą jeszcze trwać.
Jak wylicza CNBC, przecena o 12,4 proc. oznaczała, że to najgorszy dzień dla Nikkei od "czarnego poniedziałku" z 1987 roku.
Na razie wyprzedaż się pogłębia i ciągnie za sobą inne azjatyckie giełdy. Indeksy chińskie, które wcześnie rano były jeszcze na niewielkich plusach, teraz (8:30 polskiego czasu) są już na czerwono, a KOSPI z Korei Południowej (którego notowania nawet na chwilę zawieszono) traci już grubo ponad 8 proc.