Trump ma w garści cały świat. I może zburzyć, wszystko, co znamy. Co dalej? "Zyskają Rosja i Chiny"

- Chiny wykorzystały system wolnego handlu (...). Natomiast działania, które podejmuje administracja Donalda Trumpa zamiast naprawieniem tych błędów lat 90., mogą zakończyć się rozpadem obecnego systemu - mówi w rozmowie z Next.Gazeta.pl Wiktor Babiński z Yale University.
Donald Trump
Fot. REUTERS/Carlos Barria

Donald Trump w nocy z 2 na 3 kwietnia ogłosił cła odwetowe na cały świat. W swoich wyliczeniach Biały Dom uwzględniał nie tylko cła, które narzucają na Stany Zjednoczone inne kraje, lecz także wszystkie inne ukryte opłaty, bilans handlowy, a nawet podatek VAT. Analitycy piszą, że to koniec znanego nam świata, koniec wolnego globalnego handlu, który zaczął się w 1944 roku w Bretton Woods. Jaki interes mają Stany Zjednoczone w zniszczeniu systemu, który same stworzyły?  

Zobacz wideo Stany Zjednoczone nakładają cła odwetowe, m.in. na samochody

Trump chce cofnąć globalizację. Ameryka nie wyszła na tym najlepiej? 

Krzysztof Mazur, były wiceminister rozwoju, dziś publicysta, który prowadzi na YouTube kanał Geoekonomia, aby odpowiedzieć na to pytanie sięga do analiz Petera Zeihana z książki "Disunited Nations". System z Bretton Woods nazywa łapówką. Amerykanie po II Wojnie Światowej zapłacili bowiem nowym sojusznikom za dołączenie do obozu antysowieckiego obietnicami dostępu do amerykańskiego rynku, ochroną morskich szlaków handlowych i oferując im nuklearny parasol ochronny. 

Problemy zaczęły się po 1989 roku, gdy upadło ZSRR, a USA otworzyły się szerzej na produkty z Japonii i Niemiec, a następnie z Chin. 30 lat później Amerykanie płacą za ochronę handlu morskiego, choć eksport to tylko 11 proc. ich PKB, a dużą jego część stanowi wymiana handlowa między Kanadą i Meksykiem. Z kolei dla Chin eksport to 21 proc. PKB, a 95 proc. wymiany handlowej z Unią odbywa się drogą morską. Płynący z tego wniosek jest taki, że Stany płacą za ochronę szlaków handlowych, które najbardziej służą ich rywalom, a nie im samym. 

Wiktor Babiński, doktorant na Yale University, specjalizujący się w bezpieczeństwie międzynarodowym, w rozmowie z Next.Gazeta.pl zwraca uwagę, że gdy w latach 90. do bloku wspólnego handlu zaczęto dopuszczać Chiny zrobiono to "z rażącym zaniedbaniem zasad i wymagań, które należało spełnić, żeby do tego bloku dołączyć" - To skończyło się tym, że szczególnie Chiny wykorzystały system wolnego handlu do otwarcia swoich rynków na ich produkty. Jednocześnie jednak Chiny kradły technologię i intelektualną własność innych krajów, chroniąc przy tym swój rynek. Na tym zbudowały swoją potęgę. To przy okazji skończyło się odpływem bardzo wielu miejsc pracy, szczególnie w przemyśle, z Ameryki do Chin, ale też innych krajów Azji - mówi Babiński. 

Ekspert przyznaje więc, że ten globalny system w pewien sposób nie jest korzystny dla USA. Z drugiej jednak strony - jak zauważa - Ameryka nadal na nim bardzo korzysta. Dlatego też zdaniem Babińskiego ważne jest naprawienie błędów popełnionych przy tworzeniu systemu wolnego handlu, szczególnie tych, które pozwoliły urosnąć Chinom.  

- Natomiast działania, które podejmuje administracja Donalda Trumpa, zamiast naprawieniem tych błędów lat 90., mogą zakończyć się rozpadem obecnego systemu. Rozpadem, który charakteryzowałby się tym, że poszczególne regiony świata zaczęłyby nawiązywać bliższe relacje między sobą, organizować się przeciwko takiej polityce światowej, jaką Ameryka obecnie stosuje i tworzyć swoje zasady, swoje struktury bezpieczeństwa - mówi Wiktor Babiński.  

Amerykanie na tym stracą. Ale Trump może się wykpić

Nasz rozmówca nie jest przekonany, że Ameryka zyska na działaniach Trumpa i powątpiewa, że cła przywrócą utracone w procesie globalizacji miejsca pracy w przemyśle. Wiktor Babiński uważa, że ruch Trumpa jest jednak w dużej mierze motywowany nie polityką zewnętrzną, a wewnętrzną.  - Wystarczy tylko spojrzeć jak Trump nazwał swoje posunięcie - Dzień Wyzwolenia. Co to znaczy? To znaczy, że w tej wielkiej retoryce Trumpa amerykańska klasa robotnicza była wyzyskiwana przez ostatnie 30 lat przez globalistyczne amerykańskie elity, które w imię zysków dla wielkich międzynarodowych korporacji pozwalały wykorzystywać innym krajom USA. A dzisiaj Trump poprzez ten radykalny ruch rzekomo wyzwala Amerykę - mówi ekspert.  

Cła mają na celu nie tyle podwyższenie poparcia dla Trumpa, co usatysfakcjonowanie jego najwierniejszego elektoratu, na którym przetrwał te lata w politycznym niebycie, dzięki któremu wrócił i odbił Biały Dom od Demokratów

- mówi ekspert. 

To jego najważniejszy elektorat, zawsze go lojalnie wspiera, ale żąda radykalnych rozwiązań. Czy te rozwiązana się sprawdzą i będą dla nich korzystne to inna sprawa

- dodaje Babiński. 

I tu dochodzimy do jednego z kluczowych wątków. Czy amerykańska gospodarka odzyska dawny splendor dzięki cłom? Sam Trump przygotowuje już swoich wyborców do tego, że inflacja wzrośnie, można być praktycznie pewnym, że na początku Amerykanie stracą działaniach Trumpa. 

Jednak nawet jeśli Amerykanie wyjdą na minus na cłach, Donald Trump może wciąż na tym zyskać. Jego postać na amerykańskiej scenie politycznej jest bowiem ewenementem. Wiktor Babiński zwraca uwagę, że Trump od początku swojej kariery politycznej w 2015 roku obiecywał wyborcom zniszczenie obecnego systemu, który to posądzają o swoje nieszczęścia.   

- Jak na razie Trump wygrywał, decydując się na radykalne posunięcia, które wszystkich ludzi z establishmentu politycznego przyprawiały o zawrót głowy. Zawsze był w stanie nawet nie w 100 proc. udane ruchy wytłumaczyć w taki sposób, że ostatecznie jego wyborcy nie mieli mu za złe - mówi ekspert. Dodaje, że teraz spodziewa się tego samego, bo choć jego działania spotykają się krytyką establishmentu medialnego, politycznego i intelektualnego, to udowadnia wyborcom, że w ten sposób zabiera się - zgodnie z obietnicą - do zniszczenia znienawidzonego globalnego systemu. W ten sposób Trump może budować własną narrację polityczną, bo gdyby nie zdecydował się na ten ruch, nie miałby fundamentu pozwalającego stworzyć wiarygodny przekaz.

Wolny handel to dopiero początek. Trump może wstrząsnąć też militarnym porządkiem świata

Jak już wspominaliśmy, zdaje się, że Trump rzeczywiście na dobre zniszczył znany nam dotychczas system. Powstaje więc pytanie, co dalej? Kto na tym skorzysta, a kto straci i jak będzie wyglądał ten nowy porządek?  

Wiktor Babiński zwraca uwagę, że Trump niszczy nie tylko system handlu ponieważ kwestie gospodarcze są ściśle związane z kwestiami bezpieczeństwa i z sojuszami militarnymi, szczególnie w przypadku Europy, ale też Azji. - Najgorszym rozwiązaniem dla Zachodu byłoby, gdyby pod wątpliwość poddany został amerykański parasol ochronny nad Europą i Wschodnią Azją. Wówczas tamtejsze kraje będą musiały szukać jakichś alternatywnych gwarancji bezpieczeństwa. Oprócz regionalnych sojuszy takową gwarancją może być broń jądrową. Na jej zdobycie mogłyby się zdecydować takie kraje jak Japonia, Ukraina czy nawet Polska - mówi Babiński. 

To natomiast stawia takie kraje w innej pozycji negocjacyjnej w kwestii umów handlowych. Jak tłumaczy ekspert to, USA będąc gwarantem bezpieczeństwa w Europie i Azji południowo-wschodniej mogą być w centrum wymiany handlowej z tymi regionami. Podważanie tego porządku wywraca wszystko do góry nogami. - Widzieliśmy to ostatnio, gdy pojawiły się głosy, że UE powinna kupować uzbrojenie od europejskich, a nie amerykańskich firm, co wywołało zbulwersowanie w USA - mówi Babiński. 

Zerwanie z obecnym globalnym system gospodarczym ma więc też wpływ na politykę obronną. - Jeśli więc Ameryka mówi, że musi się bardziej skupić na sobie czy też na innych regionach świata i nie może płacić za bezpieczeństwo innych regionów, to oznacza też, że nie może dyktować tam warunków gospodarczych. Te dwie rzeczy są połączone. Nie byłoby systemu z Bretton Woods, a potem neoliberalnego systemu handlu, który się narodził w latach 80., gdyby nie gotowość do militarnej interwencji - mówi Babiński. 

A jeśli ta gotowość do militarnej interwencji zniknie, co nie jest jeszcze do końca pewne, to może sprawić, że zobaczymy prawdziwą fragmentację światowej gospodarki. Ameryka może na tym tylko stracić w dłuższym okresie, zyskają pewnie Rosja i Chiny, chociaż to też nie jest do końca pewne, bo te drugie jednak w tych ostatnich 30 latach wychodziły bardzo dobrze na wykorzystywaniu tego systemu 

- twierdzi ekspert. 

A co z Europą i Polską? - W krótszym okresie, jeśli ta wojna handlowa będzie postępować, to wszyscy stracą. Natomiast ze wszystkich regionów na świecie Unia jest w dosyć silnej pozycji, bo skoro Ameryka za Trumpa przyjmuje model rozmawiania z partnerami jeden na jeden i mierzy ich siły przed ustaleniem nowych zasad, to Unia Europejska jest w całkiem niezłej pozycji - mówi Wiktor Babiński, którego opinia jest zbieżna ze słowami szefowej KE Ursuli von der Leyen. 

- Wiem, że wielu z Was czuje się zawiedzionych postawą naszego najstarszego sojusznika. Europa ma jednak wszystko, czego potrzebuje, aby przetrwać tę burzę. Jesteśmy w tym razem. Będziemy bronić się nawzajem. Nasza jedność jest naszą siłą. Europa ma największy jednolity rynek na świecie - 450 milionów konsumentów - to nasza bezpieczna przystań w burzliwych czasach - podkreślała szefowa KE w czwartek nad ranem, po ogłoszeniu ceł przez Donalda Trumpa.

Więcej o: