Firma Gumile wystartowała w 2010 roku i działała na terenie Warszawy. Oferta? Usługi wulkanizacyjne i mycie auta zamawiane przez telefon i wykonywane pod domem klienta. Nowatorską usługę opisywaliśmy w "Gazecie Wyborczej". Na starcie właściciele firmy zainwestowali w nowy biznes ponad 120 tys. zł.
W tym roku klienci Gumili mieli problemy z zamówieniem wymiany, a nawet z... odzyskaniem opon, które zostawili w firmie na przechowanie. "Nie mogę się dodzwonić pod żaden z podanych numerów telefonów. Wszystkie są powyłączane. Napisałam maila - cisza. Pojechałam do siedziby firmy przy ul. Prymasa Tysiąclecia. Nikogo tam nie ma" - alarmowała nas czytelniczka. Opony w końcu udało się jej odzyskać. "Tylko dlaczego nikt nie zamieścił informacji na stronie - jak to zrobić? Podobno mają problem z informatykami, ale niedługo ma się pojawić na ten temat informacja i działające numery telefonów" - pisze nasza czytelniczka.
Gumile ma jednak większe problemy.
- Firma znajdzie się w stanie likwidacji - przyznał Wiesław Knapik w rozmowie z serwisem Wyborcza.biz. Zapewnił jednak, że wszyscy klienci, którzy zostawili w Gumilach swoje zimowe opony, mogą je odzyskać. Telefony wprawdzie już nie działają, ale pracownicy firmy odpowiadają na maile i sukcesywnie będą oddawać sprzęt klientom. Według naszych informacji kontakt drogą mailową jest jednak bardzo utrudniony, a odpowiedzi nie przychodzą niejednokrotnie ponad tydzień.
Początkowo firma aktywnie reklamowała się w internecie. Promocyjne ceny oferowała na największych stronach z zakupami grupowymi. Czemu biznes nie wyszedł? - Koszty stałe przekroczyły oczekiwania. Największym problemem okazała się sezonowość usług - tłumaczy Knapik.
Jeszcze w maju 2011 roku firma Gumile ogłaszała rozszerzenie działalności. Oprócz usług wulkanizacyjnych i mobilnej myjni parowej zaoferowała również kompleksowe pranie tapicerki i rozszerzyła działalność z samochodów osobowych także na busy i małe ciężarówki. - Okazało się, że trochę przeinwestowaliśmy - przyznał krótko Knapik.