Idą święta, a to oznacza wydatki. Skąd na ostatnią chwilę wziąć pieniądze? Coraz popularniejszym, a przynajmniej coraz częściej reklamowanym źródłem szybkiej gotówki są firmy pożyczkowe, które obiecują pieniądze nawet w kilkanaście minut.
Przed pochopnym zaciąganiem tzw. chwilówek ostrzega jednak Federacja Konsumentów (FK). Federacja prześwietliła wzory umów sześciu firm pożyczkowych. Których? - Nie podajemy ich nazw. Gdybyśmy to zrobili, nie chronilibyśmy klientów pozostałych pożyczkodawców - tłumaczy Olesia Frączak, wiceprezes FK. Kluczem wyboru akurat tych firm była częstotliwość reklamowania się w mediach lub częste skargi na firmy - wyjaśnia Federacja.
- Dużo ludzi pyta nas o to, czy podpisanie umowy z firmami pożyczkowymi jest bezpieczne. Pojawia się też coraz więcej reklam tych produktów. To, że produkt jest reklamowany, nie musi oznaczać, że jest bezpieczny. Dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej ofercie firm pożyczkowych - mówi Piotr Czepulonis, prawnik Federacji.
Z jej doświadczeń wynika, że "chwilówkami" zainteresowane są głównie osoby, które nie mogą dostać kredytu w banku ze względu na ograniczoną zdolność kredytową. Pobieżne badanie tej zdolności przez firmy pożyczkowe połączone z faktem, że pożyczki są drogie, może znacząco pogorszyć sytuację finansową konsumentów - ostrzega Federacja.
Co nie spodobało się jej w prześwietlanych umowach? Przede wszystkim koszty. Badane firmy nie zarabiały na odsetkach, których wysokość jest limitowana (dzisiaj to 16 proc. w skali roku), ale głównie na prowizjach, które wynosiły od 10 do 40 proc. pożyczanej kwoty. Pożyczając 2000 zł, trzeba oddać 2800 zł. "Dla porównania, gdyby od pożyczonej kwoty 2000 zł w ciągu miesiąca odsetki nominalne wynosiły 800 zł, oznaczałoby to, że nominalna stopa oprocentowania tej pożyczki jest na poziomie około 480 proc." - wyliczyli prawnicy Federacji.
Ich zdaniem rezygnacja z odsetek na rzecz różnego rodzaju opłat to po prostu obejście tzw. ustawy lichwiarskiej, która mówi, że odsetki nie mogą przekroczyć czterokrotności stopy lombardowej NBP, czyli dzisiaj 16 proc. rocznie.
Jedna z prześwietlanych firm znalazła jeszcze inny sposób na obejście limitu. Pobierała odsetki w wysokości 5 proc. w skali roku, a więc niewiele. Problem w tym, że warunkiem udzielania pożyczki było ustanowienie zabezpieczenia, którego koszt sięgał blisko 25 proc. pożyczonej kwoty.
Biorąc "chwilówkę", konsumenci muszą się też liczyć z opłatą za przedłużenie terminu spłaty. W analizowanych przez Federację ofertach te prowizje sięgały od kilkunastu do kilkudziesięciu procent kwoty pożyczki lub wynosiły tyle, ile prowizja za udzielenie pożyczki.
Federacja Konsumentów zwraca też uwagę na opłaty windykacyjne. Jej zdaniem wysokość kosztów jest często nieadekwatna do rzeczywiście poniesionych. I podaje przykład: za pisemne wezwanie na standardowym wniosku klient może zapłacić nawet 55 zł, a za pośrednictwem SMS nawet 15 zł. Jedna z firm brała z kolei 35 zł za wezwanie telefoniczne.
Prawnicy Federacji zauważyli też, że powszechną praktyką jest uzależnienie wysokości opłat windykacyjnych od okresu, jaki minął od terminu spłaty pożyczki. Im później, tym opłaty za dokładnie te same czynności windykacyjne są wyższe.
Jedna z prześwietlanych firm - oprócz odsetek za zwłokę (16 proc. rocznie) - żądała płacenia przez 60 dni 0,5 proc. pożyczonej kwoty dziennie, co dawało blisko 183 proc. rocznie.
Oprócz analizy przykładowych umów Federacja Konsumentów sprawdziła, kim są klienci firm pożyczkowych i czy potrafią poruszać się na rynku finansowym. Na przełomie listopada i grudnia przeprowadziła ankietę wśród 1200 osób, które odwiedziły jej oddziały w całej Polsce.
Kilka odpowiedzi zaniepokoiło Federację. Na pytanie o to, ile umów o produkt finansowy ankietowani zawarli w ostatnich trzech latach, blisko 75 proc. odpowiedziało, że od jednej do trzech, ale 14 proc. podpisało więcej niż trzy umowy. W opinii Federacji prawdopodobnie ta grupa zaciąga zobowiązania na spłatę innych długów.
W innym miejscu ankieterzy zapytali, co to jest "chwilówka". Blisko 60 proc. odpowiedziało poprawnie, a więc że jest to pożyczka udzielana na okres do 30 dni i spłacana jednorazowo. Niepokojące jest natomiast to, że 44 proc. ankietowanych "chwilówką" nazywa pożyczkę "bez sprawdzania zdolności kredytowej".
Na co zwracają państwo uwagę przy wyborze produktu kredytowego? Blisko połowa wskazała niskie oprocentowanie. - Taka odpowiedź musi martwić, bo w przypadku pożyczek udzielanych na rynku pozabankowym ten parametr często nie odgrywa żadnej roli - mówią prawnicy FK.
Ankietowanych zapytano też, czy przed zawarciem umowy dostali do ręki jej ogólne warunki. Co piąty powiedział, że nie, a co trzeci, że nie pamięta. - To znaczy, że co trzeci pożyczkobiorca kupuje kota w worku - mówi Olesia Frączek.
Ponad połowa ankietowanych przyznała, że treść umów była niezrozumiała.
Na co bierzemy pożyczki? Aż 37 proc. na zaspokojenie podstawowych potrzeb, spłatę zaległych rat (22 proc.), opłacenie rachunków (18 proc.), leczenie (20 proc.). Blisko 16 proc. ankietowanych wskazało prezenty na święta i tyle samo osób wyjazdy i wypoczynek.
Do pozytywów Federacja Konsumentów zaliczyła m.in. odpowiedź na pytanie, ile czasu należy poświęcić na zapoznanie się z treścią umowy czy ogólnymi warunkami pożyczki. Aż 35 proc. wolałoby zabrać umowę do domu i spokojnie się z nią zapoznać. A jak jest w rzeczywistości? - Mamy dużo sygnałów, że na konsumentów wywierana jest presja, by umowę podpisali szybko - mówi wiceszefowa Federacji Konsumentów.
Pocieszające jest też to, że co trzeci ankietowany zanim wybrał miejsce, w którym brał pożyczkę, konsultował decyzję ze znajomymi. Reszta o ofercie pożyczki dowiedziała się z reklam w telewizji (32 proc.), internecie (27 proc.), ogłoszenia w gazecie (17 proc.) lub z ogłoszenia na przystanku (15 proc.).
Firmom pożyczkowym nie spodobał się raport Federacji Konsumentów. - Kontrowersje budzą niektóre opinie i tezy zawarte w raporcie i wnioski z badania ankietowego konsumentów - mówi "Wyborczej" Jarosław Ryba, prezes Związku Firm Pożyczkowych, w skład którego wchodzą m.in. takie firmy jak Vivus, oferujące szybkie pożyczki przez internet.
ZFP uważa, że wyniki badania wzorów umów nie są w pełni wiarygodne ze względu na niereprezentatywną próbę. Autorzy przebadali wzorce jedynie sześciu firm. Poza tym wybrane zostały te, na które najczęściej skarżą się konsumenci. - Na rynku działa kilkaset przedsiębiorstw pożyczkowych, z tego ponad 60 w skali całego kraju, więc obraz tworzony na podstawie sześciu wzorców jest wyrywkowy, a przez to nieprawdziwy - mówi Jarosław Ryba.
Z kolei badanie ankietowe wśród konsumentów - zdaniem pożyczkodawców - zawiera błąd metodologiczny na poziomie doboru próby. - Ankietowani byli konsumenci samodzielnie zgłaszający się do placówek Federacji Konsumentów, co tworzy nadreprezentację osób doświadczających problemów w kontaktach z firmami pożyczkowymi w stosunku do ogółu klientów. Natomiast w stosunku do ogółu populacji występuje nadreprezentacja kobiet, seniorów i osób o niskich dochodach - mówi prezes ZFP.
I zauważa, że spośród 1200 przebadanych w ankiecie osób tylko 6,66 proc. korzystało w ciągu ostatnich 3 lat z krótkoterminowej pożyczki, której dotyczy badanie. - Oznacza to, że wnioski na temat rynku wysuwa się na podstawie odpowiedzi 80 osób - mówi Ryba.
Związek zarzuca też Federacji, że w raporcie nie wskazuje się z nazwy przebadanych firm. Nie opublikowano również konkretnych zastrzeżeń na przykładach. - Większość uwag ma charakter ogólny i nieprecyzyjny, a forma wniosków to subiektywne oceny i wartościowania. W raporcie brakuje danych liczbowych bądź faktów uzasadniających przedstawiane tezy - wylicza.
Jego zdaniem zastrzeżenia dotyczące umów powinny dotyczyć całego sektora finansowego, a stosowanie ich wyłącznie wobec firm pożyczkowych nosi znamiona szykany. - Zwłaszcza że umowy firm pożyczkowych w praktyce są z reguły krótsze, łatwiej zrozumiałe i pozbawione licznych załączników w przeciwieństwie do analogicznych umów bankowych - broni firm pożyczkowych Jarosław Ryba.