Wzrost na kredyt, szykuje się powtórka z kryzysu

Wiele wskazuje na to, że George Soros po raz kolejny podpadł chińskim władzom. Tym razem, nie bawiąc się w przesadną dyplomację, skomentował dane dotyczące wzrostu akcji kredytowej w Chinach. Te liczby, jego zdaniem, powinny być potraktowane jako ostrzeżenie. Co dokładnie wzbudziło niepokój słynnego inwestora giełdowego?

W marcu w Chinach udzielono nowych kredytów o wartości 2,34 bln juanów, gdy analitycy spodziewali się, że będzie to tylko 1,4 bln juanów. Rynek odebrał to jako sygnał, że dla chińskiego rządu utrzymanie wzrostu gospodarczego jest ważniejsze niż trzymanie w ryzach narastającego zadłużenia. George Soros doszukał się tu analogii do sytuacji w USA w kryzysowych latach 2007-2008. Jego zdaniem, wtedy również udzielane przez banki kredyty służyły utrzymaniu na powierzchni przedsiębiorstw przynoszących straty. I nie skończyło się to dobrze.

To nie pierwszy raz, gdy George Soros krytycznie ocenia perspektywy chińskiej gospodarki – mówił na początku tego roku podczas forum ekonomicznego w Davos. Zasugerował też inwestorom obstawienie scenariusza osłabiania się azjatyckich walut. Wtedy spotkało się to ze zmasowaną reakcją tamtejszych, kontrolowanych przez władze mediów. Został wtedy oskarżony o „wywołanie wojny z juanem”, „podważanie wiarygodności Chin” i „próbę wywołania paniki”.

Do paniki na rynkach na razie nie doszło i nie wiadomo czy dojdzie, faktem jest jednak, że chińska gospodarka ewidentnie zwalnia. Opublikowane kilka dni temu wyniki za pierwszy kwartał nie mogą zachwycać. Wzrost gospodarczy liczony kwartał do kwartału wyniósł zaledwie 1,1 proc., co jest najsłabszym wskaźnikiem od roku 2011 i wynikiem wyraźnie gorszym od oczekiwań rynku, który spodziewał się wzrostu o 1,5 proc. Natomiast w ujęciu rok do roku chińska gospodarka urosła o 6,7 proc., co z kolei jest najsłabszym wynikiem od początku 2009 r.