Zimbabwe od dawna cierpi na niedobór waluty. Rząd wpadł jednak na pomysł jak to zmienić - emituje własne dolary

Kraj bez własnego pieniądza, posługujący się aż dziewięcioma obcymi walutami - oto Zimbabwe! Co jednak, gdy ich zabraknie? Można je wyemitować, i to samemu.

Prawie jak dolary, ale jednak nie do końca – o czym mowa? Oczywiście o bonach towarowych PeKaO, czyli polskich odpowiednikach dolarów z czasów PRL. Choć były bezwartościowe poza granicami naszego kraju, to w dobrze zaopatrzonych sklepach Pewex dało się nimi płacić na tych samych zasadach, co prawdziwą amerykańską walutą. Czarnorynkowa wartość bonów była więc tylko minimalnie niższa niż wartość dolarów.

Znacznie gorszy los spotkał monety zastępujące dolary, które bank centralny Zimbabwe wprowadził w latach 2014-2015. Miały stać się odpowiednikiem monet o nominałach 1, 5, 10, 25 i 50 centów amerykańskich, których w tym południowoafrykańskim kraju bardzo brakowało. Niestety, nikt nie chce ich akceptować. W mediach opisywany był nawet przypadek, gdy miejscowy żebrak odmówił przyjęcia takich monet od dziennikarza agencji Reutera – uznał je za bezwartościowe.

Aby zrozumieć, dlaczego afrykańskie państwo próbuje wprowadzać zamienniki dolarów zamiast swoich własnych pieniędzy i dlaczego takim problemem jest brak dolarowych monet, trzeba cofnąć się o kilkanaście lat. Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku inflacja, choć już wtedy bardzo wysoka, utrzymywała się na względnie rozsądnym poziomie kilkudziesięciu procent rocznie. Lata 2001-2005 to już wzrost cen na poziomie kilkuset procent rocznie, a więc tego rzędu, co w Polsce w czasie transformacji 1989-1990. Polsce udało się nad inflacją zapanować, tam brak sensownej polityki gospodarczej doprowadził do hiperinflacji. W połowie roku 2008 wskaźnik inflacji wzrósł do absurdalnych... 230 milionów procent, po czym zaprzestano jego wyliczania. Wkrótce potem państwo de facto zrezygnowało ze stosowania własnej waluty. Zamiast nich używa się dziś aż dziewięciu innych, obcych. Najbardziej popularne i najchętniej przyjmowane przez sprzedawców są amerykańskie dolary, w przygranicznych rejonach stosowane są waluty sąsiednich krajów – RPA (rand) i Botswany (pula), a także euro. W obiegu są też brytyjskie funty, australijskie dolary, japońskie jeny, chińskie juany i indyjskie rupie. Już sama wielowalutowość rodzi poważne problemy, a dodatkowo sytuację komplikuje niewystarczająca liczba obcych banknotów i monet w obiegu. Stąd pomysł, by niedobory uzupełnić własną emisją. Monety funkcjonują od ponad roku, natomiast w ciągu najbliższych trzech miesięcy w obiegu mają się pojawić lokalne odpowiedniki banknotów dolarowych o nominałach od 2 do 20 USD.

W innych krajach emisja własnej waluty jest oznaką niezależności i powodem do dumy. W Zimbabwe – budzi ogólny niepokój wszystkich, którzy pamiętają hiperinflację sprzed kilku lat. Dlatego na łamach miejscowego dziennika The Herald szef centralnego banku Zimbabwe, John Mangudya, musiał uspokajać współobywateli, że emisja „lokalnych dolarów” nie oznacza prób odtworzenia krajowej waluty. Fundamenty gospodarki nie są jeszcze wystarczająco zdrowe. Emisja ma jedynie powstrzymać wywóz dewiz z kraju – tłumaczył Mangudya.

Aby zatrzymać dolary w kraju, władze Zimbabwe podejmują też inne kroki. Niedawno zaostrzono zasady ich wywozu: przez granice można przewieźć już tylko 1 tys. USD, a nie, jak dotychczas, 5 tys. USD. Za naruszenie tego przepisu grozi więzienie. Władze naciskają też na sprzedawców, by instalowali w swoich punktach terminale do płatności bezgotówkowych – ich brak powoduje zwiększony popyt na deficytowy towar, jakim są banknoty i monety.

Monety made in Zimbabwe, które miały zastąpić dolary, można już kupić na Allegro i w innych serwisach aukcyjnych. Nawet jeśli dla mieszkańców kraju są bezwartościowe, to z pewnością zainteresują kolekcjonerów. Ciekawe, kiedy pojawią się tam pierwsze papierowe afrykańskie dolary?