Federico Ghizzoni, który rządził Grupą UniCredit od roku 2010, wkrótce odejdzie ze stanowiska – rada dyrektorów już szuka jego następcy. Ktokolwiek obejmie stery w UniCredit, w pierwszej kolejności będzie się musiał zmierzyć z problemem niewystarczającej kapitalizacji banku. Ghizzoni w czasie swoich rządów wielokrotnie sprzeciwiał się sprzedaży zagranicznych aktywów grupy. W rezultacie UniCredit jest dziś jednym z najsłabiej dokapitalizowanych banków w Europie.
Jak mówi się nieoficjalnie, jednym z rozważanych scenariuszy jest emisja praw poboru, drugim – wyprzedaż części aktywów. Właściciela może zmienić należący do UniCredit internetowy broker Fineco, mówi się też o „przeglądzie posiadanych aktywów” w Turcji i Polsce. A na tych rynkach UniCredit jest właścicielem Yapi Kredi, czwartego największego banku w Turcji, oraz numeru dwa w Polsce, czyli właśnie Banku Pekao.
Trzeba jednak pamiętać, że od „przeglądu aktywów” do faktycznej sprzedaży droga jest jeszcze bardzo daleka. Na przykład od lat powtarzane są informacje o możliwej czy wręcz nieuniknionej, sprzedaży przez portugalskie BCP kontrolnego pakietu akcji Banku Millennium. Tymczasem, mimo poważnych problemów finansowych, BCP pozbył się tylko części akcji polskiego banku, ale zachował pakiet kontrolny i zadeklarował, ze pozostanie długoterminowym akcjonariuszem większościowym.
To specjalnie nie dziwi, bo sektor bankowy w Polsce ma się bardzo dobrze i rokrocznie generuje dla zagranicznych inwestorów godziwe zyski. Decyzję o ewentualnej sprzedaży Banku Pekao, który zapewnia swojej centrali stałe dochody z dywidendy, UniCredit podejmie więc tylko w ostateczności.
Na polskim rynku bankowym, wyjątkowo rozdrobnionym jak na europejskie standardy, jeśli ktoś zmienia właściciela, to raczej gracze z drugiej lub trzeciej ligi. Ostatnim naprawdę dużym przejęciem było odkupienie przez Grupę Santander akcji BZ WBK od irlandzkiego AIB w 2010 r.