Ta branża zapewnia nam ponad 10 proc. eksportu i rośnie jak na drożdżach. Brexit to może przerwać

Polska jest jednym z najważniejszych w Europie producentów części i akcesoriów do samochodów. Brexit może zatrzymać trwający właśnie boom w naszym przemyśle motoryzacyjnym.

Zacznijmy od tego, czego boją się Niemcy. Wielka Brytania jest trzecim pod względem wielkości odbiorcą niemieckich towarów. Wartość eksportu RFN na Wyspy sięga kwoty niemal 90 mld euro. I co gorsza dla nas, większość tej kwoty przypada na produkty przemysłu motoryzacyjnego - głównie samochody. Niemcy martwią się, że Brexit może ograniczyć ich eksport do Anglii i dlatego BDI - Federacja Niemieckiego Przemysłu - naciska bardzo na polityków, by w nadchodzących negacjach z Wielką Brytanią dotyczącą jej wyjścia z Unii Europejskiej uwzględnić ważne interesy niemieckiego przemysłu, w tym motoryzacyjnego.

Polska jest natomiast jednym z najważniejszych dostawców części i akcesoriów do samochodów w Europie. Z 30 największych globalnych producentów części i akcesoriów, 2/3 ma swoje fabryki nad Wisłą. W branży motoryzacyjnej w Polsce pracuje kilkaset tysięcy osób. Eksport całego naszego przemysłu motoryzacyjnego w ubiegłym roku przekroczył po raz pierwszy w historii 20 mld euro - dokładnie wyniósł 20,52 mld euro. Piękny to wynik, wiedząc o tym, że wartość naszego eksportu sięgnęła w ubiegłym niemal 179 mld euro.

Problem w tym, że niemal 1/3 eksportu polskiego przemysłu motoryzacyjnego trafia bezpośrednio za Odrę. Jeżeli spadnie eksport Niemiec do Wielkiej Brytanii, to natychmiast odczują to producenci części i akcesoriów do aut nad Wisłą.

Czytaj też: Jedną z konsekwencji Brexitu są już zdecydowane działania Banku Anglii. Być może rozpocznie masowy druk funtów

Części głównie do niemieckich samochodów

Czy tak się stanie, tego oczywiście nie wiemy. Ale niemiecki biznes się boi. Zwłaszcza w świetle ostatnich wypowiedzi polityków.

Wśród brytyjskich konserwatystów wydaje się, że zaczyna przeważać linia twardych rozmów z Brukselą - żadnych ustępstw odnośnie emigrantów pochodzących z Unii. Na to odpowiada np. Merkel, która mówi, że dostęp do jednego europejskiego rynku oznacza również zgodę na przemieszczanie się obywateli EU po całym kontynencie. Pojawiają się już głosy, że Brytyjczycy wynegocjują warunki zbliżone do Szwajcarii, a nie Norwegii, co oznacza, że jednak pełnego dostępu do rynku nie dostaną. A to oznacza, że eksport ze Zjednoczonego Królestwa do Unii i odwrotnie zmaleje. I jeżeli tak się stanie, ucierpimy również my, w tym również przez mniejszą sprzedaż naszego sektora motoryzacyjnego.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"