Polski gigant chce sprzedać cenną kopalnię. A konkurencja zaciera ręce, myśląc o wielkich zyskach

BHP Billiton, największy koncern wydobywczy świata, jest przekonany, że wkrótce zasypie go deszcz dolarów. Wzrośnie popyt na miedź i inne kolorowe metale. W tym czasie jego konkurent, polski KGHM, rozważa sprzedaż nowej kopalni miedzi w Chile.

Zarząd angielsko-australijskiego koncernu BHP Billiton nie ma wątpliwości. Jest przekonany, że popyt na miedź, której sprzedaż zapewnia mu nieco ponad jedną czwartą przychodów, wzrośnie wkrótce skokowo. - Będzie napędzany przez coraz większą sprzedaż elektrycznych samochodów i rozwój technologii związanych z energetyką odnawialną - mówiła we wtorek w Szanghaju, na konferencji dotyczącej finansowania nowych inwestycji energetycznych zorganizowanej przez Bloomberga, Fiona Wild, wiceprezes BHP ds. zrównoważonego rozwoju i zmiany klimatu.

Liczby tutaj nie kłamią. Do wyprodukowania samochodu osobowego z silnikiem spalinowym potrzeba około 20 kg miedzi. W hybrydzie tej miedzi jest już około 40 kg, a w samochodzie wyłącznie z napędem elektrycznym aż 80 kg.

Miliony elektrycznych samochodów

W pierwszej pięciolatce tej dekady na świecie sprzedano milion samochodów z napędem elektrycznym. Ten rynek się jednak już obudził i zaczyna przyspieszać. W tym roku na ulice wyjechać ma 460 tys. elektrycznych aut, a do 2020 roku wsiądzie do nich aż 2,2 mln kierowców.

To już duże liczby, ale ciągle nie największe. Po 2020 roku będzie jeszcze lepiej. Wg prognoz BHP Billiton do roku 2035 po drogach będzie już jeździć 140 mln elektrycznych samochodów, czyli około 8 proc. wszystkich wtedy aut na świecie.

To spowoduje, że popyt na miedź wzrośnie o ponad jedną trzecią. Nie trzeba być wybitnym analitykiem rynkowym, by przypuszczać, że wpłynie to też na cenę cennego metalu. Dzisiaj za tonę miedzi trzeba zapłacić niecałe 5 tys. dol. Stosunkowo szybko może jednak podrożeć pod 10 tys. dol. za tonę, zwłaszcza, że tego rodzaju ceny widzieliśmy już na przełomie 2010 i 2011 roku.

Czytaj więcej: Świetne wieści z Niemiec. Dużego spowolnienia w gospodarce nie będzie.

A rząd i KGHM się waha.

Zarząd BHP Billiton zaciera więc ręce z radości, wyobrażając sobie przyszłe i niezbyt już odległe nowe zyski związane z wydobyciem miedzi. W tym samym czasie jego całkiem spory już polski konkurent KGHM (kontrolowana przez skarb państwa spółka ma czwarte miejsce pod względem możliwości wydobywczych miedzi na świecie i jest największym globalnym producentem srebra) zastanawia się, czy nie sprzedać udziałów w nowej kopalni Sierra Gorde w Chile.

Polska spółka ma w tym chilijskim projekcie, uważanym za jeden z największych projektów górniczych na świecie ostatnich lat, 55 proc. udziałów. Pochłonął on już 11 mld zł, doprowadził do wykazania rekordowej straty przez KGHM w ubiegłym roku i dalej poważnie ciąży na wynikach koncernu – w pierwszym półroczu tego roku KGHM zarobił na czysto niecałe 300 mln zł, jedną czwartą tego, co rok wcześniej.

KGHM i nowy rząd rozważa więc wycofanie się z chilijskiej inwestycji - myśli o sprzedaży udziałów w kopalni, co oznacza akceptację wielkich strat i pozbycie się ewentualnych niemałych zysków w przyszłości.

Czytaj więcej: Państwowy właściciel spółek giełdowych nie troszczy się o oszczędności Kowalskiego. 

O krok od dużych zysków

Z raportu rocznego KGHM wynika, że w polskich kopalniach koszt wydobycia miedzi wynosił w ubiegłym roku około 3240 dolarów za tonę, a w kopalni Sierra Gorda aż 5688 dolarów. To w zasadzie tłumaczy wszystko. KGHM do wydobycia w Chile musi teraz dokładać.

Jednak to nie będzie trwać wiecznie. Wkrótce cena miedzi może wzrosnąć - w tym roku zresztą już po pięciu latach spadków zaczęła się stabilizować. I wtedy projekt stanie się rentowny, a może i nawet wysoce rentowny, ponieważ zapewne uda się zwiększyć wydobycie w nowej kopalni i obniżyć koszty wydobycia, które w fazie rozruchu są zwykle wyższe.

Jaką decyzję podejmie jednak rząd i nowi państwowi menedżerowie KGHM - zapewne w tak dużej firmie wysokiej klasy specjaliści starannie wybrani przez wicepremiera Morawieckiego lub jego współpracowników - tego nie wiemy. Dalsze losy największej w historii zagranicznej inwestycji polskiej firmy nie są jeszcze rozstrzygnięte.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce" 

Zobacz także WIDEO: Prezesem KGHM jest były skarbnik "mikroskopijnej gminy wiejskiej Ruja pod Legnicą". Wielowieyska: Daleko nie zajedziemy