Podatek od nieróbstwa miało płacić pół miliona "darmozjadów". Minął rok i władze Białorusi mają problem

Kiedy prezydent Alaksandr Łukaszenka podpisał dekret wprowadzający podatek od bezrobocia, liczył, że będzie go płacić pół miliona osób. Tymczasem wykryto dziesięć razy mniej "pasożytów".

"Podatek od pasożytnictwa" dotyczy osób w wieku produkcyjnym, które przepracują mniej niż 183 dni w roku. Jest jednorazowy i wynosi 4,2 mln rubli białoruskich, czyli około 840 złotych - mniej więcej połowę średniej miesięcznej pensji. Przy wprowadzaniu podatku władze kraju tłumaczyły, że chodzi o mobilizację bezrobotnych, którzy nie próbują szukać pracy oraz o walkę z szarą strefą. Podatek miałby też być swego rodzaju zadośćuczynieniem za to, że bezrobotni nie pracując "nie uczestniczą w finansowaniu wydatków publicznych". Po raz pierwszy Białorusini musieli go zapłacić w tym roku, termin minął 15 listopada.

Jak podaje PAP, nowy podatek jest krytykowany przez białoruskie media. To dlatego, że wezwania do zapłaty dostało około 50 tysięcy osób. Tymczasem wcześniej władze zapowiadały, że objąć ma on aż pół miliona "pasożytów" - pisze PAP powołując się na portal "Biełorusskije Nowosti". Według tego portalu liczba osób bez pracy wręcz wzrosła - na początku 2015 w gospodarce pracowało 4,5 mln osób, w połowie tego roku już mniej niż 4,4 mln. Z podatku zwolnieni są zarejestrowani bezrobotni i początkowo bezrobocie wzrosło, w październiku jednak znów wyraźnie spadło. Być może dlatego, że jak pisze PAP ekonomiści podkreślają, że zasiłek dla bezrobotnych jest na Białorusi bardzo niski, a rejestracja w skomplikowana.

Według oficjalnych danych bezrobocie na Białorusi praktycznie nie istnieje - ma wynosić około 1 proc., jak szacują krytycy władz, w rzeczywistości jest jednak przynajmniej kilkukrotnie wyższe. Według raportu Banku Światowego, gospodarka Białorusi - mocno powiązana z rosyjską - zmaga się z recesją, pierwszą od dwóch dekad. W ubiegłym roku realny PKB spadł o 3,9 proc., w tym spadek ma być na poziomie 3 proc., gospodarka kurczyć będzie się też jeszcze w 2017 roku. To powoduje także problemy na rynku pracy. Państwowe firmy nie zwalniają, ale spada wynagrodzenie i poziom życia ludności. Władze starają się jednak zapobiegać biedzie, zwiększają wydatki na pomoc socjalną.

Więcej na temat Białorusi: Mamy robić interesy z Białorusią. Łatwo nie będzie, bo to kraj inny niż wszystkie inne