Brexit, Trump, podwyżki stóp i inne przypadki. Na giełdzie miało być strasznie, a rośnie

Najważniejszy indeks warszawskiej giełdy WIG20, pokonał w poniedziałek poziom 2000 punktów, a indeksy w USA są najwyżej w historii. Mocno rosną też akcje europejskie, a szczególnie rynek w Londynie. A wszystko, o dziwo, w obliczu wielkiej niepewności związanej z Brexitem i prezydentem Trumpem. Niepewności, która jest ponoć dla rynków finansowych jedną z najgorszych rzeczy.

Ubiegły rok był (albo raczej powinien być) dla większości inwestujących na giełdach akcji bardzo udany. Od Moskwy przez Warszawę, Frankfurt, Paryż, Londyn, aż po Nowy Jork wzrosty wartości indeksów giełdowych osiągnęły wartości nawet dwucyfrowe. Klasą samą dla siebie była Rosja, gdzie RTS zyskał ponad 50 proc. i Węgry - wzrost BUX o ponad 30 proc.

Nasz WIG20 poszedł w górę jedynie o niecałe 5 proc. (WIG o 11 proc.) i tylko dlatego, że rynek uratował mocny grudzień - podobnie też było w przypadku rynków we Francji i w Niemczech.

Ale zostawmy statystyki. Rynki mocno urosły, a po nowym roku dołożyły jeszcze kolejnych kilka procent. Ciekawe jest natomiast, że inwestorom nie przeszkadzali (a wręcz była to okazja do tanich zakupów), ani Brytyjczycy, którzy zdecydowali, że Unię Europejską chcą opuścić, ani Amerykanie, głosujący za Donaldem Trumpem. Dlaczego? Prostych odpowiedzi tutaj nie ma, ale obydwie rzeczy, to zapowiedzi wydarzeń mających dopiero nastąpić. A politycy i polityka jaka jest, każdy widzi - duuuużo słów, a potem jeśli przychodzi do konkretnych decyzji, bywa baaardzo różnie. 

I ten fakt został w ubiegłym roku bezpardonowo wykorzystany przez bystrych graczy kupujących akcje. No, ale jeśli zarządza się miliardami dolarów, trzeba zachować zimną krew i przede wszystkim być możliwie najczęściej dwa kroki przed wszystkimi.

Uwaga na optymizm

Efekt całego (pozytywnego dla giełd) zamieszania jest taki, że indeksy amerykańskie i kilka europejskich (w tym londyński FTSE100 i węgierski BUX) są na swoich historycznych maksimach, a optymizm inwestorów rośnie coraz bardziej.

Serwis Qnews np. podaje, że jego "Barometr nastrojów na GPW" jest już w „strefie euforii".

Pojawiają się też głosy, że ceny akcji na giełdach, a zwłaszcza tej głównej w Nowym Jorku, są już zbyt wysokie. Pokazuje to chociażby wskaźnik C/Z (cena do zysku na akcję), który dla parkietu w USA jest szacowany obecnie na ok. 26 (im wartość niższa, tym spółki są tańsze i odwrotnie), co jest wielkością zbliżoną do tej z lat 1999/2000, czyli gorączki internetowej. Za normalność przyjmuje się poziom 10-15. Dla jeszcze lepszego porównania, w Warszawie wynosi on prawie 15 dla WIG oraz 18 dla WIG20.

Tak samo sprawa wygląda, jeśli zerkniemy na wskaźnik stosowany przez profesjonalistów przy wycenie spółek w procesach fuzji i przejęć, czyli EV/EBITDA - stosunek wartości/kapitalizacji przedsiębiorstwa do zysku operacyjnego (czyli wyniku na podstawowej działalności firmy przed zapłaceniem odsetek i podatków) przed amortyzacją. Jak podaje Financial Times jego wartość dla rynku amerykańskiego również jest obecnie taka jak na szczycie internetowej hossy.

Hossa to czy nie hossa?

Jak więc widać ostrożność na giełdach jest obecnie wyjątkowo wskazana, ale żeby określenie "hossa", którego zaczęło się coraz częściej ostatnio używać, nabrało pełnej wartości potrzebni są drobni inwestorzy. A tych póki co na rynku jest bardzo mało. Udział inwestorów indywidualnych w handlu akcjami na warszawskiej giełdzie od 3 lat jest na poziomie jedynie 12-13 proc., co jest najniższym wynikiem od 2008 roku (podobnie jest też w USA). Za to udział inwestorów zagranicznych, czyli tych którzy najczęściej u nas dysponują najgrubszymi portfelami, wzrósł aż do 54 proc.

Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkoweAnkieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe GPW

Zaangażowanie "grubych ryb" w rynki akcji potwierdzają też wzrosty indeksów za w Nowym Jorku, gdzie najmocniej rosnącym z trzech głównych amerykańskich indeksów jest Dow Jones Industrial Average. Indeks większych i najbardziej płynnych akcji amerykańskich firm.

Pomijając wydarzenia i dane makroekonomiczne, dużą słabością obecnych wzrostów są jednak bardzo niskie obroty. W oczekiwaniu więc na większe zaangażowanie inwestorów z chudszymi portfelami, możliwe są mocne rynkowe wstrząsy. Zwłaszcza, że pierwsze rynkowe "sprawdzam" w postaci zaprzysiężenia Donalda Trumpa na prezydenta USA już w przyszłym tygodniu.