Zabierać bogatym i dawać biednym? "Podatkowy Janosik" to zły lek na nierówności dochodowe

Piotr Skwirowski
Światowe media gospodarcze zawojowała w zeszłym tygodniu informacja, że ośmiu najbogatszych ludzi na świecie ma taki sam majątek jak biedniejsza połowa ludności świata. - Zabrać im! - rozległo się powszechne, globalne wołanie.

Zabrać, ale jak? 75-proc. podatek dla bogaczy mieli Francuzi. Przez chwilę. I zaraz go zlikwidowali. Żadnych wielkich pieniędzy z tego nie było. Bogaci, po cichu lub w blasku fleszy, przed podatkiem uciekli. Podobne eksperymenty w innych krajach skończyły się podobnie. Większość z nas pewnie nawet nie wie, że 70 proc. stawkę podatku mamy w Polsce. Nawet Ministerstwo Finansów nie wie, ile konkretnie pieniędzy da ona budżetowi. Wiadomo, że bardzo bardzo mało.

Nie tylko bogaci kombinują

Bogaci przed wysokimi podatkami uciekają. I będą uciekać. Nie tylko do rajów podatkowych, ale po prostu tam gdzie będą mogli zapłacić mniej. To naturalny odruch. Ulegają mu zresztą nie tylko bogaci. Po prostu wszyscy. Jeśli, można zapłacić mniej, nie chcemy płacić więcej. Chętniej kupujemy tam gdzie jest taniej, wybieramy tańsze taksówki, szukamy tańszych przelotów... Komu z nas nie zdarzyło się zapłacić za usługę "bez faktury", czyli bez VAT. Albo w inny sposób uszczknąć pieniędzy należnych fiskusowi. Choćby wykorzystując służbowy/firmowy samochód w celach prywatnych. A lewe zwolnienia lekarskie? Przejazdy na gapę? Abonament telewizyjny? Można wyliczać bez końca. To wszystko są pieniądze. Nie tylko bogaci kombinują.

Można próbować znaleźć na to lekarstwo. Tylko nie tam, gdzie większość go odruchowo szuka. Nie chodzi o to by zabrać bogatym to co mają. Bo tego i tak dla wszystkich nie starczy. Poza tym to jednorazowe. Jeśli raz zabierzemy, to za drugim razem już nie będą mieli. Nie będzie im co zabierać. A przecież tym co mają dzielą się z innymi. Jednak płacą podatki. Co więcej ich firmy dają pracę tysiącom, a może milionom ludzi na cały świecie. Sprzedaż wytwarzanych przez nich produktów przynosi zyski nie tylko właścicielom firm, ale podatkami zasila budżety krajów na całym świecie. To system naczyń połączonych. Syci nie tylko właściciela, ale olbrzymią rzeszę ludzi i firm. Tak to działa czy komuś się to podoba czy nie. I tak będzie działać.

Sposobu na nierówności trzeba więc szukać nie w skubaniu nielicznych bogatych, ale takim działaniu, które sprawi, że tych bogatych będzie więcej. Celem jest równanie w górę, nie w dół. Nie chodzi o to byśmy wszyscy mieli tyle samo, ale mało, lecz by wszystkim, a przynajmniej znaczącej większości, się poprawiało.

Trzeba więc ciąć podatki, ułatwiać zakładanie firm, sprzyjać tym, którym się chce, którzy się nie boją ryzyka... To truizmy. Co więcej, dziś niemodne. Dziś wróciły nastroje roszczeniowe, rewolucyjne. Chcemy, żeby nam dawano. Krzyczymy, że nam się należy.

Ryba zamiast wędki

Polski rząd wyczuł te nastroje. I uległ im. Zamiast dać obywatelom wędki i powiedzieć "bogaćcie się", dał im ryby. - Macie po 500 zł na dziecko, bądźcie syci - powiedział. To zły sygnał i zły wybór metody. Kosztuje bardzo dużo. Nie niweluje nierówności. Raczej je podsyca. Bo dajemy i tym, którzy potrzebują i tym, którzy radzą sobie bez tego. Co więcej dla wielu stanowi to sygnał: nie musisz wiele robić, państwo wam da. A co, jak państwu zabraknie?

Trzeba dawać wędki. Niech ludzie sami sobie łowią. Trzeba dać im możliwości. Zamiast podwyżki podatków, ich znaczącą obniżkę. Pamiętacie jak przed laty osoby rozpoczynające działalność dostały zniżkę składek na ubezpieczenia społeczne, na pierwsze dwa lata? Do dziś dla wielu jest to zachęta do podejmowania ryzyka prowadzenia własnego biznesu. A gwałtowna obniżka stawek podatków dla przedsiębiorczości? Kiedyś było 40 proc. Dziś jest 19 proc. (czasem mniej). To bardzo pomogło naszym firmom. Pobudziło rozwój przedsiębiorczości. Prawie jak ustawa Wilczka z początków transformacji. Wielkie cięcie podatków od firm przyciągnęło też do kraju wiele inwestycji. Tak trzeba robić. Takich rozwiązań trzeba szukać. To jest sposób na niwelowanie nierówności.

Że budżet państwa nie udźwignie obniżek podatków? Udźwignie. Trzeba tylko ograniczać wydatki. Czesi mogą mieć budżet bez deficytu? Niemcy mają go od lat. Da się. My niestety, zamiast tego, rozdajemy pieniądze podatników. Na wielką skalę. Straszliwie zwiększamy wydatki, pompujemy deficyt budżetu i dług publiczny. Kto to spłaci i kiedy? Jesteśmy społeczeństwem, które szybko się starzeje. Na naszych emerytów będzie pracowało coraz mniej młodych. Zamiast im pomagać i opóźniać moment przejścia na emeryturę, rząd funduje im jego przyspieszenie. Wszystko to sprawi, że pracującym trzeba będzie podwyższać podatki i składki. Gdzie tu troska o niwelowanie nierówności? Wszystko to, to życie na koszt przyszłych pokoleń. I spychanie ich w dół na drabinie dochodowej. Drogę w górę będą mieli dłuższą i trudniejszą. Niestety.

Więcej o: