Co z elektrownią atomową w Polsce? "Budżet nie może tego finansować"

Minister energii Krzysztof Tchórzewski w rozmowie z RMF FM przyznał, że projekt budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce został zawieszony. Na późniejszej konferencji prasowej doprecyzował, że chodzi o szukanie nowego modelu finansowania projektu, a prace przygotowawcze są kontynuowane. Decyzji o inwestycji jednak na razie nie ma.

Po jednej stronie kwestia spełnienia wymogów klimatycznych, po drugiej ogromne koszty. Decyzja, którą będzie musiał podjąć minister Tchórzewski nie będzie łatwa – co on sam przyznaje. Pewne jest jedno: Polska musi mieć więcej bloków energetycznych, bo energii może nam zabraknąć. Już teraz miewamy problemy w momentach szczytowego zapotrzebowania latem i zimą – chodzi więc o nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Jedna atomowa albo trzy węglowe?

Do 2030 roku w Polsce trzeba zbudować bloki o mocy około 10 gigawatów. - I biorąc pod uwagę koszty tych inwestycji - liczone w dziesiątkach miliardów złotych - trzeba rozważyć: czy pobudować 2-3 bloki tradycyjne, czy jeden jądrowy. Z punktu widzenia efektywności ekonomicznej jednoznacznie wygrywają bloki tradycyjne. Z punktu widzenia wymogów klimatycznych wyraźnie sytuację w kraju by nam poprawiła elektrownia jądrowa.powiedział w środę dziennikarzowi RMF FM minister Krzysztof Tchórzewski. - Tu ja muszę podjąć decyzję. Tu nie ma ideologii – dodał.

Budżet nie da rady, pieniądze mają znaleźć spółki

Koszt budowy elektrowni jądrowej w Polsce szacowany jest na 40-60 miliardów złotych. Na razie na ten projekt wydaliśmy około 200 milionów złotych. Jak powiedział RMF FM minister Tchórzewski, model finansowania, w którym do inwestycji dorzuca się do niego też budżet państwa, jest nie do przyjęcia. - Budżet nie może tego finansować. To jest działalność gospodarcza, typowo biznesowa. I musi to być inwestycja biznesowa. – mówił Tchórzewski. Co oznacza, że pieniądze na elektrownię musi wyłożyć inwestor – którym w tym przypadku jest PGE i inne państwowe spółki. Za program odpowiedzialna jest spółka celowa PGE EJ1, w której po 10 proc. udziałów mają też Enea, KGHM i Tauron.

Na konferencji prasowej w czwartek Tchórzewski doprecyzował, że "prace przygotowawcze do budowy elektrowni jądrowej w Polsce zostały rozpoczęte przed trzema laty i są kontynuowane. Decyzji o budowie nie ma na tym etapie, bo przygotowany wcześniej projekt mechanizmu różnicowego oznaczałby, że elektrownia byłaby zbyt kosztowna".

Dodał, że projekt, który zakładał finansowanie inwestycji poprzez mechanizm różnicowy, z poręczeniem Skarbu Państwa, nie znalazł akceptacji. "Z tego tytułu projekt został zawieszony, ale próbujemy innych konstrukcji finansowych" - powiedział minister.

Opóźniony harmonogram

Dokładnie trzy lata temu, pod koniec stycznia 2014 roku, ówczesny rząd przyjął Program Polskiej Energetyki Jądrowej. Zgodnie z nim, w 2019 roku miałaby się zacząć budowa pierwszego bloku elektrowni jądrowej, a jego uruchomienie przewidziano do końca 2024 roku. Według tego harmonogramu, do końca 2016 roku mieliśmy poznać lokalizację elektrowni, miał też zostać podpisany kontrakt na dostarczenie technologii dla pierwszej siłowni. Jeśli chodzi o lokalizację, to cały czas jej nie znamy – PGE ma prawdopodobnie wybrać między dwiema miejscowościami w województwie pomorskim – chodzi o Choczewo i Żarnowiec (na pierwotnej liście potencjalnych miejsc do budowy elektrowni były jeszcze Gąski w województwie zachodniopomorskim). Kontraktu na technologię też nie ma, nie ma nawet przetargu, choć dwa tygodnie temu wiceminister Andrzej Piotrowski powiedział, że „niewykluczone”, że zostanie on ogłoszony w jeszcze w tym roku.

Rząd pracuje nad aktualizacją całego Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Wyniki tych prac mamy poznać w pierwszym kwartale tego roku. Z wypowiedzi ministrów wynika, że do zmiany jest przynajmniej model finansowania. Tymczasem pomysł budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej ma rekordowe poparcie społeczne. Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie ministerstwa energii, za inwestycją jest 61 proc. badanych, w tym 21 proc. popiera ją zdecydowanie, a aż 48 proc. nie miałoby nic przeciwko budowie elektrowni blisko swojego miejsca zamieszkania.