Tydzień temu wartość rynkowa producenta najbardziej znanych samochodów elektrycznych na świecie wzrosła powyżej wyceny rynkowej Forda. Z początkiem tego tygodnia Tesla wyprzedziła pod względem kapitalizacji GM i stała się tym samym najwyżej wycenianym przez inwestorów giełdowym amerykańskim koncernem motoryzacyjnym.
Tak wysoka wartość spółki Elona Muska na giełdzie musi zaskakiwać. Tesla w ubiegłym roku dostarczyła klientom niecałe 80 tys. samochodów. GM sprzedał ich ponad 10 mln.
GM ponadto szacuje się, że zarobi w tym roku ponad 9 mld dol., Ford około 6,3 mld dol. Tesla natomiast poniesie stratę, którą prognozuje się na ponad 950 mln dol.
Czytaj więcej: Energa zaczęła pożyczać elektryczne samochody. Na razie tylko w Gdańsku.
Firma Muska, zdaniem Alexandra Pottera, analityka z Piper Jaffray Cos., niesie – jak powiedział to dziennikarzom agencji Bloomberg - między innymi takie wartości jak optymizm, wolność i sprzeciw wobec utartych schematów. Innym producentom samochodów trudniej się z nim tak dalece utożsamiać jak Tesli.
Czyżby Alexander Potter i inni inwestorzy zwariowali, kupując nadal bardzo już drogie akcje producenta elektrycznych samochodów? Niekoniecznie. Po pierwsze, inwestorzy zakładają, że samochody elektryczne zdobędą świat. To technologia, która w końcu pogrzebie pojazdy spalinowe.
Po drugie, wierzą w to, że ekscentrycznemu szefowi Tesli uda się proces transformacji firmy z niszowego producenta samochodów w masowego. Stać się to ma już za chwilę, jak ruszy tylko seryjna produkcja Modelu 3 – pierwszego w historii rodzącego się koncernu samochodu, którego cena będzie bardziej przystępna. Kosztować ma około 35 tys. dol.
Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.