Łagodniejszy Brexit dla Polaków z Londynu. Brytyjczycy miękną, bo ich firmy potrzebują imigrantów

Rafał Hirsch
Brytyjska prasa donosi, że Theresa May mięknie w kluczowej dla Polaków na Wyspach sprawie. Rząd w Londynie ma zgodzić się na swobodę ruchu obywateli państw Unii Europejskiej także przez kilka lat po Brexicie.

Kilka lat dłużej

Zachowanie swobody ruchu dla obywateli państw UE oznacza, że imigranci pracujący dziś w Wielkiej Brytanii zachowają kluczowy przywilej, a dodatkowo w tym czasie na Wyspy Brytyjskie będą mogli napływać kolejni, nowi imigranci, tak jakby Wielka Brytania nadal była w Unii. 

Brytyjska prasa nie jest zgodna co do tego, jak długo taka sytuacja będzie się utrzymywać. The Times napisał, że prawdopodobnie chodzi o okres do dwóch lat po oficjalnym Brexicie. Z kolei The Guardian pisze, że może chodzić o okres trzyletni, a może nawet czteroletni.

Wielka Brytania ma ostatecznie wyjść z Unii Europejskiej w dwa lata po rozpoczęciu negocjacji na ten temat, czyli 29 marca 2019 roku. Jeśli przecieki w brytyjskich gazetach okażą się prawdą, to Polacy będą mogli swobodnie jeździć na Wyspy i podejmować tam pracę być może nawet do 2023 roku. Oczywiście pod warunkiem, że Polska w tym czasie nadal będzie członkiem Unii Europejskiej. 

Nacisk brytyjskich firm

Rząd Theresy May ma się zgodzić na takie rozwiązania nie ze względu na nacisk unijny, ale głównie z powodu żądań brytyjskich przedsiębiorców. Ich przedstawicielem w rządzie jest brytyjski odpowiednik ministra finansów – Philip Hammond. Od miesięcy twierdzi on, że Wielka Brytania powinna utrzymać swobodę ruchu dla imigranów przez co najmniej 2 lata po Brexicie, aby nie narażać brytyjskich firm na nagły szok. 

W czwartek z przedstawicielami brytyjskiego biznesu spotkała się Theresa May i zapewniła, że popiera pomysł „okresu przejściowego” po Brexicie. Przedsiębiorcy podkreślali, że to dla nich kluczowa sprawa w całej skomplikowanej materii wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. 

Protesty zwolenników twardego Brexitu

Sprawa jest jednak kontrowersyjna, bo tym rozwiązaniom sprzeciwiają się zwolennicy twardszego Brexitu, którzy także mają duże wpływy w rządzie. Ich zdaniem okres przejściowy z zachowaniem swobody ruchu dla imigrantów z UE oznacza, że Wielka Brytania będzie w sytuacji, w której nadal będzie musiała przestrzegać unijnych przepisów i tak naprawdę w praktyce do żadnego Brexitu nie dojdzie. Przedstawiciele opozycyjnej partii UKIP twierdzą, że pełny Brexit musi nastąpić 29 marca 2019, albo nie nastąpi nigdy, ponieważ okresy przejściowe można podtrzymywać w nieskończoność. 

Ograniczenie napływu imigracji zarobkowej na Wyspy Brytyjskie było głównym postulatem zwolenników Brexitu w kampanii przed referendum z czerwca 2016. Odejście od tego postulatu może oznaczać kłopoty polityczne dla rządu Theresy May. Z drugiej strony ograniczenie roli imigrantów na brytyjskim rynku pracy może tam wywołać spowolnienie gospodarcze, a to także będzie oznaczać polityczne kłopoty dla rządu.