Rząd likwiduje próg zarobkowy, od którego przestaje się płacić składki ZUS. Aż 5 mld zł do budżetu

Piotr Skwirowski
Resort pracy ma projekt likwidacji ograniczenia, które wyłącza pobór składek ZUS od części wysokich pensji. Finanse państwa mają na tym zyskać już w przyszłym roku ponad 5 mld zł. Ale w przyszłości zapewne oznacza to dla nich wyższe wydatki.

Dziś składki na ZUS płacimy od wynagrodzeń do poziomu trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy. Tak ustalona kwota daje w 2017 r. sumę 127890 zł. To limit roczny, brutto. To co zarobimy do tej kwoty jest obłożone składkami na ZUS. To co powyżej już nie.

Rząd od dłuższego czasu przymierza się do likwidacji tego ograniczenia, a w zasadzie ulgi. Bo to łakomy kąsek dla kasy państwa. Z projektu ustawy przygotowanego przez resort pracy, do którego dotarł Dziennik Gazeta Prawna, wynika, że likwidacja tzw. progu odcięcia objęłaby 350 tys. najlepiej zarabiających podatników. I tylko w 2018 r. dałaby kasie państwa dodatkowo aż 5,24 mld zł. I to po uwzględnieniu związanych z tą zmianą spadków wpływów z podatków dochodowych oraz składek na ubezpieczenie zdrowotne. Zwiększą się za to wpływy składkowe do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Więcej pieniędzy trafi też do Funduszu Rezerwy Demograficznej oraz kwoty składek odprowadzanych do otwartych funduszy emerytalnych.

Bogaci mają płacić więcej, ale...

Taki ruch dobrze wypada propagandowo: bogaci mają płacić więcej. To, co do tej pory powstrzymywało rząd przed jego wprowadzeniem, to konieczność wypłaty w przyszłości osobom z wysokimi pensjami, a więc też wysokimi składkami na ZUS, wysokich emerytur. Skoro w ramach składek emerytalnej i rentowej odłożą więcej, to trzeba im będzie potem wypłacić więcej. To oznaczałoby gwałtowny wzrost nierówności emerytalnych.

- Żeby na przykład prezesom dużych firm nie płacić za dużych emerytur, wprowadzono tzw. próg odcięcia: składki płaci się od dochodów do poziomu 30-krotności średniej płacy. Od tego, co w ciągu roku zarobi się powyżej tej kwoty, już nie płacimy składek emerytalnych. To był pomysł z lat 90-tych, żeby nie było ogromnych nierówności w systemie emerytalnym – tłumaczyła w niedawnym wywiadzie dla naszego serwisu Next.gazeta.pl Joanna Tyrowicz, była doradczyni ekonomiczna NBP, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, współzałożycielka ośrodka badawczego GRAPE.

Jej zdaniem próg odcięcia składek na ZUS obejmuje dziś mniej więcej 2 proc. podatników. Tylu spośród nas zarabia ponad 30-krotność średniej krajowej.

Teraz będą musieli oddawać więcej swoich pieniędzy ZUS-owi. Czy w zamian w przyszłości dostaną wyższe emerytury?

Na razie projekt resortu pracy trafił do konsultacji społecznych. Potem musi go przyjąć rząd. Następnie trafi do Sejmu. Ma wejść w życie z początkiem 2018 r.

Emilian Kamiński: Żeby nie być frustratem, zacząłem sam organizować sobie życie [NEXT TIME]