Nacisk ze strony firm podziałał. Morawiecki i Rafalska chcą wyższych składek dla najbogatszych dopiero od 2019

Rafał Hirsch
Wicepremier Mateusz Morawiecki powiedział w środę, że przychyla się do tego, aby ustawa podnosząca składki na ZUS miała zdecydowanie dłuższe vacatio legis. To samo powiedziała minister pracy Elżbieta Rafalska. Wygląda na to, że kontrowersyjnych zmian w przepisach na razie może nie być.

Kto jest przeciw?

Ustawę o podniesieniu składek dla najbogatszych Sejm uchwalił w ostatni piątek. Ale można ją zmienić w Senacie. Zaproponował to właśnie wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki mówiąc, że przychyla się do tego, aby „ustawa, którą zaproponowała pani minister Rafalska” miała „zdecydowanie dłuższe vacatio legis”.

Puls Biznesu napisał, że wicepremier zdecydował się na takie oświadczenie po tym, jak zalała go fala protestów ze strony przedsiębiorców. Z kolei Bloomberg napisał w środę, że nowe przepisy nie podobają się inwestorom zagranicznym i mogą zniweczyć plany polskiego rządu dotyczące przyciągania do Polski banków, które po brexicie szukają nowych siedzib w Unii Europejskiej. Podniesienie składek może też powodować, że duże firmy mogą zrezygnować z inwestycji, które planowały w Polsce.

Przedsiębiorcy protestują, ponieważ zmiana w prawie spowodowałaby zwiększenie kosztów w firmach. Część składek emerytalnych na ZUS za pracowników płaci bowiem także pracodawca. PiS forsując pomysł tłumaczył, że zmiana dotknie tylko 350 tysięcy najbogatszych Polaków, ale zapomniał, że dotyczyć będzie też tysięcy firm, w których ci Polacy są zatrudnieni.

ZOBACZ TEŻ: Pracodawcy ostrzegają: Zniesienie limitu składek na ZUS uderzy we wszystkich zatrudnionych, specjaliści wyjadą

Sam ZUS też nie chce zmiany prawa już od stycznia 2018. Postuluje wydłużenie vacatio legis o rok, aby przygotować niezbędne zmiany w systemach informatycznych.

Natomiast minister pracy Elżbieta Rafalska powiedziała, że „wolelibyśmy, gdyby vacatio legis w przypadku ustawy o zniesieniu górnego limitu składek na ZUS było dłuższe”.

Na czym polega zmiana?

Zmiana w prawie miała zwiększyć dochody ZUS o ponad 5 mld złotych rocznie. Dzięki temu ZUS łatwiej poradziłby sobie ze zwiększonymi wydatkami na emerytury, dla osób, które skorzystały z przesunięcia wieku emerytalnego i odeszły z pracy szybciej. Takich osób według danych ZUS jest już ponad 300 tysięcy. Zmiana wieku emerytalnego poważnie zwiększy wydatki ZUS w 2018 roku i w kolejnych latach. 

Do tej pory było tak, że każdy zatrudniony płacił obowiązkowe składki emerytalne do ZUS, ale składki te miały roczny limit. Jeśli ktoś zarabiał na tyle dużo, że przekraczał ten limit w ciągu roku, to od momentu tego przekroczenia składek już nie płacił.

Dlatego osoby zarabiające dużo (ponad 10,6 tysięcy złotych brutto miesięcznie) pod koniec roku dostawały na rękę (netto) więcej pieniędzy niż na początku roku - bo na początku płaciły składkę na ZUS, ale pod koniec roku po przekroczeniu limitu już jej nie płaciły. Przy tym samym wynagrodzeniu brutto pensja netto mogła dzięki temu być wyższa.

Ustawa uchwalona przez Sejm usunęła ten limit. W praktyce oznacza to, że zarabiający najwięcej mają w ciągu roku płacić więcej na ZUS i mieć w skali roku mniejsze wynagrodzenia netto.

Zdaniem ekonomistów taka zmiana wiąże się też z ryzykiem dla ZUS w przyszłości, bowiem tym najlepiej zarabiającym i płacącym największe składki będzie on musiał kiedyś wypłacać wyższe emerytury.

Ale głównym powodem sprzeciwu firm jest zaskoczenie. Projekt przeszedł przez Sejm w błyskawicznym tempie, a przepisy, które w wielu firmach wywracają budżety i plany finansowe do góry nogami mają wejść w życie już za miesiąc. Stąd pomysł, aby odsunąć je w czasie o rok. Dzięki temu firmy będą miały czas, aby się do nich porządnie przygotować. 

Ustawa jest teraz w Senacie, który na najbliższe posiedzenie zbierze się 5 grudnia.

ZOBACZ TEŻ: Na emeryturę odchodzi znacznie więcej osób niż rząd się spodziewał. W budżecie może być problem