Morawiecki nie ochłonął po nominacji, a frankowicze już do niego piszą. "Pan był Prezesem tego banku"

"Jest Pan zaznajomiony z opinią tylko jednej ze stron tej tragicznej sytuacji, (.) mamy nadzieję, iż znajdzie Pan także odwagę i elementarną odpowiedzialność, by wsłuchać się w głos setek tysięcy Polaków znających ją z własnego, trudnego doświadczenia" - pisze do premiera in spe Mateusza Morawieckiego wiceprezes stowarzyszenia "Stop Bankowemu Bezprawiu".

Ledwie Komitet Polityczny PiS zarekomendował w czwartkowy wieczór osobę wicepremiera i ministra finansów i rozwoju Mateusza Morawieckiego na stanowisko premiera, a już w piątek Barbara Husiew, wiceprezes stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu”, opublikowała list otwarty do niego. Przyczynkiem była rozprawa, która w piątek miała się odbyć w warszawskim sądzie rejonowym. To „rozprawa w obronie mojej rodziny, Rodziny, która została pozbawiona ojca wskutek nielegalne wykonywanej umowy przez Bank Zachodni WBK. Umowy, która została zawarta w czasie, kiedy Pan był Prezesem tego banku” - pisała kobieta w liście.

Dalej Husiew apeluje do Morawieckiego o spotkanie z frankowiczami i rozwiązanie problemu kredytów frankowych. „Ta afera ma skutki gorsze niż afera reprywatyzacyjna i Amber Gold liczone razem” - pisze frankowiczka, dodając, iż banki dalej licytują majątki na podstawie niekonstytucyjnych przepisów o Bankowym Tytule Egzekucyjnym.

Mam nadzieję, iż zatrzymanie kolejnych miliardów wysysanych z polskiej gospodarki wbrew prawu, przez zagranicznych akcjonariuszy banków będzie dla Pana priorytetem w najbliższych miesiącach

- pisze również wiceprezes stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu”.

Husiew wytyka też Morawieckiemu, że nie wspiera frankowiczów pomimo deklaracji sprzed ponad roku, gdy mówił m.in., że klauzule umowne zakwestionowane przez sądy powinny natychmiast przestać być stosowane przez wszystkie banki. „Mało tego - uważam, że w takich przypadkach powinien nastąpić też zwrot środków” – mówił Morawiecki.

Morawiecki wypomniał też kwestię kredytów frankowych sektorowi bankowemu całkiem niedawno - we wrześniu. Stwierdził wówczas, że w Związku Banków Polskich „istniały grzechy” związane z tymi kredytami.

Ale Morawiecki od objęcia miejsca w rządzie Beaty Szydło zawsze w kwestii franków stał w drugim rzędzie, rzadko się o nich wypowiadał. Dystansował się od środowiska bankowego, zdarzały mu się pojedyncze szpile - ale krzywdy z jego rąk sektor nie doznał. Ministerstwo Finansów, kierowane przez Morawieckiego, negatywnie zaopiniowało choćby ustawę „frankową” złożoną przez posłów z Kukiz’15, wymazującą franki z umów kredytowych, czy tę autorstwa Platformy Obywatelskiej, zakładającą umorzenie przez banki połowy „nawisu walutowego” (wzrostu zadłużenia wskutek rosnącego kursu franka do złotego). Resort finansów jeszcze kilka miesięcy temu wspierał ustawę zakładającą zwrot frankowiczom części spreadów, ale po tym projekcie w sejmowej komisji słuch zaginął.

Po tym, jak Kancelaria Prezydenta Andrzeja Dudy w sierpniu br. zaproponowała inne rozwiązania (m.in. fundusz wspierający frankowiczów nieradzących sobie z ratami), Morawiecki w rozmowie z PAP stwierdził, że to „bardzo potrzebny” projekt. Ale co ciekawe, nie mówił już wtedy o niedozwolonych klauzulach w umowach podsuwanych przez banki, ale odwoływał się wyłącznie do kryterium majątkowego. „Powinniśmy zdecydowanie wspierać rodziny, które mają raty kredytowe przewyższające ich możliwości finansowe i ich dochody. Ci kredytobiorcy frankowi, którzy są bardziej majętni i inwestowali na własne ryzyko, nie powinni otrzymywać pomocy” - mówił. Co ciekawe, choć pakiet rozwiązań zaproponowanych w ostatniej wersji ustawy frankowej autorstwa Dudy był już przez banki oczekiwany nawet do wprowadzenia w tym roku, to teraz utknął w Sejmie.

***

Ekspres do kawy Siemens EQ.6 Plus