Irańczycy protestują przeciwko bezrobociu, korupcji i podwyżkom cen podstawowych produktów. Podczas demonstracji niektórzy uczestnicy skandowali hasła przeciwko prezydentowi Hasanowi Rowhaniemu, nawet takie, jak „śmierć dla dyktatora”.
Jedną z głównych obietnic wyborczych Rowhaniego, wybranego na drugą kadencję w maju 2017 roku, było ożywienie gospodarcze. Chociaż udało mu się ograniczyć inflację do poniżej 10 proc., to stopa bezrobocia wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie i wzrosła do ponad 12 proc.
Kolejne elementy planu Rowhaniego były kolejnymi kroplami do czary goryczy. Plan zakładał m.in. przekazanie 8 mln dol. Gwardii Rewolucyjnej, znaczne ograniczenie działającego od 2010 r. programu rządowego wsparcia dla najuboższych oraz wsparcie finansowe instytucji religijnych.
Rynek opanowany przez podejrzane firmy
Wielu Irańczyków utraciło jednak nadzieję dopiero po tym, jak zaczęły upadać liczne firmy inwestycyjne powiązane z tymi instytucjami.
Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Iranie działa lub działało ok. 7 tys. źle zarządzanych spółek finansowych, które – według rządowych danych – do zeszłego roku łącznie kontrolowały nawet 25 proc. krajowej zasobów pieniężnych.
Wiele osób szukało w tych firmach ratunku przed inflacją, ponieważ obiecywały one bardzo wysokie zwroty z inwestycji, nawet powyżej 20 proc. W sierpniu Rowhani wymusił na banku centralnym większą kontrolę nad tymi firmami i ograniczył odsetki do 15 proc. – podaje Wall Street Journal. W efekcie duża część spółek upadła, nie radząc sobie z brakiem nowych klientów i z wypłatami funduszy, które zostały zainwestowane w ryzykowne przedsięwzięcia.
Zdaniem irańskich analityków firmy były skazane na upadek już od dawna, jako że nie były zarządzane przez ekspertów finansowych, a raczej a przed osoby związane z duchowieństwem lub z Gwardią Rewolucyjną. Inwestorzy, którzy niejednokrotnie zlecali zarządzanie oszczędnościami swojego życia, w wielu przypadkach nie mogli odzyskać nawet nominalnej wartości swojego wkładu, nie wspominając o odsetkach.
Spółki inwestycyjne wywodzą się z rządowych instytucji, tzw. „taavoni” tworzonych po rewolucji islamskiej, a sprywatyzowanych za rządów prezydenta Ahmadineżada. Zdaniem MFW nie są zbyt wystarczająco nadzorowane, a niektóre angażują w inwestycje, do których nie mają uprawnień.
Źródło: The Wall Street Journal