Ukraina ma duży problem, bank centralny ostrzega. A wszystko przez wzrost wakatów w Polsce

Piotr Skwirowski
- Migracja zarobkowa jest jednym z rodzących się problemów dzisiejszej Ukrainy - ocenia zastępca szefa banku centralnego Ukrainy Dmytro Salogub, cytowany przez agencję Bloomberga. Tymczasem polskie firmy chcą zatrudniać kolejnych Ukraińców

Zdaniem banku centralnego Ukrainy, kraj ten pomógł zlikwidować niedobór siły roboczej w Polsce, Czechach czy na Słowacji. Ale zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy ciągle rośnie.

Agencje pośrednictwa pracy w tym kraju są dziś w stanie zaspokoić tylko jedną piątą zapotrzebowania klientów na pracowników w takich dziedzinach, jak budownictwo, rolnictwo i pielęgniarstwo. - Najpierw szukali tylko pracowników z dużym doświadczeniem i dyplomami. Teraz zabierają wszystkich – opowiadają.

Nawet 12 proc. Ukraińców na saksach

Oficjalne dane ukraińskie pokazują, że 7 proc. siły roboczej tego kraju opuściło go od 2015 r. Ale liczba ta jest prawdopodobnie znacznie wyższa, bo Ukraińcy korzystają teraz z ruchu bezwizowego w UE.

Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji już nawet dwanaście procent Ukraińców znalazło zatrudnienie w innych krajach Europy, albo planuje wyjazd w najbliższym czasie. Niepokoi również perspektywa długoterminowa: ONZ zauważa, że populacja Ukrainy spadnie z 44,2 mln do 36,4 mln w 2050 r.

Tak duża migracja za pracą "może to stanowić w nadchodzących latach poważne zagrożenie zarówno dla wzrostu gospodarczego, jak i stabilności cen" - przewiduje Dmytro Salogub.

Płace działają jak magnes

Ukraińców skłaniają do wyjazdów wojna, spadek wartości hrywny, rosnące ceny i powszechna korupcja.

Za granicą mogą też zarobić znacznie więcej niż na miejscu. Na Ukrainie mogą zarobić średnio 7,100 hrywien (265 dol.) miesięcznie, tymczasem średnia pensja w Polsce to 3500 zł (1046 dol.) w Polsce. Według ukraińskich danych w Polsce jest 1,5 mln zarejestrowanych Ukraińców, a kolejne pół miliona nieudokumentowanych.

Ukraińskie firmy cierpią na brak pracowników

Doszło do tego, że ukraińskie firmy mają problemy ze znalezieniem pracowników.

- Mamy wiele wolnych miejsc pracy i nie wiemy, w jaki sposób je wypełnimy – mówi Dmytro Salogub. - Młodzi ludzie wolą wybrać się do Polski lub krajów nadbałtyckich – rozkłada ręce zastępca szefa banku centralnego Ukrainy. I dodaje, że tak wielka migracja za pracą "może to stanowić w nadchodzących latach poważne zagrożenie zarówno dla wzrostu gospodarczego, jak i stabilności cen".

Polskie firmy chciałyby więcej Ukraińców

Tymczasem z najświeższego raportu firmy Work Service wynika, że już 50,5 proc. polskich firm miało problem ze znalezieniem pracowników. Najgorzej jest z pracownikami niższego i średniego szczebla. 6 proc. firm twierdzi, że ma problem z pozyskaniem pracowników wyższego szczebla. Nieco więcej sygnalizuje, że ma kłopoty z obsadzeniem stanowisk na wszystkich szczeblach.

- Na przestrzeni ostatniego roku o niemal 18 pkt. proc. wzrósł odsetek przedsiębiorców, którzy mają trudności rekrutacyjne – ocenia Work Service.

Podwyżki wynagrodzeń, imigracja i... lawinowy wzrost wakatów

Z raportu tej firmy wynika, że, chcąc radzić sobie z tą niespotykaną w ostatnich dekadach sytuacją, pracodawcy stawiają w pierwszej kolejności na podwyżki dla pracowników, a także proponują nadgodziny. Jednocześnie więcej niż 1/4 firm deklaruje, że sięga po pracowników z Ukrainy.

- Czynnikiem, który w ostatnich latach ratował podaż pracy w Polsce była głównie imigracja. W ubiegłym roku pracodawcy wystąpili o 1,82 mln oświadczeń o powierzeniu zatrudnienia dla cudzoziemców. Był to wynik o ponad 1/3 wyższy niż w 2016 r. – mówi Andrzej Kubisiak, dyrektor ds. analiz w Work Service. - Pomimo tak masowego napływu pracowników zza granicy nadal odnotowujemy jednak lawinowy wzrost wakatów. Szczególnie był on widoczny w branży produkcyjnej, budowlanej i logistycznej, gdzie liczba nieobsadzonych miejsc pracy wzrosła o ponad połowę w ciągu roku – dodaje.

Z danych Work Service wynika, że wśród firm, które planują zwiększenie zatrudnienia i mają trudności rekrutacyjne, ponad 40 proc. chce przyciągać kadry zza wschodniej granicy.

Katarzyna Drewnowska: Założyłam firmę, żeby wydać książkę Nigelli Lawson [NEXT TIME]