Sprzedaż kart kredytowych ostro spada. Ale wygląda na to, że mają nowego następcę

Aż o 10,5 proc. spadła liczba kart kredytowych wydanych w pierwszym kwartale br., w porównaniu z okresem styczeń-marzec 2017 r. Zdecydowane wzrosty widać natomiast w uruchomieniach limitów kredytowych w kontach osobistych.

Choć sprzedaż kart kredytowych nie zachwyca już od kilku lat, to takiego „dołka”, z jakim mamy do czynienia od połowy zeszłego roku, w ostatnich latach jeszcze nie było. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, już od niemal roku w każdym kolejnym miesiącu wartość limitów kredytowych przyznanych na kartach kredytowych jest niższa niż rok wcześniej. W ślad za tym spada też po prostu sprzedaż (liczbowo) kart.

Sprzedaż kart kredytowychSprzedaż kart kredytowych źródło: BIK

Porównując pierwsze kwartały 2017 i 2018 r. okazuje się, że w bieżącym roku sprzedano o 10,5 proc. mniej kart kredytowych (243,5 tys.), a wartość limitów na tych kartach spadła aż o 9 proc. Zestawienie tylko marców 2017 i 2018 r. (za ten miesiąc są najnowsze dane) wskazuje na jeszcze głębsze spadki – o 13,5 proc. liczbowo i 14,1 proc. wartościowo. Jak widać na powyższym wykresie, styczniowe „odbicie” w statystykach było tylko jednorazowe.

Te spadki sprzedaży nowych kart kredytowych być może poruszą stabilną od kilku lat statystykę liczby kart kredytowych w portfelach Polaków. Od 2013 jest ich ok. 6 mln (5,8-6,1 mln). To i tak bardzo niewiele w porównaniu do wartości np. z 2009 r. - na jego koniec Polacy mieli aż blisko 11 mln kart. Wtedy jednak karty kredytowe dostawał niemal każdy, regulacje nadzorcze nie były tak restrykcyjne, a karty debetowe do kont osobistych nie były wypukłe, co uniemożliwiało (w przeciwieństwie do kart kredytowych) np. rezerwację auta albo pokoju w hotelu za granicą. Dziś takich ograniczeń już nie ma, więc śmiało za granicę można jechać tylko z kartą do konta osobistego.

liczba kart kredytowychliczba kart kredytowych dane: NBP

Potem jednak, w latach 2010-2012, mieliśmy do czynienia z wielką „wycinką” - banki m.in. nie przedłużały umów klientom, którzy i tak z kart nie korzystali. Dziś kart kredytowych Polacy mają ok. 6 mln, a i tak mniej więcej co czwartą Biuro Informacji Kredytowej klasyfikuje jako „nieaktywną” – czyli nie ma na niej zadłużenia nawet 200 zł. Poza tym nadal banki trochę „podbijają” statystyki np. poprzez fakt, że często wyrobienie karty kredytowej jest warunkiem otrzymania lepszej oferty kredytu mieszkaniowego. A jak powiedział mi pracownik jednego z największych banków w Polsce, około 80 proc. kredytobiorców i tak z nich potem nie korzysta.

Czyżby następca?

Spadek sprzedaży kart kredytowych wcale nie jest jednak dla banków dramatem. Zresztą trudno mówić o dramacie w sytuacji, gdy w dużej mierze same banki mogą wpływać na to, czy sprzedaż kart im rośnie czy spada - np. właśnie wymuszając lub nie podpisanie umowy o kartę w zamian za tańszy kredyt hipoteczny, zaostrzając albo luzując kryteria dla klientów czy podsuwając odpowiednie oferty (np. pożyczka / karta kredytowa / limit w koncie) osobom, które po prostu potrzebują gotówki.

I możliwe, że tak właśnie jest obecnie, bo wraz ze spadkiem sprzedaży kart kredytowych solidnie zaczęła rosnąć liczba przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych.

sprzedaż limitów kredytowych w konciesprzedaż limitów kredytowych w koncie źródło: BIK

W pierwszym kwartale br. banki uruchomiły klientom 159,2 tys. limitów w koncie - to o 6 proc. więcej niż rok temu (a licząc kwotowo, czyli po wartości tych limitów – aż o 12,5 proc.). Poprzedni rok też był udany - w całym 2017 r. limity w koncie urosły rok do roku o 5,5 proc. liczbowo i 6,4 proc. kwotowo.

Trudno wysnuć wniosek, że limity w koncie po prostu zastępują karty kredytowe. Widać jednak po danych sprzedażowych banków, że o ile popularność pierwszych rośnie, to drugich spada. Zresztą i z własnego doświadczenia widzę, że jakoś ostatnio częściej banki „podsuwają” mi oferty limitów - jako „dodatkowe środki na koncie”, „dozwolony debet” itd.

I może trudno im się dziwić. Chcąc sprzedać kartę kredytową muszą przekonać klienta do posiadania kolejnego produktu, kolejnego "plastiku" w portfelu. Tymczasem tenże klient ma już konto, ma już kartę do niego (Polacy kart do kont mają już w portfelach ponad 30 mln) - dużo łatwiej jest spróbować namówić go na dodatkowy limit kredytowy. Jest wręcz na wyciągnięcie ręki. 

Można też klienta kusić np. tym, że nie musi się zastanawiać ile jeszcze pieniędzy ma na koncie osobistym a ile jeszcze dostępne na karcie kredytowej - wszystko to łączy się w jednym "pakiecie" konto + limit. Albo że nie musi pamiętać o spłacie karty kredytowej, a wpływy na konto osobiste same w pierwszej kolejności pokrywają debet. Albo, że koszty limitu w koncie mogą być w gruncie rzeczy podobne do tych na karcie kredytowej (w ramach limitów nie ma okresów bezodsetkowych, albo są bardzo krótkie rzędu 7-10 dni, ale za to oprocentowanie może być nieco niższe niż na kartach kredytowych, a roczne opłaty za kartę kredytową i limit są zwykle porównywalne). 

Wzrost sprzedaży limitów w koncie może więc sugerować, że przychodzi czas, gdy banki próbują "monetyzować" już naprawdę spore grona klientów z kontami. A takie limity bezpośrednio w kontach chyba nieco lepiej niż karty kredytowe wpisują się w trend "pieniędzy pod ręką". 

***

Jakub B. Bączek: Gdy sportowiec zaczyna wygrywać, to później robi to regularnie [NEXT TIME]