- To nie jest pogrzeb bitcoina, (...) a niedźwiedzi (niedźwiedź to symbol bessy na giełdach - red.) rynek w tym przypadku nie musi być złą wiadomością - powiedział w piątek Brian Kelly, założyciel i szef BKCM LLC, firmy inwestycyjnej zajmującej się cyfrowymi walutami. Kelly przypomina bowiem, że rok temu jeden bitcoin kosztował 2500 dolarów.
Na kurs bitcoina negatywnie wpływają doniesienia o kolejnych włamaniach do bitcoinowych giełd. Dwa tygodnie temu z internetowej giełdy wymiany kryptowalut Coinrail skradziono kryptowaluty o wartości 37,2 mln dolarów. W ostatnią środę południowokoreańska giełda kryptowalut Bithumb została okradziona na 31 milionów dolarów.
Po różnego rodzaju oszustwach w handlu kryptowalutami, rynkiem tym coraz mocniej interesują się regulatorzy. W piątek japońska Agencja Usług Finansowych poleciła sześciu największym giełdom kryptowalut wprowadzenie skuteczniejszych standardów przeciwdziałania prania brudnych pieniędzy.
Przypomnijmy, 16 grudnia notowania bitcoina ustanowiły rekord, przekraczając 20 tys. dol. W szczytowym momencie kapitalizacja rynkowa bitcoina wyniosła blisko 330 mld dol., całego rynku kryptowalut - 800 mld dol. Teraz wszystkie kryptowaluty są warte 256 mld dol. W ciągu niespełna pół roku z rynku wyparowało 70 proc. pieniędzy.
Jakie będą dalsze losy bitcoina? Zdania są podzielone. Część ekspertów jest zdania, że bańka na bitcoinie pękła i musimy liczyć się z dalszymi spadkami jego ceny. Inni ciągle wierzą w kryptowalutę. Todd Gordon, założyciel TradingAnalysis.com, przewiduje, że bitcoin spadnie do 4000 dolarów, ale potem wzrośnie do 10000 dolarów. Stanie się to jeszcze w tym roku.