Firma zarobiła mniej niż rok wcześniej, urząd skarbowy chce wyjaśnień. Absurd? Niekoniecznie

Po internecie krąży skan pisma, w którym urząd skarbowy wzywa firmę do wyjaśnień, bo ta miała niższe dochody niż rok wcześniej. Prośba wydaje się absurdalna, ale fiskus ma wytłumaczenie.
.
źródło: Twitter; FOT . MARCIN ONUFRYJUK / Agencja Wyborcza.pl

Kilka dni temu „furorę” na Twitterze robił post Cezarego Kaźmierczaka, prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zawierający skan pisma z Urzędu Skarbowego do przedsiębiorcy. W dokumencie skarbówka wzywała przedsiębiorcę do złożenia wyjaśnień „w zakresie spadku dochodów w 2017 r. w porównaniu z rokiem 2016”. Internauci kpili z pisma, wymyślając żartobliwe wytłumaczenia dla urzędu, dlaczego firma zarobiła mniej niż rok wcześniej - np. „Mniej pracowałem. Nie chciało mi się” czy „Uznałem przewagę rozwoju duchowego nad materialnym”.

- Pismo może być źle zrozumiane przez osoby, które nie zajmują się podatkami - tłumaczy jednak "Dziennikowi" Przemysław Polkowski, naczelnik Drugiego Mazowieckiego Urzędu Skarbowego w Warszawie. To ten urząd wysłał do przedsiębiorcy pismo. Co ważne, zajmuje się on tylko dużymi podatnikami, zwykle międzynarodowymi koncernami. Prośba o wytłumaczenie się z niższych dochodów nie trafiła więc do drobnego przedsiębiorcy.

Polkowski tłumaczy, że jego urząd nie pytał o spadek przychodów, ale dochodów - czyli przychodów pomniejszonych o koszty ich uzyskania (związane m.in. z inwestycjami). A te obniżają należny podatek. Skarbówka musi sprawdzać, czy zwrot podatku czy nadpłat, często wielomilionowy, firmie o niego wnioskującej się należy. Duży spadek dochodów rok do toku może być sygnałem, że spółka próbuje niedozwolonej „optymalizacji podatkowej”. 

Polkowski dodaje, że wręcz urzędnicy nie przychodzą teraz w takich sytuacjach od razu na kontrole, ale właśnie proszą listownie o wyjaśnienia. - Nie prosimy o wyjaśnienie tylko dlatego, że przedsiębiorca wykazał niższy dochód niż rok wcześniej. Prosimy głównie wtedy, gdy wnioskuje on o zwrot dużych kwot z budżetu państwa - mówi naczelnik. Dopiero gdy wyjaśnienia firmy nie przekonają fiskusa, ten może zdecydować się wszczęcie kontroli.

KOMENTARZ EKSPERTA - Tymon Kulczycki, adwokat i partner zarządzający w  Kancelarii WhitestoneLegal

Już faraonowie wpadli na pomysł, żeby część zbiorów rolnicy oddawali jako podatek. W czasach nowożytnych posługujemy się wynalazkiem Oświecenia - podatkiem dochodowym, który pozwala nam na odliczanie kosztów od przychodów. Każda decyzja polityków o pozwoleniu nam (w drodze ustawy) na zaliczanie na przykład internetu czy paliwa do samochodów do kosztów uzyskania przychodów budzi wobec tego zrozumiałe emocje. A fiskus sprawdza, czy na pewno nie nadużywamy jego cierpliwości.

Od kilku lat - od czasów, gdy zaczęły wypływać twarde dyski z banków z informacjami o ukrywanych majątkach - zabawa w ciuciubabkę z fiskusem weszła w kolejny zakręt. Urzędnicy coraz mądrzej potrafią szukać pozornych transakcji (i odzyskiwać wyłudzony VAT) i znajdować ukryte dochody. Ale też wiedzą, ze - jak to w ciuciubabce - czasem rozbiją sobie nos. Dlatego przy szukaniu ukrytych dochodów dość rozważnie najpierw pytają. Zgodnie z prawem. I nie tylko nie powinniśmy się na to obrażać. Powinniśmy - jako podatnicy - potrafić precyzyjnie opisać, z czego wynika spadek dochodów w konkretnym roku podatkowym. Przecież jesteśmy już dojrzałymi przedsiębiorcami. I wiemy, że po chudych latach przychodzą tłuste.

I zapewniam, że tak naprawdę każdy z nas w skrytości ducha marzy o tym, żeby obliczyć jak największy dochód do opodatkowania. A potem zastosować ulgę. 

***

Emilian Kamiński: Żeby nie być frustratem, zacząłem sam organizować sobie życie [NEXT TIME]

Więcej o: