Idea daniny solidarnościowej podoba się Polakom. Chcemy wyższych podatków dla bogaczy

CBOS zapytał Polaków, co myślą o systemie podatkowym. Chcemy płacić średnio połowę tego co teraz, a różnicę niech pokryją najbogatsi. Zdaniem niektórych, zamożność zaczyna się już od 5 tys. zł brutto miesięcznie.

CBOS badanie przeprowadził w maju jeszcze zanim rząd ogłosił szczegóły daniny solidarnościowej. Przypomnijmy, chodzi o nowy podatek w wysokości 4 proc., który zapłacą osoby zarabiające powyżej miliona złotych rocznie. Podatek będzie naliczany od kwoty powyżej miliona, a zdobyte w ten sposób pieniądze mają zostać przeznaczone na wsparcie osobom niepełnosprawnym. 

Badani nie znając szczegółów nowego pomysłu rządu odpowiedzieli na poniższe pytanie:

CBOSCBOS 

Wprowadzenie dodatkowego podatku częściej popierają osoby z gospodarstw o dochodach na osobę nieprzekraczających 1300 zł (65 proc.) mieszkańcy wsi (61 proc.) oraz ankietowani z wykształceniem zasadniczym zawodowym (66 proc.).

Jak czytamy w podsumowaniu badania "istotne znaczenie w tym kontekście odgrywają poglądy polityczne i preferencje partyjne. Ponadprzeciętnie często za dodatkowym opodatkowaniem najlepiej zarabiających opowiadają się respondenci identyfikujący się z prawicą (61 proc.) oraz potencjalni wyborcy Prawa i Sprawiedliwości (74 proc.).

Przeciwne opodatkowaniu najbogatszych są najczęściej osoby, u których dochód na osobę w rodzinie wynosi co najmniej 2500 zł (55 proc.), mieszkańców największych,
ponad półmilionowych miast (52 proc.), absolwentów wyższych uczelni (47 proc.), a uwzględniając poglądy polityczne – spośród badanych utożsamiających się z lewicą (46 proc.) oraz wyborców Platformy Obywatelskiej (53 proc.) i Sojuszu Lewicy Demokratycznej (52 proc.).

Zarabiający płacę minimalną zwolnieni z podatków

Poruszono również kwestię wysokości obecnych podatków. Badanych zapytano na jakim poziomie, ich zdaniem, powinny się one kształtować w zależności od osiąganych zarobków.

CBOSCBOS 

Z porównania postulowanych i faktycznych podatków osób zarabiających od 500 zł do 2000 zł brutto wynika, że – w odczuciu respondentów – obecnie płacą one blisko trzykrotnie większe podatki niż powinny.

Zdecydowana większość ankietowanych (81 proc.) uważa, że osoby zarabiające 500 zł brutto w ogóle nie powinny płacić podatku, a niemała część respondentów (31 proc.) jest zdania, że z tego podatku powinni być zwolnieni ci, których zarobki wynoszą 2000 zł brutto czyli mniej więcej tyle, ile wynosi płaca minimalna (2100 zł brutto w 2018 r.).

Jednak im wyższe wynagrodzenie, tym wyższy w nim udział podatku, choć i tak badani są zdania, że nawet najlepiej zarabiający płacą za dużo.

Jak czytamy w podsumowaniu "badani popierający wprowadzenie daniny solidarnościowej opowiadają się za wyższym opodatkowaniem osób o miesięcznych zarobkach wynoszących co najmniej 5000 zł brutto niż ci, którzy nie popierają takiego rozwiązania."

Jest w tym pewna nieścisłość, ponieważ popierane przez nich kwoty podatków (patrz tabela 2) są niższe od tych, które wynikają z obowiązującego systemu podatkowego. 

Na daninę solidarnościową zrzuci się klasa średnia

Zgodnie z projektem przepisów, podatek mają zapłacić wszyscy podatnicy płacący PIT, niezależnie od tego, czy rozliczają się według skali podatkowej, czy też (jak większość osób prowadzących działalność) według stawki liniowej. Oznacza to koniec podatku liniowego dla osób prowadzących działalność gospodarczą.

Czytaj także: Podatek solidarnościowy uderzy w klasę średnią. A mieli go płacić tylko najbogatsi

- Z szacunkowych danych wynika, że tzw. danina solidarnościowa w ponad 70 proc. obejmie przedsiębiorców. To kolejne profiskalne działanie, które podnosi obciążenia polskiego biznesu – mówił „Rzeczpospolitej” Łukasz Czucharski, ekspert Komitetu Podatkowego Pracodawców RP.

Podatek dotknie przede wszystkim przedstawicieli wolnych zawodów i przedsiębiorców. Ominie za to duże firmy, które nadal rozliczać się będą wg niskiej stawki CIT. Według innego eksperta, Michała Wojtasa z kancelarii EOL, danina solidarnościowa nie dotknie za to np. menedżerów.

+++

Morawski: "Teraz rozwijamy się w tempie 5 proc., ale to jest nie do utrzymania. Choćby dlatego, że w Polsce zabraknie pracowników"