Susze, powodzie, głód i choroby - mamy 10 lat na powstrzymanie katastrofy klimatycznej

Musimy mocniej ograniczać emisje gazów cieplarnianych. Już w 2040 roku globalny wzrost temperatury może przekroczyć "próg bezpieczeństwa" - alarmują naukowcy w raporcie ONZ. Konieczne są ogromne wydatki - 2,4 biliona dolarów rocznie. Polska nie uniknie negatywnych konsekwencji ocieplenia - województwo łódzkie może stać się pustynią.

Eksperci postulują, by określić jako jeszcze bezpieczny wzrost średniej temperatury na świecie na 1,5 stopnia Celsjusza (w porównaniu z temperaturą z epoki przedindustrialnej). Wcześniej, w ramach Porozumienia Paryskiego z 2015 r., ustalono ten próg na "znacznie poniżej" 2 stopni.

Nieco ponad 10 lat na działania

Ale to za mało. "Każde pół stopnia się liczy" - piszą naukowcy z Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (IPCC, powstał na wniosek członków ONZ), który przygotował raport. Ich zdaniem, mamy szansę uchronić się przed nieodwracalnymi zmianami, choć nie będzie to łatwe - ani tanie.

Do tego krytycznego poziomu 1,5 stopnia wzrostu temperatury mamy dotrzeć między 2030 a 2052 rokiem, a przekroczyć go możemy już w 2040 roku. W czarnym scenariuszu mamy więc zaledwie nieco ponad 10 lat, by działać. I to działać bardzo ostro, bo, jak podaje Zespół, jeden stopień wzrostu już "zrobiliśmy".

- Już teraz widzimy konsekwencje globalnego ocieplenia o 1 stopień w postaci coraz bardziej ekstremalnej pogody, rosnącego poziomu mórz i topniejącego lodu Arktyki - mówi Panmao Zhai, jeden z naukowców zespołu ONZ. 

Zero emisji CO2 w połowie wieku

Ocieplenie klimatu niesie za sobą dalsze ryzyka dla ludzkości. Nasilać się będą gwałtowne i nieprzewidywalne zjawiska pogodowe, takie jak długotrwałe upały, powodzie, niedobory żywności i rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych. Naukowcy w dokumencie argumentują, dlaczego warto zaostrzyć cele klimatyczne z Paryża - uzasadniają, że dałoby to ludzkości szanse na przygotowanie się do zmian, ograniczyłoby wzrost poziomu mórz i wymieranie gatunków roślin i zwierząt.

To jest do zrobienia - mówią eksperci, przynajmniej z naukowego punktu widzenia. Konieczne jednak są bezprecedensowe zmiany społeczne, szczególnie w przemyśle energetycznym, a także gigantyczne wydatki. By zatrzymać wzrost temperatury na "bezpiecznym" poziomie 1,5 stopnia, do 2030 roku emisje dwutlenku węgla (te powodowane przez człowieka), muszą spaść o około 45 proc. w porównaniu ze stanem z 2010 roku i do poziomu "zero netto" w okolicach 2050 roku.

By to osiągnąć, firmy i państwa muszą inwestować w tak zwaną czystą energię 2,4 biliona dolarów rocznie do 2035 roku - cytuje za raportem Bloomberg. Odnawialne źródła do połowy wieku powinny zapewniać 70-85 energii elektrycznej (teraz to około 25 proc.).

Raport powstał na potrzeby szczytu klimatycznego, który w tym roku organizuje Polska - ma się on odbyć w grudniu w Katowicach. Powinniśmy wziąć sobie rady naukowców do serca, nie tylko dlatego, że opieramy naszą energetykę na węglu, ale także dlatego, że i nas nie ominą negatywne skutki zmian klimatycznych.

Czytaj też: Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii dla Williama Nordhausa i Paula Romera - m.in. za badania nad relacjami ekonomii i zmian klimatycznych oraz wpływu rozwoju technologicznego i innowacji na wzrost gospodarczy

Ostrzeżenie dla Polski z Ministerstwa Środowiska

Swój raport pokazało nasze Ministerstwo Środowiska. Dotyczy on polityki ekologicznej państwa do 2030 roku. Przedstawione w nim zostały spodziewane negatywne skutki ocieplenia klimatu dla naszego kraju, które wpłynie także na gospodarkę."Przykładowo, województwo łódzkie będzie zagrożone silnym pustynnieniem oraz równolegle powodziami w dolinach największych rzek regionu, tj. Warty, Pilicy i Bzury" - czytamy w dokumencie.

Suszą poważnie zagrożone jest też kujawsko-pomorskie. "Jednocześnie efektem zmian klimatu będzie zwiększanie częstotliwości występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych i katastrof, które będą miały istotny wpływ na obszary wrażliwe i gospodarkę kraju" - pisze Ministerstwo Środowiska. Wśród tych ekstremalnych zjawisk są silne wiatry z trąbami powietrznymi i burzami, "które mogą znacząco wpłynąć m.in. na rolnictwo, budownictwo oraz infrastrukturę energetyczną i transportową".

Powodzie będą zagrażać terenom inwestycyjnym Opolszczyzny, okolicom rzek na Podkarpaciu (w województwie małopolskim dodatkowo jest ryzyko powstawania osuwisk ziemi) czy od strony Bałtyku, szczególnie na Wybrzeżu Środkowym. Zmiany klimatu uderzą też w rolnictwo. O tym strategicznym dokumencie pisze więcej m.in. "Gazeta Wyborcza".

W Polsce obecnie około 80 proc. energii powstaje w elektrowniach opalanych węglem kamiennym. Do 2040 roku ma to być, zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli rządu, połowa. Resztę mają dawać źródła odnawialne, energia nuklearna i gaz.

Donald Trump nie odróżnia pogody od klimatu. Na czym polega różnica?