Facebook potwierdził niedawno, że opłacił agencję PR w celu szukania powiązań pomiędzy Georgem Sorosem a kampanią Freedom from Facebook. Serwis społecznościowy opublikował wewnętrzną notkę Elliota Schrage, odchodzącego szefa ds. komunikacji Facebooka, w której potwierdzone zostało, że Facebook zatrudnił firmę PR Definers, do prześledzenia związków pomiędzy Sorosem a kampanią mającą na celu ograniczenie wpływów giganta społecznościowego.
Elliot Schrage napisał również, że związane ze sprawą dokumenty zostały też przekazane dziennikarzom i wziął na siebie pełną odpowiedzialność za sprawę.
Tym samym jasnym jest, że Facebook nie zareagował pozytywnie na krytykę ze strony Sorosa. Schrage przyznał, że zatrudnił firmę Definers po tym, jak miliarder nazwał Facebooka "zagrożeniem dla społeczeństwa". Prawie już były szef komunikacji serwisu nie udowodnił jednak, by Soros był bezpośrednio zaangażowany w kampanię Freedom from Facebook.
Schrage nie przyznał się jednak, że wie o tym, że Definers przekroczyli swój kontrakt, choć stwierdził, że powinien był o tym wiedzieć.
Nie można się dziwić, że działalność Facebooka nie spodobała się ludziom z otoczenia Sorosa. Patrick Gaspard, szef Open Society Foundations (należącej do Sorosa), wezwał do przeprowadzenia "niezależnego, kongresowego" dochodzenia.
Dodatkowego smaczku sprawie dodają informacje, że Soros zdążył sprzedać akcje Facebooka tuż przed ich gwałtowną przeceną. Przecenę spowodowało zaś, między innymi, ujawnienie faktu, że... Facebook wynajął Definers do sprawdzenia związków pomiędzy Sorosem, a krytykami giganta.