Brexit na finiszu. Brytyjski rząd trzeszczy w szwach. Ostatnie dni na debatę, potem głosowanie

Robert Kędzierski
Brexit staje się coraz bardziej realny. Przed Theresą May kilkudniowa debata w parlamencie. A ten trzeszczy w szwach. Analizujemy trzy scenariusze, które mogą wyznaczyć przyszłość Wielkiej Brytanii i Unii.
Zobacz wideo

Brexit niemal stał się faktem. Formalnie rzecz biorąc Wielka Brytanii jeszcze z Unii Europejskiej nie wyszła - nastąpi to 29 marca 2019 roku. O tym jaka będzie ostateczna forma "rozwodu" mogą zadecydować najbliższe dni.

Czas ostatecznych rozstrzygnięć

Umowa pomiędzy Unią a Wielką Brytanią została przyjęta 25 listopada. Teraz jednak musi ją ratyfikować brytyjski parlament. Pierwsze głosowanie w tej sprawie odbywa się 11 grudnia. Im bliżej tej daty, tym bardziej jest jasne, że nie będzie ono formalnością. 

Scenariusz pierwszy: brytyjski parlament odrzuci porozumienie

Odrzucenie porozumienia zawartego pod koniec listopada sprawę brexitu skomplikuje, ale ten scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. 

Theresa May nie ma większości. Za odrzuceniem porozumienia z UE opowiada się stu z 315 przedstawicieli jej Partii Konserwatywnej, a także wspierająca dotąd rząd May Demokratyczna Partia Unionistyczna. Przeciw jest także opozycja. W sumie prowadzi to do wniosku, że w liczącym 650 członków parlamencie nie ma wystarczającej liczby posłów, by umowę przyjąć.

- wyjaśnia w rozmowie z naszą redakcją Katarzyna Sobiepanek, autorka portalu u ukpolitics.pl

Konsekwencje odrzucenia porozumienia z Unią mogą dotknąć samą Theresę May.

O tym co wydarzy się po odrzuceniu układu z UE zdecyduje skala porażki pani premier. Jeśli będzie drastyczna - a mówi się o nawet 200 głosach przeciw - May czeka najprawdopodobniej głosowanie wotum nieufności w Izbie Gmin. Być może będzie musiała podać się do dymisji

- tłumaczy Sobiepanek.

Możliwe, że porażka brytyjskiej premier nie będzie aż tak dotkliwa. Wtedy brytyjski parlament będzie oczekiwał, że May dostanie szansę donegocjowania  warunków umowy z Unią, szczególnie deklaracji politycznej. Może uda jej się coś ugrać, dostać lepsze gwarancje dotyczące przyszłych relacji handlowych, i doprowadzić do kolejnego głosowania w Izbie Gmin. Jeśli jednak i to przegra, jej przyszłość stoi pod dużym znakiem zapytania

- dodaje. 

W parlamencie "trzeszczy"

Głosowanie to nie jedyne problemy May. Jak donosi brytyjska prasa cytowana przez UKpolitics.pl kilku ministrów brytyjskiego rządu rozważało podanie się do dymisji. Kością niezgody jest tzw. "backstop" czyli reguły dotyczące granicy pomiędzy Irlandią Północną, a Irlandią, która z Unii nie wychodzi. Bali się, że ta kwestia w praktyce doprowadzi do utrzymania Wielkiej Brytanii w unii celnej z UE i uniemożliwi Londynowi prowadzenie niezależnej  polityki handlowej.

Na ten moment May udało się brexitowców przekonać. Jednak w ostatnich dniach dwóch członków rządu niższego szczebla zrezygnowało z rządowych funkcji, opowiadając się za organizacją drugiego referendum

Czytaj też: Wiemy czego boi się brytyjski rząd w sprawie brexitu. Wyciek 

"Twardy Brexit" niemożliwy

Zarówno część Partii Konserwatywnej jak i opozycja nie chcą wychodzić z Unii bez porozumienia. Opozycja woli żeby rząd negocjował do ostatniej chwili, zaproponował nową umowę.

Opozycyjna Partia Pracy zapowiedziała, że jeśli umowa wynegocjowana przez May zostanie odrzucona będzie starać się o doprowadzenie do przyspieszonych wyborów, a jeśli to się nie uda zaproponują nowe referendum.

Wielka Brytania może zatrzymać Brexit?

W sukurs zwolennikom opóźnienia brexitu idzie wypowiedź Rzecznika Trybunału Sprawiedliwości, który poinformował, że rząd Wielkiej Brytanii może jeszcze zatrzymać wyjście z UE. Mógłby jednostronnie zawiesić artykuł 50,  który uruchomił procedurę brexitu.
Choć nie jest to jeszcze wiążąca decyzja Trybunału, to z politycznego punktu widzenia na pewno wpłynie na nastroje posłów przed głosowaniem 11 grudnia.

W razie impasu w parlamencie zawieszenie artykułu 50. mogłoby nie tyle 
powstrzymać brexit, ale pozwolić na nowe rozdanie polityczne w tej kwestii: drugie referendum lub przyspieszone wybory. Przeciwnicy brexitu zyskaliby nowe argumenty.

Wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii zatrzymać się raczej nie da.

Brytyjczycy szanują jednak proces demokratyczny. Nawet jeśli doszłoby do drugiego referendum wielu mogłoby zagłosować tak jak w pierwszym uznając, że demokratyczna decyzja już zapadła. Ostrzegał przed tym między innymi autorytet w kwestii prawa konstytucyjnego profesor Vernon Bogdanor. Poza tym wielu polityków obawia się, że ponowne głosowanie prowadziłoby bo do większych podziałów. A to może być bardziej szkodliwe dla Wielkiej Brytanii niż sam brexit

- wyjaśnia Sobiepanek. 

Więcej o: