Brexit. Ciche zbieranie poparcia za drugim referendum. Wściekła May odrzuca pomysł. Na razie

Im bliżej formalnej daty brexitu, tym większy chaos w brytyjskiej polityce. Teraz z doniesień mediów wynika, że rząd Theresy May zaczyna rozważać przeprowadzenie drugiego referendum w tej sprawie.
Zobacz wideo

To, co jeszcze niedawno wydawało się kompletnie nierealne, dziś zaczyna wyglądać coraz bardziej prawdopodobnie. Brytyjscy politycy zaczynają szukać poparcia dla organizacji kolejnego referendum ws. brexitu. I nie chodzi tu wcale o małe partie opozycyjne, które do ponownego plebiscytu wzywają od dawna. Teraz za takim rozwiązaniem mają lobbować ministrowie rządu Theresy May - choć ona sama jak na razie konsekwentnie zaprzecza podobnym planom.

Zakulisowe negocjacje ws. brexitu

O cichych negocjacjach prowadzonych na korytarzach parlamentu piszą brytyjskie media. Według Bloomberga w prywatnych rozmowach ministrowie mówią o tym nawet nie pytani. Jeden z nich miał podać argument: Jeśli nic nie jest w stanie sprawić, by umowa brexitowa przeszła została zatwierdzona przez posłów - a wszystko wskazuje,  że taka jest sytuacja - to sprawa powinna wrócić do wyborców.

"Sunday Times" podał, że David Lidington, człowiek postrzegany jako zastępca May, rozmawiał z politykami opozycyjnymi o porozumieniu w sprawie nowego referendum. Także May miała o tym dyskutować z Davidem Cameronem - swoim poprzednikiem na stanowisku brytyjskiego premiera. Sam Lidington, choć nie zaprzeczył, że spotkania miały miejsce, podkreślił, że sprzeciwia się plebiscytowi jako dzielącemu naród, a z opozycją rozmawiał o alternatywnych planach brexitu.

Premier May wściekła odpowiada Blairowi

SkyNews z kolei opublikował wywiad z innym byłym premierem, Tonym Blairem, który powiedział, że May powinna zmienić kurs i poprzeć drugie referendum w sprawie brexitu. Ta wypowiedź mocno zdenerwowała panią premier. Theresa May powiedziała, że jest zdeterminowana, by doprowadzić do brexitu, za którym obywatele już się opowiedzieli. Oskarżyła Blaira o podkopywanie jej negocjacji w Bruskeli.

Doniesienia mediów zmusiły w niedzielę brytyjski rząd do dementowania pogłosek. Zaprzeczyli im między innymi minister edukacji Damian Hinds oraz szef gabinetu Gavin Barwell.

Premier Theresa May kilka dni temu odwołała planowane na 11 grudnia głosowanie nad umową w sprawie brexitu w brytyjskim parlamencie. Umową, którą negocjowała z Brukselą przez półtora roku. To zapewne dlatego, że nie miała szans tego głosowania wygrać. Teraz ma ono odbyć się już w nowym roku.

Formalnie Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej 29 marca 2019 roku. Jeśli nie uda się zatwierdzić umowy w tej sprawie, będzie to tak zwany "no-deal brexit". Według wielu ekspertów i ekonomistów, a także Banku Anglii, to katastrofalna opcja dla brytyjskiej gospodarki.